Tylko że problemy poruszane w trylogii o Nikcie są uniwersalne i mogą być, niestety, aktualne w każdym wieku. Samotność, wycofanie z życia na granicy depresji, rezygnacja z marzeń, budzące lęki koszmary senne – to może spotkać każdego. Zabrzmiało trochę ponuro, ale książki Strzałkowskiej ponure nie są, chociaż przyznam, że moja wyobraźnie została mocno poruszona. Pamięć przywołała prawdziwe historie, pełne cierpienia, które nie zawsze dobrze się kończyły. I małe, codzienne dramaty, kiedy mimo najlepszych chęci nie zawsze umiemy pomóc swoim dzieciom w ich problemach. Nikt, tytułowy bohater książki Strzałkowskiej, miał to szczęście, że spotkał Zielonego, przyjaciela, który umiał mu pomóc. Najskuteczniejszym lekarstwem na lęk okazała się odważna konfrontacja i spotkanie z własnym strachem. Niezwykle ważne jest tu wsparcie drugiej osoby. Zielony usłyszał przyjaciela z daleka, czy też raczej wyczuł jego wołanie o ratunek, dając dowód wielkiej empatii i zaangażowania. Wysłuchał skargi i wymyślił skuteczną radę. Psychologicznie jak najbardziej prawdziwą i cenną, dzięki czemu cała historia pięknie się kończy. Poświęcił mu swój czas – to też ważna lekcja dla tych, którzy chcą wspierać. Czas to w końcu najcenniejszy dar, którym się możemy podzielić z bliskimi nam ludźmi!
W serii o Nikcie i Zielonym nie zobaczymy charakterystycznych dla Strzałkowskiej kolaży, za to możemy rozkoszować się ilustracjami Piotra Fąfrowicza. Artysta jest niezrównany w kreowaniu baśniowego nastroju, jego obrazki oddają rzeczywistość w sposób upoetyzowany, liryczny. Operuje przy tym bardzo prostym w odbiorze plastycznym językiem, działając za pomocą prostych elementów, pustej przestrzeni i czystych, nasyconych barw. Prawdziwa uczta dla oka.
Agnieszka Jeż
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz