Wspominałam niedawno w tym miejscu o książce pt. „Klara. Proszę tego nie czytać” Marcina Wichy, która ukazała się w wydawnictwie Czarna Owieczka. Ucieszyła mnie wiadomość, że pojawiła się jej druga część. Szybko więc ją przeczytałam i… padłam waflem z wrażenia! „Klara. Słowo na Szy” jest jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki, a ja zostałam dozgonną już chyba fanką głównej bohaterki. Książka jest prześmieszna i doskonale poprawia humor, zwłaszcza sfrustrowanym nieco rodzicom małych dziewczynek...

Równie ciekawe są zapiski Klary dotyczące życia rodzinnego, a więc wspólnych wakacji i codziennych relacji z bratem i rodzicami. Dialogi z Młodszym – bezcenne, podobnie, zresztą, jak prześmiewcze aluzje do różnych modnych podręczników wychowania dzieci (szczególnie ucieszyło mnie nawiązanie do pewnego konkretnego tytułu). Życie rodzinne Klary przedstawione zostało zdecydowanie bardziej pozytywnie, niż szkoła. I tak jest dobrze. Ze wszystkim niemal można sobie poradzić, mając dobre wsparcie w domu. I przy tym nie jest to jakaś sielankowa rodzina, ale całkiem zwykła, gdzie rodzice się nieraz pokłócą, nie mówiąc już o naparzających się dzieciakach. Lecz i ze szkolną rzeczywistością dziewczynka radzi sobie nieźle. Nieraz jedyną bronią na wszechogarniającą głupotę, poza nazwaniem rzeczy po imieniu, jest zachować poczucie humoru i dystans. A tego „Klarze” nie brakuje na pewno!
Agnieszka Jeż
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz