cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

środa, 31 sierpnia 2022

Noc strachów

 Zbiór opowiadań Katarzyny Wasilkowskiej, należący do "Serii z dreszczykiem" i zatytułowany "Noc strachów", to znakomicie skrojona wakacyjna lektura. Idealnie mieści się w nawet najbardziej opornej walizce, choć już w głowie - niekoniecznie. Trzeba trochę otwartości i dobrych chęci, by dotrzeć tam, dokąd nie sięga wzrok, mędrców szkiełko i oko.

Opowieści z ulicy Słonecznej, bo tak brzmi podtytuł książki, są historyjkami detektywistycznymi i takimi o zjawiskach paranormalnych. Fabułę spinają wstęp, zakończenie, związek z mroczną (wbrew nazwie) ulicą oraz sytuacja snucia strasznych opowieści przy nocnym ognisku. Bohaterami wszystkich tajemniczych przygód autorka uczyniła dzieci, z pewnym udziałem nieco zdziecinniałych dorosłych. Opowiadania przeważnie utrzymane są w wesołym tonie (z wyjątkiem wątku Władzia...), dużo tu lekkiego humoru i współczesnych akcentów językowych, które mogą zaskoczyć dorosłych czytelników, kto wie, może nawet im przeszkadzać. Jednak ta książka nie jest adresowana do nich, tylko do mądrych dzieci o mocnych nerwach, gotowych na zabawę na krawędzi gatunków i światów. W "Nocy strachów" główne role grają bowiem prawdziwe duchy. I nawet jeśli w nie nie uwierzycie, to nie sposób zaprzeczyć, że każda okolica ma swoje dobre duchy, żyjące lub nie, własne legendy i mikroklimat. Ten wytworzony przez Katarzynę Wasilkowską okazał się wyjątkowy, autentyczny, przejmujący dreszczykiem lęku oraz z powodu wiernie oddanych realiów wsi, życia społecznego, traktowania dzieci i ich stłamszonego punktu widzenia. Władziu, trzymaj się, gdziekolwiek, kiedykolwiek i w jakimkolwiek wieku jesteś! Ten bohater istnieje, reprezentowany przez całe tłumy prawdziwych osób.

Nutka goryczy, którą autorka doprawiła "Noc strachów" tym bardziej podkreśla doskonałość kompozycji, jaką jest ta pozytywna, budująca książka. Cudownie było dać się ponieść dziwnym mgłom, odwiedzać kryjówki na starej gruszy i pod nią, wzdrygnąć się raz, drugi i siódmy. Ta mała skala literatury i horroru bardzo dobrze wychodzi Katarzynie Wasilkowskiej, pisarce doświadczonej już w opowiadaniach dla przedszkolaków i powieściach adresowanych do młodszej młodzieży. Mamy nadzieję, że nowa linia jej twórczości będzie kontynuowana, bo kochamy się bać i śmiać!

Bożena Itoya

Katarzyna Wasilkowska, Noc strachów. Opowieści z ulicy Słonecznej, ilustracje Monika Pollak, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2022.

Fantastyczne samobójstwo zbiorowe

Podobno literatura fińska staje się coraz bardziej modna. Nie znam żadnych badań na ten temat, ale na pewno w mojej domowej biblioteczce ostatnio wydzieliłam sporą półkę na fińskie kryminały, komedie kryminalne i rozmaite powieści dla dorosłych oraz młodzieży. Finlandia i fiński vibe skradły moje serce już lata temu, na studiach, ale czytać literaturę fińską (poza Kalevalą) zaczęłam dużo później. Wtedy, gdy odkryłam wydawnictwo Kojro i twórczość jego założycielki, tłumaczki Bożeny Kojro. Jeszcze nie zdarzyło mi się, by przełożona przez nią książka nie przypadła mi do gustu, co uważam za efekt zarówno znakomitego warsztatu translatorskiego, jak i gustu tłumaczki. Przecież dobór spolszczanych dzieł literackich często zależy właśnie od autorów przekładu, a Bożena Kojro prawie zawsze stoi za decyzją o publikacji w Polsce właśnie tego wyjątkowego utworu. Jedną z perełek przetłumaczonych i wydanych przez właścicielkę oficyny Kojro jest powieść Arto Pasasilinny "Fantastyczne samobójstwo zbiorowe".

Książka w oryginale została wydana ponad 30 lat temu, po polsku zaś w 2021 roku. Bożena Kojro wydaje się nie zważać, czy taka decyzja się opłaci, tylko czy jest słuszna ze względu na brak danej pozycji na rynku polskim. Ot, rola wydawcy i tłumacza pełniącego ambitną misję upowszechniania tego, co najlepsze w literaturze danego narodu, niezależnie od "literackich trendów" i "miejsc na listach bestsellerów". Moja imienniczka płynie trochę pod prąd publikując dawniejsze, nieznane Polakom powieści fińskie w niewielkim wydawnictwie, czym wzbudza we mnie podziw, więc i ja z radością łamię kilka zasad pisząc od czasu do czasu o dobrych książkach adresowanych do dorosłych na blogu o książkach dla dla dzieci i młodzieży. Zresztą ta druga może spokojnie sięgnąć po wszystkie pozycje ukazujące się w wydawnictwie Kojro. Nastolatki wypożyczają w mojej bibliotece dużo "doroślejsze" publikacje.


Największym wrogiem Finów jest przygnębienie, smutny nastrój, bezdenna apatia. Wiszące nad nieszczęśliwcami ciężkie myśli po tysiącach lat panowania tak ich sobie podporządkowały, że dusza tego narodu stała się mroczna i poważna. Macki smutku mają ogromną siłę i wielu Finów uważa, że jedynie śmierć może ich wyrwać z przygnębienia. Czarne myśli wydają się im gorszym nieprzyjacielem niż Związek Radziecki.


Arto Paasilinna od pierwszego zdania "Fantastycznego samobójstwa zbiorowego" kpi z Finów oraz przytula ich, równocześnie pisząc o swoich rodakach w sposób zabawny (często wręcz prześmiewczy) i sympatyczny. Zbiorowość ma tu różne głupkowate cechy, rozbija się na indywidua ciekawe i nudnawe zarazem, by znów zbić się w gromadę, ba, społeczność, która wspólnie tworzy z beznadziei coś nowego, podszytego ciepłem i nadzieją. Ten patchwork z postaci okazał się niezwykle interesujący, a proces jego tworzenia wciągający tak bardzo, jak tylko może fabuła książki przykuwać uwagę czytelnika. Ja śmiałam się w głos czytając o spontanicznie i w dość absurdalny sposób stworzonej kompanii obcych sobie osób z ogłoszenia, w którym zaproponowano popełnienie zbiorowego samobójstwa. Czy nie za ostro? Absolutnie nie, jeżeli tylko czytelnik podchodzi do ponuractwa z takim dystansem, jak autor. Zbieżność lub rozbieżność poczucia humoru (własnego z tym autora) można ocenić po zacytowanym wyżej początku powieści. W każdym razie nie czytałam chyba lepszej czarnej komedii, satyry społecznej oraz pocztówki z Finlandii w jednym. O samej akcji nie zdradzę nic a nic, poza tym, że rozpędza się jak pełen zdesperowanych ludzi autokar mknący ku przepaści, z wieloma przystankami, niespodziewanymi zrywami i zakrętami. Dajcie się ponieść fińskiej przygodzie!

Bożena Itoya

Arto Paasilinna, Fantastyczne samobójstwo zbiorowe, z języka fińskiego przełożyła Bożena Kojro, Wydawnictwo Kojro, Rusiec 2021.

Projekt Bitoven

 Zazwyczaj piszę o książkach tuż po ich przeczytaniu, ale niektóre muszą chwilę się odleżeć, zakiełkować we mnie, żeby zostać w pełni docenione. Tak było z "Projektem Bitoven" Joanny Wachowiak, powieścią niezwykłą, choć zarazem klasyczną. Autorka trzyma się bowiem reguł tworzenia literatury dla dzieci nasyconej wartościami i utrzymującej uwagę młodego czytelnika odpowiednim poziomem przygody, a zarazem sięga motywy nowe w polskiej książce dla niedorosłych. Może zresztą nowe jest tylko ich zestawienie? Mila, jedna z głównych bohaterów, jest osobą niesłyszącą, co wcale nie zmusza nas do współczucia, raczej do podziwu. Mimo że temat migania i porozumiewania się z rówieśnikiem nieznającym języka migowego za pośrednictwem komunikatora pojawia się, jest dobrze omówiony i ciekawy, to bardziej zwracamy uwagę na siłę Mili, jej otwartość, energię i entuzjazm, którymi znacznie przewyższa i zaraża Mateusza. To do niego czytelnik ma najbliżej, nie tylko jako do postaci pierwszoplanowej, ale również przez wzgląd na podobieństwo do prototypowego mola książkowego w wieku około 10-12 lat.

