cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jørn Lier Horst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jørn Lier Horst. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2021

Operacja Czarny Las

Do norweskich kryminałów dla dzieci z cyklu Biuro Detektywistyczne nr 2 wróciłam po dłuższej przerwie. W międzyczasie mój syn wyrósł z tych niewielkich, ale obfitujących w akcję i kreskówkowe obrazki książek, a mój bratanek do nich dorósł. "Operacja Czarny Las" jest właśnie taka, jak moje wspomnienie o całej serii: wesoła, w pewnym stopniu nietypowa, ale równocześnie odwołująca się do oczekiwań kilkuletnich czytelników, głównie tych zaczynających samodzielnie czytać i dokonywać wyboru lektury. Jørn Lier Horst (tekst) w duecie z Hansem Jørgenem Sandnesem (ilustracje) przyciągają sprawdzonymi pomysłami, przede wszystkim konstrukcją świata przedstawionego, jak dobór bohaterów (para dzieci prowadzących własne biuro detektywistyczne przy minimalnym wsparciu dorosłych), miejsca akcji (małe miasteczko) i jej czasu (zamykającego się w kilku dniach), oraz samą seryjnością książek, powtarzalnością. Czytelnicy oswojeni ze stałymi realiami i typem rozwiązań fabularnych przyjmowanych przez autorów chętnie wracają do wykreowanego przez obu panów świata. Podkreślam tu znaczenie ilustracji, które dorosłym mogą się co prawda kojarzyć z boomem na paradisneyowskie malunki królujące w książkach dla dzieci wydawanych w latach 90. XX wieku, ale samym odbiorcom będą odpowiadać. Wobec dziesiątek (jeśli nie setek) publikowanych współcześnie pozycji z ambitniejszymi czy też bardziej umownymi grafikami powstała pewna luka, którą zgrabnie wypełnia wizja H.J. Sadnesa, filmowca mówiącego do dzieci językiem prostych, ładnych, bardzo kolorowych animacji. Te obrazki mają dużo większą wartość i jakość od kadrów wyciętych z popularnych kreskówek, jakie zalewają topowe "filmowe opowieści". I nie zostały znikąd "wyjęte", tylko stworzone specjalnie dla danej książki.

Szesnasta książka z serii o Biurze Detektywistycznym nr 2 (czternasta ze ścisłego cyklu ‒ ukazały się też dwie pozycje o większym formacie i nieco innym charakterze) dowodzi, że twórcy nadal świeżo patrzą na swoje dzieło, budują je starannie i z zachowaniem wszelkich zasad sztuki. "Operację Czarny Las" czyta się błyskawicznie, za jednym zamachem czy podejściem ‒ zależy, jaki styl czytelnictwa reprezentujecie. Napięcie rośnie stopniowo, podejrzenia czytelników sprawdzają się, by mogli oni poczuć satysfakcję z rozwiązania zagadki, której treść i przebieg są równocześnie solidną lekcją ekologii. Tiril (dziewczynka), Oliver (jej kolega) i Otto (pies tropiący, detektyw) spędzają czas w swoim biurze, obserwują sikory bogate (prześlicznie, z wielką sympatią i obeznaniem odwzorowane na ilustracjach) hasające przy otwartym oknie, sami wymyślają sobie sprawę do zbadania i ruszają jej tropem. A ten prowadzi do tytułowego lasu, pierwotnego, pięknego, gęstego i "głuchego". Na jego problemy głusi są dorośli, nawet ci spacerujący po urokliwych ścieżkach. Wyjątkiem okazuje się pewna Inspektor Ochrony Środowiska, z którą Biuro Detektywistyczne nr 2 nawiązuje kontakt. Niszczące środowisko działania opisane w książce znamy z własnego podwórka oraz miasta, bardzo się cieszę, że w tej literackiej mikroskali są przybliżane małym czytelnikom, i to w tak poczytnej (co stwierdzam po stanie wypożyczeń i zamówień w mojej bibliotece) serii. "Operacja Czarny Las" może się wydać tylko kolejnym, niepozornym elementem stadka, niczym sikorka, ale jest, jak sikorki, i rozrywkowa, i sprytna, i potrzebna, a na okładce nawet przystrojona w kolorystykę bogatek.

Bożena Itoya

Jørn Lier Horst (tekst), Hans Jørgen Sandnes (ilustracje), Operacja Czarny Las, (cykl Biuro Detektywistyczne nr 2), tłumaczyła z norweskiego Katarzyna Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2020.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Operacja Złoto (Biuro Detektywistyczne nr 2)


"Operacja Złoto" jest dziesiątą, a zatem jubileuszową częścią cyklu norweskich kryminałów dla dzieci. Niespodziewanie Biuro Detektywistyczne nr 2 objawiło się nam w zmienionej formule. Wcześniejsze odsłony serii Jørna Liera Horsta i Hansa Jørgena Sandnesa miały mniejszy format i bliżej im było do literatury pięknej. Dotychczas na końcu książki, po właściwym opowiadaniu, zamieszczonych było kilka poleceń wyszukania szczegółów na ilustracjach. Można było podjąć to wyzwanie lub pozostać przy samym czytaniu. Tym razem zawsze, gdy przewracamy kartkę, musimy wytężać wzrok, by odnaleźć przedmioty lub osoby, o które pytają autorzy. Akcja posuwa się wolniej, czytanie nie przebiega płynnie, publikacja okazuje się właściwie księgą zagadek, a nie beletrystyką. Zadania na spostrzegawczość są bardzo zbliżone do tych znanych nam z innych "Operacji", jednak jest ich wielokrotnie więcej.
Nie tylko tekst, ale i ilustracje wypadają odmiennie niż w dziewięciu wcześniejszych tomach. Po raz pierwszy kartkując "Biuro Detektywistyczne nr 2" nie mieliśmy skojarzenia z filmem animowanym. "Operacja Złoto" została zilustrowana jak zawsze przez Hansa Jørgena Sandnesa, obrazki są nawet większe niż w pozostałych tomach, ale powtórzeń, powiększeń poszukiwanych elementów jest tak dużo, że w sferze plastycznej po prostu mniej się dzieje, ilustracje wydają się jakby bardziej płaskie, mniej kolorowe, pozasłaniane planszami z tekstem i okienkami z fragmentami poprzednich rysunków. Tym razem nie mieliśmy wrażenia, że przeglądamy kolejne kadry z kreskówki, wciąż jednak zachowana jest ciągłość, łączność między następującymi po sobie obrazkami i ich dynamika, większa niż zazwyczaj zdarza się w ilustracji książkowej.
Śledztwo podjęte przez Tiril, jej kolegę Olivera i psa Otto dotyczy włamania do domu starszej pani, praprawnuczki sławnego kapitana piratów. Początkowo wydaje się, że staruszce nic nie zginęło, jednak w ramach wyszukiwania różnic na obrazkach odkrywamy brak szkatułki. Prywatni detektywi zbierają dowody, badają tropy w kolejnych lokalizacjach, między innymi w klimatycznym starym więzieniu przerobionym na muzeum, i okazuje się, że stawką w tej detektywistycznej rozgrywce jest prawdziwe pirackie złoto. Niełatwo będzie wyśledzić i złapać rabusia, a jeszcze trzeba mu udowodnić winę, ale ze wsparciem czytelników Biuro Detektywistyczne nr 2 oczywiście osiągnie sukces.
Mój syn uznał, że "Operacja Złoto" to książka dla dzieci młodszych niż czytelnicy pozostałych części serii. Ja nie podzielam jego zdania, według mnie adresatami nadal są siedmio-, ośmio- i dziewięciolatki, a więc dzieci, które niedawno nauczyły się czytać, robią to samodzielnie, potrafią zrozumieć i ułożyć w całość nie tylko intrygę, ale też na przykład szyfr, bo i takie zadanie pojawia się obok wyszukiwania szczegółów. Również powiększona czcionka i niewielka objętość opowiadania wskazują na poziom nauczania początkowego. Warto podkreślić, że mimo ogólnej prostoty tekst oraz zagadki wzrokowe wcale nie są banalne, rozwijają spostrzegawczość zupełnie jak profesjonalne ćwiczenia z podręczników szkolnych i magazynów edukacyjnych, przy czym są od nich przyjemniejsze w odbiorze. Seria "Biuro Detektywistyczne nr 2" uczy też kolekcjonowania, bo, jak już kiedyś wspominałam, poszczególne tomy są bardzo atrakcyjne wizualnie, a postawione obok siebie wyglądają jeszcze ładniej i koniecznie chce się mieć wszystkie. Mój syn ciągle uzupełnia zbiór, choć teoretycznie wyrósł już z przygód Tiril i Olivera. Czasem przeglądamy nawet najdawniejsze części cyklu i myślę, że z "Operacjami" jest trochę jak z resorakami – nie pozbywa się ich mimo dorastania właściciela, zawsze gdzieś się zmieszczą, miło się na nie patrzy, wspomina i czasem (po cichu) używa, a potem całą kolekcję, jak największy skarb, przekazuje się kolejnym dzieciom w rodzinie.
Bożena Itoya

Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes, Operacja Złoto, tłumaczyła z norweskiego Katarzyna Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2017.

środa, 30 sierpnia 2017

Biuro Detektywistyczne nr 2: Operacja Reklamówka, Operacja Cyrk

Bardzo lubię wracać do norweskiej serii książek dla dzieci "Biuro Detektywistyczne nr 2", której twórcami są znany autor kryminałów Jørn Lier Horst oraz rysownik i filmowiec Hans Jørgen Sandnes. Proste, ale intrygujące i nie zawsze oczywiste zagadki detektywistyczne mają swój urok, ale niepowtarzalna atmosfera tego cyklu wynika z połączenia minikryminału z ilustracjami, które na pierwszy rzut oka wydają się bliskimi krewnymi filmu animowanego. Obrazki w książkach o Tiril, Oliverze i Otto przypominają bowiem kadry z kreskówek Disneya, ale są, według mnie, dużo ciekawsze, ładniejsze, nie takie przesłodzone jak widuje się w telewizyjnych i kinowych hitach.
Ósme zlecenie przyjęte przez młodych detektywów z Elvestad nosi kryptonim "Operacja Reklamówka". Jak zwykle nikt się nie zgłosił do Oliviera i Tiril, nie było żadnych próśb o pomoc, ponieważ Biuro Detektywistyczne nr 2 działa tak, jak zostało założone: w wyniku autoinspiracji oraz wielkiej potrzeby działania. Para śledczych i ich psi pomocnik mają nosa do problemów, ciągle coś się wokół nich dzieje, choć Elvestad to taka sobie, malutka nadmorska miejscowość, a nie Gotham City. Bezustannie wypatrują więc podejrzanych zachowań, nawet w najzwyklejszych ludziach, i zdarzeń, choćby pozornie to nie był żaden dzień zbrodni, tylko kolejny zwyczajny poranek, płynący sobie w sam raz powolnie, w rytmie Elvestad.

(...) – Popatrz na niego! – poleciła.
Wzdłuż płotu po drugiej stronie ulicy drobnym krokiem szedł mężczyzna z foliowa reklamówką w ręce.
Dlaczego? – zapytał Oliver.
Nie wiem do końca – odpowiedziała Tiril. – Ale coś z nim jest nie tak. Jakby skrywał jakąś tajemnicę.
Oliver musiał się zgodzić. Na nosie mężczyzny tkwiły okulary przeciwsłoneczne, chociaż było pochmurno. Do tego na szyi miał szalik, na uszy naciągnął czarną czapkę, a dłonie schował w rękawiczkach, chociaż nie było zimno.

Prosta obserwacja i intuicja detektywa naprowadzają bohaterów na trop lokalnej afery przemytniczej. "Operacja Reklamówka" jest jedną z moich ulubionych odsłon serii, ze względu na deszczową, mglisto-mroczną atmosferę. Nawet jeśli młody czytelnik nie czytał wcześniejszych tomów, może zacząć od tego, bo jest on świetną wizytówką "Biura Detektywistycznego nr 2": będą i dziwne ślady, i grzebanie w koszu ze śmieciami oraz interpretowanie zabezpieczonych dowodów, i ciemne pomieszczenia, i straszne robale, nie obędzie się nawet bez wybiegania na drogę wprost pod koła samochodu.
Dziewiątej książki o Tiril i Oliverze nie warto oceniać po okładce, bo choć na zewnątrz "Operacja Cyrk" wygląda bardzo podobnie do "Operacji Reklamówki", w środku znajdziemy zupełnie inną historię. Tym razem będzie słonecznie, kolorowo, w wydarzeniach opowiedzianych przez autora i scenkach przedstawionych przez ilustratora weźmie udział cały tłum postaci, co stanowi novum w stosunku do kameralnej scenerii poprzedniego tomu. Nie zwiedzimy ciasnych, podejrzanych melin przestępców, akcja poprowadzi nas przez plenery, parady, rowerowe gonitwy, do rozgrzanego brawami i błyszczącego strojami akrobatów namiotu cyrkowego oraz przytulnych mieszkań. Wszystkie te miejsca odwiedził też tajemniczy złodziej, którego tożsamość i plany starają się wykryć nie tylko członkowie Biura Detektywistycznego nr 2, ale też nr 1, w osobie wujka Freda. A giną prawdziwe skarby, choć z naszego punktu widzenia ich wartość jest względna, bo chodzi o bardzo leciwe lalki, postacie z klasycznych bajek. Na początek uprowadzony zostaje Niedźwiadek (ten od Złotowłosej), a pierwszym poszkodowanym jest dziadek Franz. Stopniowo poznamy też problemy innych kolekcjonerów i będziemy śledzić trasę kradzieży, rozpatrując poszczególne typy z licznej grupy podejrzanych.
Obie książki są bardzo dynamiczne i czyta się je błyskawicznie. Podobnie jak w pozostałych częściach serii, czytelnik może ćwiczyć spostrzegawczość również wyszukując na ilustracjach pewne szczegóły wymienione w Posłowiu Ottona, na przykład podkowy, kartki z nutami, karty iluzjonisty, nosy klauna. Ta lektura jest świetnym szkoleniem dla przyszłych czytelników "Agatek" i "Holmesa".
Bożena Itoya

Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes, Operacja Reklamówka, tłumaczyła z norweskiego Katarzyna Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2017.
Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes,

Operacja Cyrk, tłumaczyła z norweskiego Katarzyna Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2017.