cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 marca 2019

Przyjaciel z szafy


"Przyjaciel z szafy" A.F. Harolda ma w sobie ducha anglojęzycznej klasyki literatury dla dzieci i młodzieży. Czytając tę powieść przypominaliśmy sobie i rozmawialiśmy o "Tajemniczym ogrodzie", "Pięciorgu dzieciach i czymś", "Królewnie i goblinie", "Opowieściach z Narnii", ale nasze skojarzenia wędrowały także ku nowszym docenianym na świecie książkom, choćby "Koralinie". Przypuszczam, że właśnie te utwory były inspiracją autora, angielskiego poety i performera (jak podaje na swojej stronie Wydawnictwo Literackie). Dołączenie do grona najpoczytniejszych anglojęzycznych pisarzy dziecięcych (zwłaszcza tych posługujących się motywami fantastyczno-symbolicznymi) zdaje się być jednym z nadrzędnych celów napisania "Przyjaciela z szafy", ponieważ książka jest podręcznikowym przykładem tekstu niby przeznaczonego dla dzieci, ale pogłębionego o znaczenia i konteksty czytelne tylko dla starszej młodzieży oraz dorosłych – badaczy i rodziców, właśnie im dedykowane. Ta książka służy bardziej "przerabianiu" dzieciństwa niż jego przeżywaniu.
Wiek czytelników został bardzo dokładnie określony na okładce "Przyjaciela z szafy" i jest to 10-12 lat. Rzeczywiście, młodsze dzieci mogą przestraszyć się sceny otwierającej opowieść (i przynajmniej kilku późniejszych), a starsze będą znudzone perypetiami niewidzialnego, wyobrażonego kompana zabaw. Trzynastolatki żyją już w innym świecie, nawet współczesnym dwunasto- i jedenastolatkom myślenie i zachowywanie się Amandy, jej sposoby na spędzanie wolnego czasu, mogą wydać się nierzeczywiste, odległe od codziennych spraw młodzieży, a nawet przytłaczające. Zadowolenie z tej lektury zależy od umiejętności i chęci wczucia się w jej atmosferę, dość mroczną i senną. Tak jak filmy i książki z naszego dzieciństwa nie zawsze bywają przyjmowane przez kolejne pokolenia z należytym (według nas) entuzjazmem, podobnie "Przyjaciel z szafy" może popaść w niełaskę dzieci, a zachwycić rodziców czy dziadków z nostalgią oglądających się na własne szczenięce lata.
Oto poznajemy Amandę, rówieśniczkę czytelników, która spędza dzieciństwo na fantazjowaniu, wychowywana tylko przez mamę, w swoim rodzicielstwie wyjątkowo elastyczną i tolerancyjną. Dziewczynka nie ma bliskich przyjaciół poza Rudgerem, z którym rozmawia nawet w szerszym, nic niewidzącym towarzystwie. Trudno się dziwić, że koledzy z klasy uważają ją za dziwną.

Siedzieli we troje przy kuchennym stole. W środku było ciepło, a tylne drzwi były otwarte. Choć padał ulewny deszcz, jeszcze nie zrobiło się zimno. Powietrze pachniało czysto, wyraźnie, niemalże elektryzująco. Burza przegnała parną popołudniową atmosferę, a choć ciężkie, ciemne chmury wciąż wisiały nisko nad horyzontem i co jakiś czas słychać było przetaczający się grzmot, deszcz był całkiem przyjemny, a wieczorne powietrze – świeże i orzeźwiające.

Dramatyczny początek książki każe nam wierzyć, że szybko pożegnamy się z główną bohaterką, bo niebawem zginie ona w wypadku. Autor zaplanował dla nas jednak szereg niespodzianek, wycieczki do innych rzeczywistości i spotkania z zagadkowymi postaciami dowodzące, że wyobraźnia Amandy jest częścią większego uniwersum, a nie zwyczajnym zmyślaniem powodowanym samotnością. Amanda i Rudger (zwłaszcza on) wezmą udział w wielu złowrogich przygodach, odbywających się pod dyktat wcale nie wymyślonego, choć legendarnego arcyłotra oraz w myśl zasad rządzących światem wyobraźni i zapomnienia. Prócz gęstego mroku jest w "Przyjacielu z szafy" także wiele światła płynącego z dzieci i z... biblioteki.

Jakiś czas później Rudger siedział przy kominku na środku biblioteki. Na początku trochę się tym zaniepokoił – w końcu ogień i książki to nie najlepsze połączenie, ale po chwili zauważył, że to taki ogień, który z powodzeniem mogłaby wyśnić Amanda. Był wymyślony. Bibliotece nie groził pożar. Książki nie mogły spłonąć. Mimo to wymyślonym przyjaciołom skupionym dokoła kominka było przyjemnie ciepło. Rudger spojrzał w wesoło tańczące płomienie.
To coś w sam raz na wieczór – odezwała się Emilka. – Tak się spędza czas, jak zapada zmrok. Pieczemy pianki na ogniu, opowiadamy historie o duchach.
Pianki też były wymyślone, ale przez to wcale nie mniej pyszne – lepkie i ciągnące, dokładnie takie jak trzeba. Biblioteka była przytulnym miejscem i dobrym domem – jej wyobraźnia zapewniała im wszystko, czego potrzebowali.
Tego jednego nie możemy robić, Rudge – wyjaśniła mu Emilka. – Nie możemy sobie sami nic wyobrażać. Od tego są prawdziwi ludzie. To oni mogą coś wymyślić, wyśnić, wymarzyć. Założę się, że twoja Amanda często tak robiła.
Jasne, każdego dnia.
Nasze zadanie polega na tym, że bierzemy w tym udział, cieszymy się tym. Możemy podpowiadać, sugerować albo nawet o coś poprosić, ale to czyjaś wyobraźnia wykonuje pracę. Pamiętaj o tym.

Przenikanie wyobrażonych przyjaciół do powszechnie znanej rzeczywistości i ich znikanie, wysysanie lub wymazywanie zostało dobrze opisane przez autora, ale najcelniej wyraziła je ilustratorka Emily Gravett. Wobec dominacji obrazków czarno-, czy raczej szaro-białych, żywsze barwy wydają się szczególnie intensywne, bajkowe, soczysto-owocowe. Co ciekawe, nie zawsze towarzyszą wesołym chwilom bohaterów, przeciwnie, często kolory pojawiają się właśnie w momentach najbardziej dramatycznych. To jeden z niewątpliwych smaczków "Przyjaciela z szafy", do których zaliczam także całą słodko-gorzką, wymieszaną z dymem czy mgłą i nieco odurzającą atmosferę książki oraz drobiazgi takie jak sandały pana Trznadla zakładane na białe skarpety czy wyklejki tożsame z wzorem jego koszuli, niejako zapowiadające, jak znacząca dla całej historii będzie ta postać. Wrażenie nieprzeciętności publikacji zostaje dopełnione przez jej wysoki poziom edytorski, jakość papieru oraz twardej oprawy, przypominającej jakiś elegancki materiał i wyposażonej w tytuł "z innego świata" – zapisany innymi literami, barwami, tworzywem niż te zastosowane w pozostałych elementach okładki.

Bożena Itoya

A.F. Harrold, Przyjaciel z szafy, ilustracje Emily Gravett, przełożyła Maria Jaszczurowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

czwartek, 24 stycznia 2019

Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa? Jeszcze jedna sprawa

Po przeczytaniu "Pierwszej sprawy" z przyjemnością wróciliśmy do serii "Komisarz Gordon" Ulfa Nilssona, sięgając po tom drugi ("Ostatnia sprawa?") oraz trzeci ("Jeszcze jedna sprawa"). Odpowiada nam styl pisarstwa szwedzkiego autora, jego poczucie humoru, znakomicie oddane w polskim przekładzie Barbary Gawryluk oraz podkreślone grafikami Gitte Spee. Książka została podzielona na krótkie rozdziały, co sprzyja czytaniu jej nawet z najmłodszymi dziećmi. Uwaga słuchacza nie umyka poza lekturę, ponieważ akcja jest ciekawa, wzbogacona intrygą i wątkami prowadzonymi od początku aż do końca każdego tomu, niczym w porządnej, dobrze skonstruowanej powieści. Jednocześnie naplecione na nić śledztwa koraliki rozdziałów są osobnymi perełkami, w których pozamykane bywają odrębne zagadnienia, zwięzłe scenki czy emocje bohaterów. Ulf Nilsson oswaja dzieci z gatunkiem kryminału, a także jak nikt inny opowiada o przyjaźni i uczuciach.

Rozdział drugi
Kto mówi brzydkie rzeczy?
(...)
Komisarz nie bardzo lubił zaskrońce. Pamiętał starego krewnego, który wylądował kiedyś w żołądku jednego z nich. Zaskrońce były szczupłe, zwinne, miały wielkie pyski, nieprzyjemne języki i zimne oczy. Gordon był zadowolony, że właśnie dzisiaj miał na sobie policyjną czapkę, która dodawała mu powagi.
Wszystko w porządku? – zapytał.
Absolutnie nie – syknął zaskroniec. – To takie sssmutne, że opowiada się passskudne rzeczy.
Tak rzeczywiście nie powinno być – zgodził się Gordon. – Jakie paskudne rzeczy?
Że zassskrońce mają duże pyssski i nieprzyjemne języki.
Hm. – Policjant się trochę zaczerwienił. – Faktycznie nie powinno się tak mówić. Ale kto...


Książka "Ostatnia sprawa?" luźno nawiązuje do wydarzeń opisanych w pierwszym tomie przygód ropuchy Gordona i myszy Paddy. Leśni detektywi zacieśniają przyjaźń i rozwijają swoje umiejętności śledcze, zwłaszcza asystentka komisarza policji, bo on sam jest już doświadczonym i nieco znużonym pracownikiem wymiaru sprawiedliwości. Część opowieści poświęcona jest właśnie rozmyślaniom i samopoczuciu Gordona, który coraz więcej czasu spędza śpiąc i jedząc ciastka na przemian, aż dochodzi do wniosku, że należy mu się urlop. Przede wszystkim jednak uczestniczymy w rozwiązywaniu zagadki leśnego "hejtera", który szerzy zamęt i rozpacz dogryzając niemal wszystkim mieszkańcom rewiru Gordona i Paddy.

Rozdział czwarty
Podejrzany
(...)
Wkrótce spotkała dwa cietrzewie dziobiące nasiona. Zwykle trudno było je przesłuchiwać.
Co słychać? – zapytała Paddy. – Czy w lesie wszystko dobrze? Wszyscy są mili?
Zmęczone dokuczaniem... Dawno nie padało... Ojej, a tu nasionko... Były sobie dwa pomidory, które chciały przejść przez ulicę... A rano piórko... Potem płakała i... Ojej, nasionko... Ech, tylko płacz... Jak brzmiało pytanie?... Zmęczone...
Cietrzewie paplały o wszystkich sprawach świata równocześnie. Ich odpowiedzi były jak poszarpane kłębki wełny. Małe niepasujące do siebie strzępki. Coś o pogodzie, coś o jedzeniu, kawałek dowcipu i fragment odpowiedzi na pytanie. Najdziwniejsze było to, że cietrzewie rozumiały się nawzajem i rechotały rozbawione w tych samych miejscach.

Zwierzęta na różne sposoby okazują, że w ich społeczności dzieje się coś złego. Nikt nie zdradza policjantom za wiele, ale sami domyślają się, że tym razem problemem jest nie kradzież czy inne bezpośrednie działanie, tylko mówienie, a dokładnie pomówienie. Poszukiwanym okazuje się więc nie tyle złoczyńca, co... "złomówca". Ulf Nilsson bardzo realnie odwzorowuje mechanizm prześladowania (choć tu nazywane jest "dokuczaniem"): oprawca ośmiesza, ofiara mu wierzy, a przynajmniej wstydzi się i nie chce powtarzać nikomu przykrych słów, nawet gdyby miało to skutkować karą dla prześladowcy. Tą zajęliby się również Gordon i Paddy, bo do ich zadań zalicza się nie tylko poszukiwanie i ujawnianie winnych, ale też ich osąd oraz wymierzanie sprawiedliwości. Odwaga, uczciwość i obiektywizm leśnych policjantów gwarantują, że kara będzie rzeczywiście sprawiedliwa i rozsądna.

Rozdział czwarty
Podejrzany
(...)
Mam coś dla ciebie – powiedziała i wyjęła marchewkową babeczkę.
Marchewkowa babeczka dla mnie? – królik się rozpromienił.
Tak, to właściwie jest wieczorne ciastko – wyjaśniła Paddy. – Mamy ciastka poranne, popołudniowe i wieczorne. My, policjanci, musimy pilnować pór dnia.
Królik zaczął gryźć ciastko.
Dziękuję bardzo – odpowiedział między kęsami. – Cieszę się, że ktoś o mnie myśli. Bo mówiąc szczerze, to odechciało mi się rano wstawać. Wiadomo, że zaraz zacznie się dokuczanie. Co prawda, nie jestem jakimś tchórzem, ale przecież króliki nie mają być dzielne i gotowe do bójki. Króliki mają umieć szybko uciekać. Możemy chyba pozostać takimi, jakimi jesteśmy? Kiedy tylko widzę, jak nadlatuje, zaczyna mnie boleć brzuch. Zawsze mi dokucza! I śledzi mnie. Może i zrobiłem coś głupiego, a ten łobuz mówi: "opowiem o tym wszystkim...".
Ciastko się skończyło. królik w tym samym czasie skończył swoje opowiadanie.
Nie chcę opowiadać niczego policji, bo będzie jeszcze gorzej – oświadczył zdecydowanie.
Ciastka bardzo się przydają, kiedy trzeba kogoś przesłuchać – pomyślała Paddy.

Mimo poważnych tematów jest to publikacja pogodna, budująca, pełna ciepła i bezpieczeństwa. Warto przeczytać ją wspólnie – rodzice lub dziadkowie z dziećmi, bo przedszkolaki lub mali uczniowie prawdopodobnie chętnie się otworzą pod wpływem tej lektury, pozwolą dorosłym wejść w swój świat, opowiedzą, jakiego dokuczania doświadczyli lub byli świadkami. Może nie wszyscy będą chcieli się zwierzać, ale każdy namyśli się nad śledztwem leśnych policjantów, odnosząc je do własnych, niekoniecznie poprawnych zachowań. Częściej niż byśmy się spodziewali (i chcieli) to nasze dzieci czy wnukowie celowo sprawiają przykrość swoim rówieśnikom (i młodszym kolegom), a nie odwrotnie. Przeżycie przygód Gordona i Paddy uświadomi dziecięcemu czytelnikowi charakter, zakres i konsekwencje jego działania.
Na pozytywny odbiór utworów Ulfa Nilssona w dużym stopniu wpływa szata graficzna. Autorką grafik jest Gitte Spee, zaś o ich wyrazistość, niezwykłą fakturę oprawy i papier wydobywający z obrazów każdy odcień i mgiełkę zadbało Wydawnictwo Literackie. Urokliwe, wprost obezwładniająco pastelowe ilustracje przyciągają małe dziecko, określając nastrój książki w tym samym stopniu, co tekst. "Komisarz Gordon" wyjaśnia zagadki i rozjaśnia czytelnikom dzień.
Drugi tom serii jest debiutem najmłodszych bohaterów: zwierzęcych przedszkolaków, wyjątkowo pociesznej grupy. Leśny drobiazg w kwiecistych kamizelkach rozmiękczy niejedno serce, ale i w tym wątku pojawia się gorzki posmak. Poruszony zostaje bowiem problem wykluczenia dzieci, niechcianych w grupie ze względu na pochodzenie, a dokładnie czyny rodziców. Zadziwiające w jak delikatny, a zarazem dosadny i przejrzysty sposób szwedzki pisarz omawia w książce dla dzieci kwestię tak trudną, charakterystyczną dla świata dorosłych. Najmłodsi chcą się bawić z każdym i mają do tego prawo, ale rodzice czy opiekunowie często przeszkadzają w naturalnym nawiązywaniu relacji, bo niedoszły kolega jest "ze złej rodziny". Sama pamiętam podobne sytuacje z dzieciństwa.

Rozdział dziesiąty
Okropnie, okropnie!
(...)
W tym czasie Paddy gnała za mamą sroką, która wróciła do kompostu i szukała larw. Napełniła dziób. Paddy schowała się za drzewem i prowadziła obserwację. Wtedy usłyszała maszerujące łapki i BUM, BUM, BUM.

BUM, BUM, BUM, na spacerze!
W lesie jest zawsze wesoło!
W małym przedszkolu BUM, BUM, BUM.

Z lasu wymaszerował długi rząd ubranych kolorowo zwierzęcych dzieci. Mama sroka podniosła łeb. Podskoczyła do myszy opiekunki, która szła pierwsza, trzymając za łapkę małe ropusze dziecko.
Cześć, cześć. Znalazłoby się może miejsce dla moich dzieci? – spytała sroka.
Kiedy otworzyła dziób, wszystkie zielone larwy, które w nim trzymała, wypadły na ziemię.
Moje dzieci tak się nudzą, bardzo chciałyby chodzić do przedszkola. Mogłyby zacząć już teraz? Proszę!
Ale opiekunka wydawała się przestraszona.
Nie chcemy mieć nic wspólnego z tobą i z twoimi kłótniami z wroną – powiedziała. Odwróciła się w kierunku lasu i poprowadziła za sobą całą grupę.
Ale, ale dzieci tęsknią za towarzystwem! – zawołała sroka.
Co takiego? – pomyślała Paddy. – Dzieci sroki nie mogą chodzić do przedszkola? Tak nie może być w moim lesie! Moim i Gordona!

W "Ostatniej sprawie?" autor coraz więcej uwagi poświęca swojej drugiej, nietytułowej bohaterce. Dzielna myszka dojrzewa, staje się coraz pewniejsza własnej wartości i bardziej niezależna. Paddy uczy się czytać i pisać, a także zostaje komisarzem policji, ba, szefem, bardzo szybko w pełni samodzielnym. Ten wątek, podobnie jak postaci przedszkolaków, stanie się zalążkiem akcji "Jeszcze jednej sprawy". W trzecim tomie "Komisarza Gordona" zastajemy Komisarz Paddy samotną, przelęknioną i tęskniącą za przyjacielem, tak niedawno jeszcze będącym jej przełożonym. Cóż, Gordon udał się na urlop, który może być nawet emeryturą, stąd też poprzednia część cyklu sugerowała koniec jego kariery. Najnowsza odsłona przygód leśnych policjantów już tytułem sugeruje, że nastąpi wielki powrót komisarza ropuchy.

Rozdział pierwszy
Tajemnicze odgłosy
(...)
W głębi widać było dawną celę więzienną; nadal prowadziły do niej zakratowane drzwi, chociaż teraz była to sypialnia komisarzy.
Kiedy wchodziło się do środka, przeważnie można był zobaczyć szefa policji, który całkiem spokojnie leżał w swoim łóżku z otwartymi ustami, cicho pochrapując i posapując.
tej chwili w wielkim łóżku leżała pod kołdrą komisarz Paddy, malutka jak bułeczka cynamonowa.
Paddy była myszą i miała zero lat. Teraz to ona dowodziła na posterunku, bo stary komisarz Gordon korzystał z urlopu. Na dodatek to był bardzo długi urlop...

Szybko dochodzi do spotkania komisarzy, któremu jednak towarzyszy nie tylko radość. W przyjaciołach rodzi się zazdrość, potem złość, dochodzi do kłótni, a jej finał i rozwiązanie zaproponowane przez jednego z przedszkolaków są chyba najśmieszniejszym z komicznych elementów książki. Taka terapia śmiechem i przedszkolem przydałaby się wielu dorosłym.
Najmłodsi mieszkańcy lasu są w tym tomie wyjątkowo ważni nie tylko ze względu na funkcję mediatorów w konflikcie między Gordonem a Paddy. Także komisarze pomagają maluchom, bo głównym tematem "Jeszcze jednej sprawy" jest zaginięcie dwojga z nich. Królicze i wiewiórcze dzieci postanawiają bowiem zrealizować opowieść o rolnikach, znaną im (na pamięć) z przedszkolnej książki. Odłączają się od grupy, opiekunka alarmuje policję i rozpoczyna się skomplikowany (ale i bardzo zabawny) proces przesłuchiwania innych dzieci, interpretacji ich wypowiedzi (ustnych i plastycznych), a następnie zawiązuje się bardzo liczna grupa ratunkowa, złożona chyba z większości okolicznych zwierząt. Mimo dramatycznych wydarzeń chyba każdy rodzic boi się, że jego kilkulatek zgubi się na wycieczce czy innym wyjściu czytając o tym śledztwie Gordona i Paddy bawiliśmy się wyjątkowo dobrze, również ilustracje zachwyciły mnie jak nigdy wcześniej (zwłaszcza obraz lasu i komisariatu towarzyszący pierwszemu rozdziałowi, spacer dwojga maluchów wśród jarzębin oraz scena kłótni). Trzecią część serii "Komisarz Gordon" uważam za jej godne ukoronowanie, crème de la crème twórczości Ulfa Nilssona i Gitte Spee.
Bożena Itoya

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?, ilustrowała Gitte Spee, przełożyła Barbara Gawryluk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Jeszcze jedna sprawa, ilustrowała Gitte Spee, przełożyła Barbara Gawryluk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

niedziela, 4 listopada 2018

Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa


Wydawnictwo Literackie opublikowało w tym roku serię "Komisarz Gordon" szwedzkiego pisarza Ulfa Nilssona, na język polski przełożoną przez Barbarę Gawryluk. Są to wesołe, dobrze napisane książki dla przedszkolaków i młodszych uczniów, już na pierwszy rzut oka przyciągające uwagę niespotykaną fakturą oprawy oraz uroczymi, pastelowymi ilustracjami Gitte Spee. Cykl otwiera "Pierwsza sprawa", zamknięta w 12 rozdziałach opowieść o leśnym policjancie, ropusze Gordonie, któremu zgłoszona zostaje kradzież orzechów. W rozdziale trzecim cierpliwy detektyw podczas obserwacji terenowych zmienia się w zamarzniętą górkę śniegu, a z opresji ratuje go bezimienna mysz, przy okazji podejrzana o przywłaszczenie sobie orzecha należącego do wiewiórki.
Nietypowe okoliczności zapoznania przeistaczają się w coś wielkiego, bowiem spotkanie to okazuje się nowym początkiem dla każdego. Gordon ma wreszcie z kim rozmawiać, jeść swoje ciasteczka i zyskuje pomocnika zdolnego pokonywać jego ograniczenia, na przykład wspinać się na drzewa. Mysz po raz pierwszy jest obiektem czyjegoś żywego zainteresowania i dostaje imię, co przecież we wszystkich kulturach stanowi akt symboliczny oraz przełomowy. Mieszkańcom lasu zapewnione zostaje bezpieczeństwo i duża dawka rozrywki, bo Gordon i Paddy tworzą duet niekonwencjonalny, stawiający na oryginalne metody operacyjne.
Do moich ulubionych motywów "Pierwszej sprawy" należą: wspomniane już ciastka komisarza, rozdzielane smakami według pory dnia (jedzone 3-4 razy dziennie); areszt, którego Gordon nie lubi zamykać, więc gości w nim swoją asystentkę, a dla towarzystwa dostawia i swoje łóżko; własne śledztwo Paddy, polegające między innymi na rozmowie z sikorkami; improwizowana bitwa na orzechy jako sposób rozwiązania wszystkich problemów. Oprócz pomysłowości autora doceniam również jego ogólny talent literacki, bo fabuła, w zasadzie prosta, została poprowadzona ciekawie, świat przedstawiony wciąga i czaruje małego czytelnika, a i dla dorosłego chwile spędzone z tą książką są bardzo przyjemne. Relaksująca moc jest też udziałem ilustratorki oraz wydawcy, gdyż bez wyraźnych, przyjaznych obrazków na wysokiej jakości papierze i okładce przygody leśnych policjantów przeżywałoby się inaczej – byłyby niepełne. Potencjał "Komisarza Gordona" dostrzegli również szwedzcy filmowcy, bo na podstawie serii rok temu powstała pełnometrażowa animacja, wyświetlana w Polsce podczas 5. Festiwalu filmowego Kino Dzieci (w przyszłości ma być dostępna w regularnym repertuarze kin). Warto jednak w pierwszej kolejności poznać literacki pierwowzór, zwłaszcza że spisany został zgrabną polszczyzną, o którą zadbała Barbara Gawryluk. To jeden z tych przypadków, w których trudno nam uwierzyć, że książka w oryginale powstała w innym języku, tak naturalny, płynny i swojski jest przekład "Pierwszej sprawy" komisarza Gordona.
Bożena Itoya

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa, ilustrowała Gitte Spee, przełożyła Barbara Gawryluk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.