Mateusz jest mądry, fajny i utalentowany, jednak niezbyt świadomy swoich walorów. Jako uczeń szkoły muzycznej nie odnalazł jeszcze własnej drogi, nie spełnia się w grze na fortepianie, z czym kryje się przed najbliższymi. Podobnie w życiu towarzyskim nie wyrobił sobie jeszcze żadnej pozycji, czuje się niepewnie, samotnie. Obie ścieżki: muzyczna i koleżeńska, przeplatają się i rozwijają równolegle, wpływając na siebie. To piękna kompozycja literacka oraz życiowa. Czytając "Projekt Bitoven" podziwiałam kunszt pisarski autorki, jej wiedzę socjologiczną i muzykologiczną, lekkość podania obu, a przede wszystkim rytm opowieści. Trzeba mieć genialny słuch i wybitną wrażliwość, by tak odbierać oraz opisywać muzykę klasyczną, hip-hop, świat dorastających dzieci, ich tęsknoty i punkty kulminacyjne.

Osobne wyrazy sympatii i "propsy" należą się Joannie Wachowiak za dodanie wątku instalacji interaktywnej, istniejącej w rzeczywistości dzięki pewnemu artyście multimedialnemu, choć brzmiącej jak wytwór wyobraźni autorki (już we wcześniejszych książkach igrającej z science fiction). "Projekt Bitoven" wyprowadza czytelnika na szerokie artystyczne wody, podsuwając próbki rozmaitych realizacji sztuki nowoczesnej w różnych dziedzinach, oswajając z nią, budząc głód uczestnictwa w performansie. Trudno o bardziej angażującą lekturę, która nie ogląda się na dzieci nielubiące czytać i narzekające na nudę. Nikt nikogo nie zmusza do czytania i działania, ale subtelność oraz dopracowanie tej opowieści mogą pokierować wrażliwego czytelnika, zagubionego w labiryntach zajęć dodatkowych, oczekiwań rodziców i nauczycieli oraz rówieśników, na odpowiednią dróżkę - tę określaną jako samorealizacja i zgoda z samym sobą.

Bożena Itoya

Joanna Wachowiak, Projekt Bitoven, okładka i layout: Anna Oparkowska, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2021.

30 znikających trampolin

Zestaw zaskakujących opowieści zatytułowany "30 znikających trampolin" pokazuje, jak można bawić się literaturą i eksperymentować z nią, nawet w książce dla dzieci. Autorka wyjaśnia w zakończeniu, że "Impulsem do powstania 30 znikających trampolin była książka Raymonda Queneau pt. Ćwiczenia stylistyczne (w tłumaczeniu Jana Gondowicza), skierowana do czytelników dorosłych, w której błahe, zaobserwowane w autobusie zdarzenie zostało opisane na 99 sposobów, stając się pretekstem do gry stylami i regułami języka - daleko przesuwającej granice jego (nieograniczonych) możliwości". Dorota Kassjanowicz poszła o krok dalej, bo zaryzykowała adresując swoją publikację do dzieci, nie nadając jej żadnego popularnonaukowego podtytułu ani charakteru, po prostu pisząc książkę-zabawkę, taki jakby... poważny dowcip.

"30 znikających trampolin" czyta się ze śmiechem i podziwem. To szczegółowo dopracowana, w każdym calu przemyślana książka, wesoło i pomysłowo zilustrowana przez Paulinę Daniluk. Rozpoczynając lekturę nie miałam pojęcia, co mnie czeka, a po przeczytaniu kilkunastu stron mojemu zaskoczeniu dorównywały obawy, że powtarzalność tej samej historii w różnych ujęciach szybko okaże się nużąca. Jednak było przeciwnie: po zapoznaniu się z przedstawioną "Oczami", "Uszami", "Futurystycznie" i "Baśniowo" relacją o zniknięciu trampoliny byłam bardzo ciekawa kolejnych interpretacji tematu, gatunków, szaleństw stylistycznych i żartów ze współczesnej polszczyzny. Czytałam wręcz coraz szybciej! Autorka uruchomiła literackie myślenie zmysłami, błędami (bez ładu i składu, niegramatycznie/nieortograficznie, nie na temat), gatunkami literackimi (baśń, piosenka, reportaż, scenariusz filmowy, limeryk, artykuł prasowy), typami ludzkimi (dziecko, staruszka, dziewczynka, chłopiec, rodzic), metodami komunikacji (sms, ustna plotka), cechami charakteru czy nastawieniem do świata (optymistycznie, pesymistycznie, obojętnie, po łebkach, byle jak) czy stylistycznymi przyzwyczajeniami, koniecznie w mocno przerysowanym stopniu (zdrobniale, po łebkach, długaśnie-zdaniowo). Jest wreszcie rozdział 11 "Daloplącznie /w obcym języku/", całkiem niezrozumiały, dopóki nie skorzysta się z załączonego obszernego słowniczka. Książkę Doroty Kassjanowicz trzeba więc uznać za wielkie przedsięwzięcie, nawet jeśli jej treść nie przypadnie komuś do gustu. Uczy bowiem rozmaitych punktów widzenia i ze strony literatury, i języka, i po prostu ludzi. Każda opowieść może zabrzmieć inaczej w zależności od nastawienia narratora, przyjętej konwencji i stopnia obiektywizmu. Każda książka może być skarbcem różnych światów, a rola narratora sprowadza się do bycia wielkim czarodziejem, którego marionetkami są czytelnicy. Po zdobyciu wszystkich poziomów gry zaprojektowanej przez Dorotę Kassjanowicz sami chcemy stać się moderatorami uniwersów, opowiadać, pisać, kombinować, podpuszczać słuchaczy. "30 znikających trampolin" może stać się najlepszym impulsem dla przyszłych ludzi słowa, warto więc podsunąć tę perełkę każdemu, kto ma jakąś smykałkę do pisarstwa, piosenki, rymów, kabaretu, snucia takich czy innych relacji i opowieści.

Bożena Itoya

Dorota Kassjanowicz, 30 znikających trampolin, ilustracje Paulina Daniluk, Wydawnictwo Albus, Poznań 2016.

wtorek, 9 sierpnia 2022

Wernisaż wystawy "12 opowieści o Ja"

Masz naście lat, robiłaś rzeczy, które twoi rówieśnicy znają raczej tylko z filmów, świat się na ciebie krzywi i tobie zakrzywia. Pogubiłaś się, chcesz krzyczeć, kopać, wyśmiewać, przytulać i odrzucać. Wtedy przychodzi ktoś i mówi: zrobię ci zdjęcie, taki prawdziwy fotograficzny portret. Z nim idą inni, namawiając, żebyś napisała o sobie wiersz albo monodram. Potem nagle jest sala pełna ludzi, ty obok innych dziewczyn (i Nikodema), siedzisz na krześle, stoisz przy scenie, dostajesz różę, Twoja twarz i słowa są na ścianie, wszyscy patrzą. Czy naprawdę cię widzą?

Tak odczuwałam narodziny i wernisaż wystawy literacko-fotograficznej "12 opowieści o Ja", którą od 20 czerwca do 21 lipca można oglądać w rembertowskiej bibliotece. Dla mnie samej, dorosłej kobiety, pomoc przy otwarciu wystawy była początkowo tylko przyjemną pracą. Później zobaczyłam zdjęcia, ich bohaterki i słowa, w oczach stanęły mi łzy, w sercu odżyłam jako uciekająca ze szkoły, miasta i życia bliskich nastolatka. Zobaczyłam, jak wiele mogą zdziałać sztuka fotografii oraz poezja w prawdziwym życiu, tym z problemami tak przyziemnymi, że aż wbijającymi twarzą w glebę. Arteterapia nie wymaga definicji, od kiedy istnieje wystawa "12 opowieści o Ja". Wystarczy ją zobaczyć i wszystko się zrozumie. Choćby to, że my, uczestnicy wernisażu i późniejsi widzowie, jesteśmy tylko tłem dla sztuki, która naprawdę się dzieje w ludziach, kształtuje ich tu, teraz i zaraz. Nie czułam się jednak niczym podglądacz, ale jak najbardziej na miejscu, w środku własnego wszechświata, gdy słuchałam czytanych przez aktorkę monodramów melomanki, fanki rapu, jak ja, i tej zakochanej, która wyznawała miłość partnerowi, a oboje stali blisko mnie, wtuleni w siebie, chyba szczęśliwi. Uczestnik wernisażu też miał zatem szansę na niepowtarzalne przeżycia, przerobienie własnych spraw, nawiązanie nowych relacji.

Wystawę przygotowało trio doświadczonych i wnikliwych twórców, obserwatorów o niezwykłej czułości, aktywnych animatorów kultury: Anna Sadowska i Grażyna Sobieska-Szostakiewicz, wychowawczynie z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego nr 2 w warszawskim Rembertowie, oraz pracujący w tej samej dzielnicy fotograf-dokumentalista, Roman Kalinowski, świeżo upieczony laureat Grand Press Photo. "12 opowieści o Ja" jest tytułem zarówno wystawy, składającej się z fotografii, wierszy i monodramów, jak i całego projektu przeprowadzonego w MOW. Uczestniczące w przedsięwzięciu nastolatki wzięły udział w szeregu działań, jak profesjonalna sesja fotograficzna, warsztaty literackie, podczas których przez wiele godzin wykonywały swój poetycki autoportret do ulubionego zdjęcia, a wreszcie wystąpienie przed publicznością na wernisażu. Widziałam łzy, łagodność, trochę ścian nie do przebicia, dumę i przebijającą z każdej twarzy wiadomość, że tego to jeszcze w życiu nie robiły. Rozmowa z zastępcą burmistrza, gratulacje od rozmaitych pedagogów, bibliotekarzy, radnych, błysk fleszy, oprowadzanie widzów, częstowanie pieczywem i słodyczami, wpisy do bibliotecznej księgi pamiątkowej.

Goście wernisażu także przechodzili swoje małe inicjacje, choćby pisząc na miniwarsztatach wiersze do pięknych zdjęć, które zrobił im w specjalnym, jednorazowym atelier Roman Kalinowski. Kolejka do fotografa była długa, trudno się dziwić, też chciałam mieć taką efektowną, profesjonalną pamiątkę, i to w wersji papierowej! Te portrety połączyły widzów wystawy z jej twórcami i bohaterkami. Mamy wspólne emocje, doświadczenia, czas. Nigdy o was nie zapomnimy, dziękujemy!

Bożena Itoya

Anna Sadowska, Grażyna Sobieska-Szostakiewicz, Roman Kalinowski, "12 opowieści o Ja", wystawa literacko-fotograficzna, Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Dzielnicy Rembertów m.st. Warszawy, 20 czerwca - 21 lipca 2022 r.

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Jak hodować i karmić domową czarną dziurę

Od zawsze uwielbiałam film "Kontakt", który według większości moich znajomych bardzo się postarzał, a dla mnie nadal jest całym wszechświatem kinematografii. Książka Michelle Cuevas "Jak hodować i karmić domową czarną dziurę" kojarzy mi się właśnie z tym ulubionym filmem, jej narratorka, jedenastoletnia Stella, bardzo przypomina bohaterkę graną przez Jodie Foster, w czasach tuż po śmierci taty. W obu obrazach mamy życie z głową w gwiezdnych chmurach, łączenie kosmosu, komunikacji z nim, z zabawami z ukochaną, zmarłą osobą na tyle, że oczekuje się, iż ona gdzieś tam czeka na ponowne spotkanie. Ziemskie dźwięki i sygnały wysyłane w niezbadaną, odległą przestrzeń, oczekiwanie na odzew. Smutek i piękno. Tęsknota i kapka nadziei. Co ciekawe, w obu wypadkach to nierzeczywiste widzenie z widmem przeszłości dochodzi do skutku, jednak jest natychmiast rozumiane jako coś niedosłownego, ma znaczenie terapeutyczne i pcha bohaterkę w nowe życie oraz czyjeś ramiona. Poza tym ścieżki Stelli ("Jak hodować...") i Ellie ("Kontakt") oraz ich znaczenia szybko się rozchodzą.

Stella to dziewczynka zabawna i po dziecięcemu urocza, ale jej szalona przyjaźń z czarną dziurą podszyta jest żałością aż doskwierającą wrażliwemu dorosłemu. Tata zmarł niedawno, niecały rok temu, był najbliższym przyjacielem, przewodnikiem w świecie astronomii, bratnią duszą. Brat, cudowny pięcioletni dziwak o imieniu Cosmo, lekko stuknięty jak sam tata, taką pokrewną istotą nie jest. Stella unika młodego, nie pozwala mu mówić o zmarłym, w ogóle zresztą nie oswoiła kwestii śmierci i rozmów o niej. W monologach i myślach bohaterki co chwila następuje pustka, przerwa, zmiana tematu. Z jednej strony poznajemy zafascynowaną astronomią nastolatkę, a z drugiej wnikamy w gęstą żałobę, do której właściwie jeszcze nie doszło, bo Stella nie pozwala sobie na jej przechodzenie. Sami rozumiecie, że ta lektura może doprowadzać do łez każdego rodzica. Młodemu czytelnikowi nie będzie tak ogromnie smutno, bardziej wciągnie się w historię znajomości z kosmicznym (nie)stworzonkiem.

Ta opowieść zaczęła się pewnego popołudnia w kolorze komet od dziewczynki ubranej na czarno. Smutnej dziewczynki z dziurą w sercu i mrokiem na horyzoncie. Ta dziewczynka to oczywiście ja. ‒ Jestem Stella Rodriguez ‒ zameldowałam się strażnikowi pilnującemu wejścia do NASA. ‒ Mam jedenaście lat. Przyszłam porozmawiać z Carlem Saganem. Było późno, niemal ciemno, a ja wybrałam się tam sama. Ty i mama nie bylibyście zachwyceni. Strażnik podniósł wzrok, jakby szukał irytującego komara, uznał, ze się przesłyszał, i wrócil do czytania czasopisma. ‒ Tak naprawdę ‒ spróbowałam ponownie ‒ jestem praprapraprawnuczką Carla Sagana i przyszłam do NASA powiedzieć mu, że w przyszłości wynaleźliśmy podróże w czasie! ‒ Odejdź, proszę ‒ powiedział strażnik. ‒ Ale ja jestem umówiona... ‒ Nie ‒ odparł strażnik. ‒ Z całą pewnością nie jesteś. ‒ No dobrze, może i nie jestem! ‒ przyznałam, odrobinę za głośno. ‒ Ale jeśli wziąć pod uwagę teorię chaosu albo efekt motyla, sama idea przewidywania czegokolwiek z dużym wyprzedzeniem, na przykład umówionego spotkania, staje się absurdalna i niemożliwa. Czas...

Stella próbuje dostać się do siedziby NASA, by namówić agencję kosmiczną do wysłania w odległe galaktyki nagrania śmiechu jej taty. W trakcie tej nieudanej wizyty w rządowym budynku dochodzi do alarmu, a dziewczynka na zewnątrz spotyka małą czarną dziurę i bierze ją do domu. Relacja tych dwojga bywa komiczna i kosmiczna. Nowy pupil okazuje się trudny, ale możliwy do opanowania, a w przepaści jego bytu zdają się znikać kolejne problemy Stelli i wybrane przez nią niechciane przedmioty. Co połknie Czarek, bo takie imię nadaje "maleństwu" dziewczynka, to znika z pamięci świata. Łatwo się więc domyślić, że jedenastolatka igra z wielkimi sprawami i może doprowadzić do katastrofy.

Nadprzyrodzona podróż Stelli i Cosmo, który w pewnym momencie dołącza do siostry, dokonując modyfikacji jej nastawienia, celów i emocji, może być interpretowana w jakimś stopniu dosłownie albo zupełnie symbolicznie. W każdym razie ta niesamowita wycieczka zmieni czytelnika przynajmniej trochę, a samych podróżników ‒ bardzo. Nikt nie powinien się tu nudzić. Poetyckie opisy wewnętrznych stanów bohaterki przeplatane są humorem zwykłych dzieci, dlatego książkę czyta się łatwo i nie sposób w niej utknąć. "Jak hodować i karmić domową czarną dziurę" chwilami przypomina "Dziennik Cwaniaczka" albo Wielopiętrowy domek na drzewie. Tylko jest na wyższym poziomie literackim i wchłania jak czarna dziura. Chciałabym znać więcej takich opowieści.

Bożena Itoya

Michelle Cuevas, Jak hodować i karmić domową czarną dziurę, przełożyła Anna Nowak, Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.

czwartek, 16 czerwca 2022

Pralnia pierza

. Opowiadania Doroty Combrzyńskiej-Nogali luźno nawiązują do formuły bajkoterapii i wzorcowych już, przerabianych z dziećmi przez pedagogów szkolnych dwóch tomów "Gorzkiej czekolady". Poszczególne teksty zostały poprzedzone graficznym wyłuszczeniem problemu czy wartości, wokół których kręci się świat przedstawiony. Opowiadanie "Projekt" zostało napisane, by omawiać z czytelnikami lub słuchaczami zagadnienia otwartości i przyjaźni, "Bestię" autorka poświęciła tolerancji oraz odpowiedzialności, "Cyganicha" przybliża pojęcia wsparcia, odwagi i wrażliwości, zaś opowiadanie tytułowe, "Pralnia pierza", bezkompromisowo wyłuszcza wartość pracy, zaufania i odwagi cywilnej. W kolejnych czterech tekstach przewijają się i już poruszone, i nowe problemy: tolerancja, odpowiedzialność i akceptacja w "Śmierdzącej sprawie", uczciwość oraz zaufanie w "Słowie", altruizm, poświęcenie i ochrona przyrody w "Braciach mniejszych", solidarność, odwaga cywilna oraz akceptacja w "Podglądaczce". Jak widać, tematy książki Doroty Combrzyńskiej-Nogali są rozmaite i poważne, uprzedzam, że również sposób ich rozpracowania wyklucza lekturę najmłodszych uczniów, nie tylko samodzielną.

Przekaz i język autorki okazały się bezpośrednie, dosadne, chwilami nieco szokujące. Pisarka nie patyczkuje się z dziećmi, cóż, nie robi tego również prawdziwy świat, przynajmniej taki, w jakim żyją ich rówieśnicy z opowiadań "Pralnia pierza". No właśnie, przyznam, że ani ja, ani mój syn, oboje dzieci z blokowiska w niezbyt ekskluzywnej dzielnicy, nie wychowywaliśmy się w takich warunkach, jakie opisuje Dorota Combrzyńska-Nogala. Zapewne przytoczone okoliczności wywodzą się w jakimś stopniu z doświadczeń empirycznych, ale są tak bardzo przykładowe i wychowawczo prototypowe, że czytelnikowi trudno w nie uwierzyć, współodczuwać z bohaterami. Prawdopodobnie wąskie grono odbiorców, które odnajdzie się w realiach tych smutnych uliczek, przeplatanej kulturowo i etnicznie lokalnej społeczności, przemocy domowej widzianej z trzepaka, świata dzieci pozostawionych samym sobie, będzie miało znakomity materiał do analizy i dyskusji. Może też przekroczy pedagogiczny charakter prozy, poczuje coś więcej, da się ponieść słowu. Jednak poza tą czytelniczą niszą tomik "Pralnia pierza" będzie odbierany wyłącznie jako pomoc dydaktyczna, scenariusz zajęć czy pouczającego przedstawienia odgrywanego na godzinie wychowawczej, wypada bowiem z torów literatury pięknej, przynoszącej jakieś przeżycia artystyczne. Funkcja estetyczna gdzieś tu ginie (sprowadzając się często do wrażenia obrzydzenia przez dobór słów i nieprzyjemnych materii), mimo niezwykłych ilustracji Grażyny Rigall. Całość wydała nam się dość sztywna, co oczywiście nie wyklucza pozytywnej roli, jaką książka może odegrać w procesie dydaktycznym i wychowawczym.

Bożena Itoya

Dorota Combrzyńska-Nogala, Opowiadania o tym, co ważne, ilustracje Grażyna Rigall, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2018.