Jedną z takich książek jest wydana przez Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie nowa książeczka Magdaleny Skrabskiej. Gdy zobaczyłam tytuł „Wawel. Zamek tajemnic”, wyobraziłam sobie zaraz, o czym będzie i w myślach zaklasyfikowałam tytuł do nurtu „słynne miejsca i związane z nimi legendy polskie”. Otóż, niespodzianka, to nie o tym zupełnie jest ta książka! Owszem, rzecz dzieje się w siedzibie królów polskich w Krakowie, ale bohaterem nie jest ani król, ani nawet Szewczyk Dratewka. Na scenę wschodzą postacie co najmniej dziwne. Dwurogi Kilin, barwnopióra Simorg, zmieniający swą postać Dew… i jeszcze kilka nietypowych stworzeń, eksponatów, jak się okazuje, z wawelskiej wystawy Sztuka Wschodu. Krakowiacy i ci, którzy mają szczęście często bywać w tym mieście, zapewne wiedzą, o co chodzi. Dla innych czytelników (jak również dla piszącej te słowa, niestety) krakowska wystawa jest zupełnym novum. W pierwszej chwili wydawało mi się trochę ryzykowne wprowadzać do książki dla dzieci szereg dziwnych postaci, wyjętych z kontekstu, o trudnych do zapamiętania imionach, które poruszają się po ograniczonej przestrzeni nieznanego zamku! Cała rzecz teraz w tym, pomyślałam, czy Autorka zaprezentuje ciekawą historię, czy nie. Jeśli dzieci się wciągną, wchłoną wszystkie nazwy i informacje, a na dodatek jeszcze je zapamiętają! Więc przystąpiłam do dzieła i przeczytałam książkę jednej z chorych córek. I zaskoczyło! Hani książka się spodobała, śledziła obrazki, zadawała pytania. Wyraziła też chęć, by pojechać do Krakowa, zobaczyć Wawel i wystawę… Po powrocie zapewne jeszcze raz przeczytamy „Zamek tajemnic”. Lektura będzie już inna, gdy będziemy mieć przed oczami opisane w opowieści szczegóły.
Książka została bardzo klimatycznie zilustrowana i opracowana graficznie przez Elżbietę Wasiuczyńską, która doskonale oddała baśniowy, orientalny smak tej historii. Znalazło się też miejsce na mapkę, a w słowniczku na końcu są fotografie przedmiotów o egzotycznie brzmiących nazwach, o których mowa w tekście, a także reprodukcje obrazów. Przyznam, że sama dowiedziałam się kilku nowych rzeczy (Czy ktoś ma pojęcie, skąd się wziął kurdyban? Ja już wiem!). Edukacyjne zacięcie Autorki, w połączeniu z ciekawą historią: oto przepis na dobrą książkę, nie tylko z „muzealnej” półki.
Agnieszka Jeż
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz