cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K. Rowling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K. Rowling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 września 2019

Zbrodnie Grindelwalda. Scenariusz oryginalny



J.K. Rowling już wiele lat temu zapowiedziała, że nie napisze więcej powieści o Harrym Potterze, ale nie wspomniała wówczas o scenariuszach teatralnych i filmowych. Ta luka jest skwapliwie wykorzystywana od kilku lat: najpierw opublikowana została dramatyzowana kontynuacja losów nastoletniego czarodzieja, a właściwie jego nastoletnich dzieci i ich przyjaciół, a następnie narodził się nowy zwyczaj, według którego premierze kolejnych filmów z uniwersum Harry'ego Pottera towarzyszą książki nazywane "scenariuszami oryginalnymi". W ten sposób tytuł "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", pod którym kryje się książkowa adaptacja filmu, ewoluował (w skróconej wersji) w nazwę serii i powstała książka "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda. Scenariusz oryginalny".
Oryginalność tej najnowszej produkcji literackiej jest kwestią względną. Z punktu widzenia czytelnika, książka w pełni powtarza treść filmu, który z kolei powiela motywy i rozwiązania fabularne znane z poprzedniego filmu i wszystkich wcześniejszych przygód uczniów i profesorów Hogwartu. Nie za wiele tu więc "oryginalności" w znaczeniu odkrywczości, a właśnie tak zazwyczaj rozumie to słowo użytkownik języka polskiego. Oczywiście tytuł publikacji stanowi tak naprawdę kalkę z języka angielskiego, po prostu bezpośrednio kopiuje i brzmienie, i znaczenie "The Original Screenplay". Z pewnością nie zaprezentowano nam scenariusza w tej formie, z jaką pracowali filmowcy, jednak informacja widniejąca na stronie redakcyjnej wskazuje, że książka przytacza dialogi z filmu: "Polskie napisy dla produkcji filmowej Warner Bros. Artur Wierzchowski. Polski dubbing dla produkcji filmowej Warner Bros. Barbara Robaczewska". Takie rozwiązanie jest na polskim rynku książki dla dzieci egzotyczną ciekawostką i nie sądzę, by się przyjęło, bo chyba nikogo poza gigantami kina nie stać na podobną multiplikację "opowieści filmowych". Na pewno nie rodzimych literatów i scenarzystów, zresztą patrząc na poziom rozwoju polskiego filmu dla młodych, aktualnie nie byłoby nawet czego wydawać.
Fabuła książki nie wykracza poza... no, nie ekranizację, bo tu raczej "Scenariusz oryginalny" jest "książkizacją" filmu, więc poza prototyp twórczy. Możliwość zapoznania się we własnym tempie z dynamiczną akcją bardzo spodobała się mojemu synowi i pozwoliła dostrzec pewne niuanse, które umknęły nam podczas wizyty w kinie, gdzie byliśmy nieco ogłuszeni błyskawicami i błyskawicznością sceny otwierającej film. Lektura ogólnie okazała się przyjemnym przypomnieniem seansu i zachętą do kolejnego, tym razem w warunkach kina domowego. Czytanie scenariusza w oderwaniu od projekcji "Zbrodni Grindelwalda" wydaje mi się bezsensowne, niepełne, bo tylko wyobrażając sobie różnice w wyglądzie aktorów grających postacie pojawiające się i w starych filmach o Harrym Potterze, i w nowym cyklu "Fantastyczne zwierzęta", postrzegamy ten świat jako całość i emocjonujemy się jak należy. W książce nie zobaczymy też (para)miłosnych spojrzeń wymienianych przez Albusa Dumbledore'a (w czasie aktualnym akcji filmu: Jude Law, w retrospekcjach: Toby Regbo) i Gellerta Grindelwalda (w czasie aktualnym: Johnny Deep, w przeszłości: Jamie Campbell Bower). A bez niedomówień znów nie przeżywamy utworu w całej jego rozpiętości uczuciowej, moralnej czy intelektualnej. Starcie tych dwóch umysłów i serc jest na kartach scenariusza suche, pozbawione filmowej soczystości i gwałtowności, dlatego ponad lekturę "Zbrodni Grindelwalda" stawiamy seans, a przynajmniej radzimy od niego zacząć.

Bożena Itoya

J.K. Rowling, Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda. Scenariusz oryginalny, ilustrations and design by Minalima, tłumaczenie scenariusza oryginalnego dla celów publikacji Małgorzata Hesko-Kołozińska i Piotr Budkiewicz, Media Rodzina, Poznań (brak daty wydania).

sobota, 27 stycznia 2018

Harry Potter i więzień Azkabanu. Edycja ilustrowana


Edycja ilustrowana serii powieści "Harry Potter" co roku powiększa się o jeden tom. Intryguje mnie jej dalszy rozwój, bowiem J.K. Rowling pisała tak, by bohater dojrzewał wraz z czytelnikiem i jego problemami. Najwyraźniej wydawcy wznowienia opatrzonego ilustracjami Jima Kaya uznali, że tak samo ma być i tym razem, bo nie tylko w wersji polskiej odstępy między wydaniem kolejnych części wynoszą 12 miesięcy, to dotyczy też oryginału. Wraz z promocjami Harry'ego do kolejnych roczników (czyli klas) Hogwartu, uniwersum czarodziejów rozrasta się, jest w nim coraz więcej przyziemnej niesprawiedliwości, wręcz brutalności, zawirowań magicznych i miłosnych, zagwozdek fabularnych, które młodsi czytelnicy zrozumieją tylko ponownie wertując wcześniejsze partie tekstu lub poprzednie tomy. W "Więźniu Azkabanu" pojawiają się upiory wysysające dusze przez pocałunek i kilka innych atrakcji powodujących, że jest to pozycja przeznaczona nie dla dzieci, a dla młodzieży, i to raczej nie tej najmłodszej. Tu dochodzę do kwestii najbardziej mnie frapującej, czyli jak będzie ewoluowała edycja ilustrowana "Harry'ego Pottera"? Czy prace artystyczne Jima Kaya sprostają oczekiwaniom siedemnasto- i osiemnastolatków, bo przecież w takim wieku powinni być czytelnicy ostatnich tomów serii? Różnica w odbiorze ilustracji przez około dziesięcioletnie dziecko i "młodego dorosłego" jest znacząca, fajerwerkowa baśniowość i wszelkie psikusy czy karykatury nie wystarczą tam, gdzie mowa jest o śmierci, morderstwach, wskrzeszaniu, mrocznych rytuałach odprawianych na cmentarzu. Nie wiem, jak te wątki zilustruje Jim Kay, może po prostu je pominie, rozstrzygając, że ma być to cykl rodzinny, eksponowany na centralnym regale domowej biblioteczki, dostępnej także dla dzieci. Póki co, trzecia część "Harry'ego Pottera" utrzymana jest w takiej samej konwencji, co "Kamień Filozoficzny" i "Komnata Tajemnic", to znaczy zawiera obrazy oraz motywy atrakcyjne dla starszych dzieci oraz dorosłych potteromaniaków, ale raczej tych preferujących realistyczne portrety ze szczyptą karykatury. Nadmuchana ciotka Marge okazała się potworniejsza od wspomnianych już upiornych strażników Azkabanu (choć dementor bez kaptura trochę straszy) i Petera Pettigrewa. Cóż, Dursleyowie nie zawodzą i robią największe (co nie znaczy: najkorzystniejsze) wrażenie. Na całość oprawy plastycznej składają się, jak zwykle, zdobione karty (w tle tekstu), portrety wybranych czarodziejów, wyimki z atlasów magicznych stworzeń (lub roślin) oraz wyróżnione przez ilustratora ujęcia z akcji książki. Jedna z takich scen została przeniesiona na obwolutę, zresztą niezwykle efektowną.
Powieść "Harry Potter i więzień Azkabanu" znakomicie reprezentuje nurt popularnej literatury młodzieżowej – czerpiącej z kilku gatunków (przede wszystkim z fantastyki), wykorzystującej wątki znane i podobające się nastoletnim czytelnikom, nieodwołującej się do żadnej "zewnętrznej" wiedzy czy nawet znajomości kultury popularnej lub masowej. Jeśli sięgający po "Więźnia" młody człowiek nie ma pojęcia o mitach, baśniach i produkcjach fantastycznych różnego rodzaju oraz pochodzenia, ani nie zna dickensowskich sierot i innych małych księżniczek odnajdujących opiekę, przy tej lekturze nie odczuje swoich braków, wręcz przeciwnie, będzie się bawił lepiej od czytelnika obytego w wymienionych tematach i klimatach. To dlatego dla milionów potteromaniaków powieści J.K. Rowling były i nadal bywają objawieniem: są zręczną kompilacją i uproszczeniem popularnych, chwytliwych motywów, wątków oraz bestiariuszy. Sukces autorki świadczy o tym, że w literaturze dziecięcej XX i XXI w. powtórzenia i przetworzenia nie tylko mają się dobrze, ale wręcz rządzą.
"Więzień Azkabanu" jest po prostu wciągającą książką dla młodzieży, zwłaszcza tej, która by nie odłożyć lektury potrzebuje dużego stężenia przygody, przełomów akcji (bardzo wartkiej), drażniących postaci negatywnych i przerysowanych, zupełnie nierealnych charakterów oraz relacji. Powieść J.K. Rowling trudno więc uznać za wyzwanie intelektualne dla czytelnika, ale też większość współczesnych nastolatków wcale nie szuka w księgarniach ambitnej literatury, tylko zabawy i emocji. Niewątpliwie są to główne składniki "Więźnia Azkabanu", co sprawiło, że mój syn chętnie przeczytał trzeci tom "Harry'ego Pottera", mimo znajomości całej serii (w wersji audio i filmowej). Była to lektura szybka i zabawna, przy czym szczególnie śmieszyły go fragmenty, w których występują duety: Krzywołap i Parszywek oraz George z Fredem.
Czar Hogwartu trwa i emanuje na kolejnych młodych ludzi, którym warto w pierwszej kolejności podsunąć edycję ilustrowaną książki, a nie film czy grę komputerową. Oprócz kolorowych ilustracji, wydanie to odróżnia się od poprzednich poprawionym przez tłumacza przekładem – rzeczywiście odczuliśmy delikatne zmiany w stosunku do znanych nam audiobooków czytanych przez Piotra Fronczewskiego. Z całego uniwersum Harry'ego Pottera ta dotychczasowa trylogia ilustrowana jest naszym ulubionym sposobem i fragmentem opowieści, chętnie ją przeglądamy i "podczytujemy". Na tym etapie serii edycję ilustrowaną oceniam bardzo dobrze, jako atrakcyjną, dopracowaną i nieco luksusową ciekawostkę w biblioteczce mojego syna.
Bożena Itoya

J.K. Rowling, Harry Potter i więzień Azkabanu, ilustrował Jim Kay, tłumaczył Andrzej Polkowski (tekst przejrzany i poprawiony przez tłumacza), Media Rodzina, Poznań 2017.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz



W 2017 roku na rynku kinematograficznym i księgarskim pojawiły się aż trzy jednakowo brzmiące tytuły z uniwersum Harry'ego Pottera. Skąd ta zbieżność i obfitość? Autorka niezwykle popularnej serii powieści postanowiła niegdyś uzupełnić kanon hogwarcki o podręczniki dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa, oczywiście są to dzieła fikcyjne, jak cały świat czarodziejów. J.K. Rowling zapowiedziała kiedyś, że cykl przygód Harry'ego Pottera jest zamknięty, ale nigdy nie zastrzegła, że nie poprowadzi dalej innych wątków swojej twórczości. I tak sławę zyskał Newt Skamander. Na początku była książka J.K. Rowling "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", czyli wspomniany podręcznik napisany przez młodego badacza istot magicznych, właśnie Newta Skamandera. Publikacja została wznowiona przez wydawnictwo Media Rodzina w dużo pokaźniejszej i solidniejszej wersji niż poprzednio. Autor (oczywiście postać fikcyjna) stał się bohaterem filmu pod tym samym tytułem, obrazu opowiadającego o podróży Newta z Anglii do Ameryki (rok 1926) w celach zawodowych, choć ostatecznie na miejscu sprawy prywatne przeplatają się z ochroną i szerzeniem wiedzy o magicznych stworzeniach. Następnie J.K. Rowling spisała akcję filmu w formie scenariusza i wydała jako odrębną publikację, opatrzoną nawet notatkami analogicznymi do końcowych napisów w kinie: "polskie napisy dla produkcji filmowej...", "polski dubbing dla produkcji filmowej...". Obecność takich informacji, odnoszących się do elementów, których w książce po prostu nie ma, zaskoczyła mnie. Nigdy nie spotkałam się z podobną publikacją dla młodzieży, stwierdziłam więc, że warto przyjrzeć się jej formie, strukturze i celowości.
Treść scenariusza oczywiście pokrywa się z filmem. Przez chwilę zastanawiałam się, czy autorka opisuje (post factum) zachowanie aktorów w finalnym widowisku, czy też rzeczywiście jej tekst był podstawą gry na planie. Szybko doszłam do wniosku, że uwagi o zachowaniu i wyglądzie postaci wyrażone w didaskaliach nie są kierowane do ekipy, ale do nastoletniego czytelnika, ponieważ nie są to profesjonalne określenia, tylko beletryzowana narracja (choćby przedstawienie jednej z głównych bohaterek jako "najpiękniejszej czarownicy w historii").
Newt Skamander rozpoczyna zwiedzanie Nowego Jorku od wpakowania się w kłopoty, a potem jeszcze w kolejne i następne. Wielbicieli świata czarodziejów ucieszą liczne gadżety, znajome oraz egzotyczne (bo amerykańskie, a nie angielskie) zaklęcia, odwołania do realiów hogwarckich, a do tego wszystkiego dochodzą tytułowe stworzenia o niezwykłych umiejętnościach i posturach – podopieczni i przyjaciele Newta. Młody Anglik wozi całą menażerię ze sobą, w walizce, która tak naprawdę jest portalem do olbrzymiego, magicznego ogrodu zoologicznego, czy raczej rezerwatu fantastycznych zwierząt zagrożonych wyginięciem. Na skutek wspomnianych problemów niektóre dziwostwory uciekają i pałętają się po Nowym Jorku, wkraczając na teren innej, mrocznej i śmiercionośnej istoty. Newt w lawinie wydarzeń zostaje między innymi oskarżony o sprowadzenie do miasta mordercy i narażenie świata czarodziejów na wojnę z mugolami (w Ameryce nazywanymi niemagami). I tu muszę wskazać przewagę scenariusza nad filmem: w kinie obraz śmierci jednej z ofiar demonicznego stwora, sądu nad Newtem i jego przyjaciółką Tiną oraz ich egzekucji (choćbyśmy byli świadkami tylko jej początku) były dla mnie przesadnie brutalne, zbyt drastyczne jak na kino adresowane do młodych widzów, podobnie sceny przemocy fizycznej. W tekście nie dało się wyczuć tej dosadności z nutą chorobliwej fascynacji śmiercią i bólem. Z kolei na korzyść wersji kinowej trzeba odnotować, że czytając książkę szybciej niż oglądając film zauważamy, kto w całej historii jest podejrzany, a kto niewinny.
Scenariusz zawiera kilka ciekawych wątków, jak choćby nietolerancja czarodziejów względem ludzi. Newt, Tina i jej siostra Queenie zaprzyjaźniają się z Jacobem, pozornie najzwyczajniejszym w świecie niemagiem, dotąd niemającym pojęcia o istnieniu magii. Ta przyjaźń, a po jakimś czasie okazuje się, że i miłość, nie ma racji bytu w dobrze zorganizowanej społeczności magicznej, bezwzględnie chroniącej dostępu do swoich tajemnic. Hierarchia i zasady okazują się jednak nieszczelne, możliwe do ominięcia, skostniałe i częściowo nieludzkie, co udowodnią, przełamując kilka stereotypów, wymienieni już bohaterowie, tworzący w pewnym momencie magiczno-niemagiczną i angielsko-amerykańską (z różnymi korzeniami, bo Jacob nosi nazwisko Kowalski) szajkę buntowników.
Konstrukcję utworu można poznać jedynie przeczytawszy całość, ponieważ wydawca zamieścił tylko bardzo ogólny spis treści: "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", "Podziękowania" i inne dodatki. Nie wiemy, na której stronie znajduje się jaka scena, pewnie dlatego, że scenariusz liczy ich aż 124. I tu po raz pierwszy zauważa się problem, który mój syn określił słowami: "to bez sensu, czasem jest tu jak w teatrze, a czasem jak w filmie". W niespotykanej na rynku książek dla dzieci formie czytelnik gubi się tym bardziej, że kilka miesięcy wcześniej dane mu było poznać scenariusz teatralny "Przeklęte dziecko" (J.K. Rowling i innych autorów), gdzie podział tekstu był bliższy tradycyjnemu dramatowi. Wydawcy (zakładam, że decydowali ci zagraniczni, a nie polscy) nie zapomnieli o biogramie autorki, "Słowniczku terminów filmowych" (zresztą tak banalnych, że chyba żaden dziesięciolatek nie potrzebuje ich objaśniania) oraz "Obsadzie i ekipie", a także notce "O graficznym opracowaniu książki", jednak spis właściwej treści (a nie wykaz dodatków) okazał się według nich zbędny.
Czytając scenariusz "Fantastycznych zwierząt" miałam wrażenie, że mieszane są style, gatunki, a czytelnik traktowany jest po macoszemu. Nie potrafiłam zrozumieć na przykład, dlaczego czasem jesteśmy biernymi obserwatorami akcji, a kiedy indziej poznajemy niewypowiadane na głos myśli, wspomnienia czy uczucia bohaterów. Inna sprawa: czemu kwestie poszczególnych postaci podzielone są na wersy, jak w wierszowanym dramacie? Po raz kolejny niepokoi mnie stosunek wysiłku, jaki wkłada się w promocję nowej publikacji dla młodzieży do jej profesjonalnego przygotowania.
Książka "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz" sprawdzi się jako prezent dla kolekcjonera publikacji ze świata Harry'ego Pottera albo po prostu dla młodego widza, któremu spodobał się film i który nie może się doczekać kolejnej odsłony (planowanej) filmowej trylogii. Trudno mi sobie wyobrazić, że po scenariusz sięga ktoś, kto nie widział jego kinowej wersji, tak sobie, z ciekawości, tu raczej chodzi o powrót do poszczególnych scen, ich samodzielne "rozpracowanie", rozkoszowanie się "smaczkami" (choćby opis zachowania foki, która "wyraźnie poczuwa się do winy" i "bezczelnie ucieka"...) oraz szczegółami być może niezauważonymi na seansie. Ja odkryłam kilka takich drobiazgów, ale mój syn widać był w kinie uważniejszy, bo stwierdził, że dla niego to nic nowego i pamięta na przykład treść rozmowy Newta z przewodniczącą, mówiąc wprost, sekty. Film obejrzeliśmy w kinie, z przyjemnością, scenariusz zachęcił nas do sięgnięcia po DVD, jednak nie jestem przekonana co do wartości literackiej omawianej publikacji. Na pewno od serii scenariuszy filmowych wolelibyśmy cykl powieści o Newcie Skamanderze, choćby miały się ukazywać rok albo dwa po premierze kinowej, a nie zapowiadać premierę na DVD, jak było ze scenariuszem.
Bożena Itoya

J.K. Rowling, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz, tłumaczyli Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz, Media Rodzina, Poznań 2017.

czwartek, 11 maja 2017

Baśnie Barda Beedle'a i Quidditch przez wieki


Zbiór "Baśnie Barda Beedle'a" jest moim ulubionym literackim dodatkiem do serii powieści "Harry Potter". Momenty, w których bohaterowie "Insygniów śmierci" czytają te baśnie, analizują je i sami ich doświadczają, są też moimi ulubionymi fragmentami całej twórczości J.K. Rowling. To przesycenie baśniowością, ożywanie legend, jest według mnie wielkim atutem i najciekawszym aspektem konstrukcji świata przedstawionego w "Harrym Potterze".
Książka "Baśnie Barda Beedle'a" zawiera pięć krótkich utworów ("Czarodziej i skaczący garnek", "Fontanna Szczęśliwego Losu", "Włochate serce czarodzieja", "Czara Mara i jej gdaczący pieniek", "Opowieść o trzech braciach"), faktycznie napisanych przez J.K. Rowling, a w ramach uniwersum Harry'ego Pottera – przez niejakiego Barda Beedle'a. W najnowszej edycji każdą baśń skomentował sam Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu, który swój egzemplarz książki przekazał w testamencie prymusce Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Hermionie Granger, a ona z kolei dokonała przekładu z języka run na angielski (zaś o polską wersję zadbał Andrzej Polkowski). Jak widać, w książce roi się od mistyfikacji.
Publikacja jest obiektywnie ciekawa, bo choć osadzona w świecie Harry'ego Pottera i niepozbawiona nawiązań do konkretnych przygód bohaterów powieści J.K. Rowling, to można ją czytać i czerpać przyjemność z lektury nawet nie znając "podstawowych" książek autorki. Mamy tu do czynienia z udaną stylizacja na tradycyjne ludowe baśnie, tyle że zamiast lisów, wilków, niedźwiedzi, wiejskiej młodzieży i staruszków, na kartach tej książki spotkamy istoty i przedmioty magiczne oraz związanych z nimi czarodziejów. Opowiastki czyta się błyskawicznie, nie są zbyt dziecinne (co wydaje się ważne z uwagi na wiek czytelników serii "Harry Potter", zazwyczaj starszych nastolatków), mają swój "klimat", a chwilami okazują się wręcz nieco drastyczne – zupełnie jak wzorcowe dla tego gatunku baśnie Grimmów, Andersena czy zwykłe ludowe podania.

Trzecią publikacją do kompletu nowo wydanych podręczników ze świata Harry'ego Pottera jest "Quidditch przez wieki" (autor fikcyjny: Kennilworthy Whisp, rzeczywisty – J.K. Rowling). Ta książka najpełniej realizuje plan połączenia ciekawostki, żartu i daleko posuniętej mistyfikacji. Mamy więc sport, który istnieje tylko w książkach z cyklu "Harry Potter": quidditch. Mecze rozgrywane są z użyciem przedmiotów magicznych: latających mioteł i piłek różnego rodzaju, zaprogramowanych poprzez czary. Każda dyscyplina sportowa musi mieć swoje zasady, czempionów, historię oraz anegdoty. Właśnie to wszystko znajdujemy w "Quidditchu przez wieki", przy czym narracja jak zwykle prowadzona jest w nieoficjalnym, często żartobliwym tomie. Wśród szkiców przedstawiających elementy wyposażenia gracza, boisko do quidditcha czy herby różnych drużyn, znajdziemy też starodawne ryciny upamiętniające na przykład piętnastowieczne zawody lub historyczny strój sportowca. Czarodzieje mieszkają też poza Wielką Brytanią (skąd pochodzi Harry Potter i gdzie mieści się jego szkoła) i nie tylko tam grywa się w quidditcha, książka zawiera więc notatki o obecności tego sportu oraz jego specyfice na różnych kontynentach. Lektura ta z pewnością rozbawi fanów powieściowego cyklu o nastoletnim czarodzieju, ale jest też ciekawą karykaturą książek sportowych. Publikacja została wydana starannie, ma cieniowaną, czerwoną okładkę z subtelnymi, przyciągającymi wzrok złotymi elementami i twardą oprawę, format i wygląd pasują oczywiście do dwóch pozostałych podręczników magicznych: granatowych (niemal czarnych) "Baśni Barda Beedle'a" i ciemnozielonych "Fantastycznych zwierząt". W sam raz na półkę potteromaniaka.
Bożena Itoya

J.K. Rowling, Baśnie Barda Beedle'a, ilustracje Tomislav Tomić, okładka Olly Moss, przekład Andrzej Polkowski, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2017.
J.K. Rowling, Quidditch przez wieki, ilustracje Tomislav Tomić, okładka Olly Moss, przekład Andrzej Polkowski, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2017.

wtorek, 9 maja 2017

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć



Publikacja "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" jest jedną z trzech fikcyjnych książek ze świata czarodziejów stworzonego przez J.K. Rowling, które bohater jej powieści, Harry Potter i inni uczniowie Hogwartu wykorzystują jako podręczniki lub przewodniki. Ta popularna encyklopedia magicznych stworzeń stanowi właśnie rodzaj podręcznika, napisanego przystępnym językiem, trochę żartobliwego. Autorka, ukrywająca się pod nazwiskiem Newta Skamandera (ale wymieniona na okładce i stronie tytułowej, w przeciwieństwie do poprzedniego wydania książki), opisuje istoty występujące w książkach o Harrym Potterze, ale też dodaje co nieco nawiązań do najnowszego filmu z tego uniwersum, zatytułowanego również "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Jest to drugie, wzbogacone stylowymi rycinami i wstępem wydanie tej książeczki, poprzednio opublikowanej w Polsce w 2002 roku i dotychczas unikatowej, trudno dostępnej nawet w bibliotekach – wiem, bo podjęłam poszukiwania mniej więcej dwa lata temu, gdy syn usłyszał o niej na księgarnianej imprezie "Magiczna noc z Harrym Potterem". Nowa edycja robi dobre wrażenie, zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszą (bardzo mały format, broszurowa oprawa). Tym razem dostaliśmy ładną, solidnie oprawioną książeczkę, gratkę dla potteromaniaków.
Pozycja "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" adresowana jest właśnie do smakoszy cyklu "Harry Potter" i właściwie tylko do nich. Kto nie zna wszystkich tomów, a najlepiej też scenariuszy filmowych czy teatralnych (mających wydania papierowe) J.K. Rowling, tego nie rozbawią ani nie zainteresują badania Newta Skamandera. O ile film "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" można ewentualnie traktować jako samodzielną historię, w miarę przystępną dla niewtajemniczonych w potteromanię, o tyle książka jest jedynie uzupełnieniem serii powieści oraz sposobem na objaśnienie niektórych poruszonych tam wątków.
Autorka podjęła zabawę z czytelnikiem: opracowanie Newta Skamandera miało być i pozostaje stylizacją. Zarówno temat, jak i sposób jego prezentacji nie pozwalają uwierzyć, że to poważne dzieło, a jedynie nawiązują do konwencji starodawnego słownika. Sama klasyfikacja istot (wymienianych w porządku alfabetycznym) sugeruje umiarkowanie naukowe podejście do sprawy, np. "XXXXX" to oznaczenie kategorii stworzeń "znany morderca czarodziejów / nie nadaje się do udomowienia ani tresury", a "X" odpowiada grupie "nudne". Nie o wszystkich stworzeniach słyszymy po raz pierwszy, nie każde zostało też wymyślone przez autorkę, niektórymi ludzkość fascynuje się od wieków. Mamy tu piękne i powabne, straszne i godne podziwu istoty mitologiczne, jak feniks, chimera, centaur (transfer danego stwora z mitologii do bestiariusza J.K. Rowling określany jest po prostu słowami "pochodzi z Grecji" lub np.: "egipski sfinks") oraz twory znane tylko w świecie Harry'ego Pottera, pocieszne i śmieszne obok groźnych i przerażających, czasem bliższe ludziom, kiedy indziej demonom, a nawet roślinom (np. chorbotek).
Mojemu jedenastoletniemu synowi spodobała się ta lektura. Lubi wynajdywać podobne "smaczki" związane z wszelkimi fantastycznymi seriami, ale jednak oboje wolimy "pełne", autonomiczne utwory beletrystyczne, książki, które przyciągają swoją własną mocą, a nie popularnością poprzedników, te świecące własnym światłem, a nie odbijające blask większych obiektów literackich. Tu jednak cel wydania produktu ubocznego jest zacny, bo dochód ze sprzedaży "Fantastycznych zwierząt" przeznaczono na działalność organizacji charytatywnych pomagających młodym ludziom w potrzebie.
Newt Skamander opisał 81 fantastycznych zwierząt, ale zrobił to dawno i sam sugerował, że wiele pozostaje do odkrycia. Kto wie, może ci czytelnicy "Harry'ego Pottera", którzy kiedyś wierzyli, że w dniu 11. urodzin dostaną list z Hogwartu, teraz, jako dojrzali i doświadczeni czarodzieje, zajmą się pracą pracą badawczą: systematyzacją, badaniami terenowymi i poszukiwaniem nowych gatunków magicznych istot?
Bożena Itoya

J.K. Rowling, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Newt Skamander, przełożyli Joanna Lipińska i Andrzej Polkowski, Media Rodzina, Poznań 2017.