powraca w powieściach i rozpala wyobraźnię kolejnych czytelników.
Ostatnio sięgnęła po niego również Kalina Jerzykowska, autorka
wydanej przez krakowską Literaturę książki „Ciocia Rose i złote
żołędzie”. To kolejny już tom opowieści o sympatycznych
bohaterach, których poznać mogliśmy w „Widmach z ulicy
Widmowej”. I tym razem historia toczy się wokół zaginionego
skarbu, rodowych klejnotów w kształcie złotych żołędzi
ozdobionych brylantami. Historia znowu miesza się z czasem
teraźniejszym, a zapomniane dzieje, zapisane na zbutwiałych kartach
ksiąg i gazet, zaczynają mieć wpływ na coraz szybciej toczącą
się akcję. Klejnoty usiłują przechwycić osoby do tego
niepowołane, posuwając się do coraz bardziej radykalnych środków.
Jednocześnie sprytni bohaterowie, Honorata i Mariusz wraz z
przyjaciółmi, usiłują rozwikłać zagadkę, która wiąże ich
losy z przeszłością. Sprawą zajmują się też dwie starsze
panie, których sprytowi i energii mało kto może dorównać. Duży
plus za te postacie, wnoszą do opowieści wiele humoru i z miejsca
zyskują sympatię czytelników, mimo swoich przywar i słabostek.
Nawiasem mówiąc, cenny jest, szczególnie w książkach dla
młodzieży, taki obraz starości (czy też, eufemistycznie mówiąc,
wieku dojrzałego), który skupia się bez patosu na jej zaletach:
doświadczeniu życiowym, humorze wynikającym z dystansu do świata
oraz na pewnej nonszalancji, wynikającej z kolei z lekceważenia
konwenansów. Tak, tak, w pewnym wieku najwyraźniej można się
wieloma rzeczami znacznie mniej przejmować…
Akcja powieści toczy się niezwykle
szybko, dobrze, że na początku książki jest wykaz występujących
postaci, gdyż można by się łatwo zgubić. Taki zabieg przypomina
nieco pierwsze strony staroświeckich kryminałów albo sztuk
teatralnych. I nie bez powodu, gdyż Autorka jest teatrologiem,
autorką sztuk i miłośniczką teatru dziecięcego. „Ciocia Rose”
po niewielkich adaptacjach doskonale nadawałaby się na wystawienie
na scenie albo sfilmowanie – dialogi są dobre, nieprzegadane,
pełne humoru i zabawy słowem. Cudowna jest krótka rozmowa Rysia
Pocieja, szkolnego kolegi naszych bohaterów, z nauczycielką.
Prawdziwa perełka! Znać pióro osoby, która ma dużo do czynienia
z młodymi ludźmi.
Akcja książki toczy się na
prowincji, w Dębinie, miasteczku małym, ale z tradycjami i pięknym
muzeum. Aż by się chciało uwierzyć, że tak właśnie wygląda
prowincja polska: zadbana, zamieszkana przez ludzi, którzy
interesują się lokalną historią i są z niej dumni. Z pewnością
tak jest w wielu miejscach i taki właśnie sugestywny obraz trafia
do młodych ludzi. Bardzo dobrze!
Wątek „spirytualistyczny”
potraktowany został z wyjątkowym humorem i lekkością. I chociaż
duchy biorą udział w akcji na równi i bohaterami, traktujemy je z
lekkim przymrużeniem oka. W sam raz na tyle, aby się trochę bać.
Ale tylko troszeczkę…
Agnieszka Jeż
Agnieszka Jeż
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz