cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

piątek, 5 lutego 2016

My, pochodne wirusów



Książka o człowieku rozpoczynająca się rozdziałem "Skąd jesteśmy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy" nie może być zwykłą pozycją popularnonaukową, na przykład atlasem anatomicznym. Niecodzienna, już na pierwszy rzut oka, okazuje się również szata graficzna – fotografie powiększonych komórek przeplatane są dziełami malarskimi, malunkami naskalnymi i kadrami filmowymi. Napisana przez dziennikarza naukowego, książka ta jest nowoczesna i wielostronna jak popularyzacja nauki we współczesnych mediach. Sprzyja tendencji, o której sam autor opowiadał niedawno w audycji Polskiego Radia: zainteresowaniu naukami ścisłymi, jakie przejawiają tysiące (a może miliony?) "zwykłych" ludzi w każdym wieku.
W moim dzieciństwie, aby pozyskać szczegółowe informacje z dziedziny fizyki, astronomii, chemii czy biologii, trzeba było porozmawiać z nauczycielem, udać się do biblioteki, zaprenumerować "Wiedzę i życie" lub "Świat Nauki", ewentualnie czekać na emisję kolejnego odcinka "Sondy". Teraz każdy, czy to dziecko, nastolatek, czy dorosły, może po prostu wejść na strony wybranego (z wielu) serwisu internetowego, włączyć odpowiedni kanał telewizyjny, ewentualnie wybrać w kiosku któryś magazyn lub dodatek do tygodnika. Do dobrych rozwiązań należy również skorzystanie z książkowego kompendium przystępnie podanej wiedzy, jakim jest właśnie "Człowiek", druga po "Kosmosie" publikacja Tomasza Rożka w serii "Nauka to lubię" wydawnictwa WAB.
Czy jest to publikacja dla dzieci? Powiedziałabym raczej, że dla czytelników powyżej dwunastu, może nawet trzynastu lat, a więc uczniów starszych klas szkoły podstawowej, gimnazjalistów i wszystkich pozostałych pasjonatów wiedzy. Autor określa adresatów jako "ludzi ciekawych świata", bez względu na wiek, a książkę promował między innymi w audycji radiowej dla najmłodszych Jedynka Dzieciom. Jednak publikacja zawiera na tyle dużo informacji z wyższego pułapu wiedzy, że tekst może przerosnąć nawet cierpliwość i pasję poznawczą absolwenta szkoły podstawowej. Cóż, książka nie jest tym samym, co lekcja w Centrum Nauki Kopernik lub popularnonaukowy serial telewizyjny, po prostu więcej wymaga od młodego adepta nauk.
Tematem publikacji jest pochodzenie człowieka, funkcjonowanie organizmu ludzkiego oraz prognozy dalszego rozwoju naszego gatunku. Wiadomości z dziedziny biologii, filozofii, fizyki, teologii i chemii przytoczone zostały w formie lekkich (choć przesyconych niezbędną terminologią) wykładów i wywiadów (z profesorem Markiem Konarzewskim, doktorem Markiem Kaczmarzykiem i profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem). Autor rozpatruje też niektóre wizje przyszłości znane z filmowej i literackiej fantastyki naukowej. Publikacja ma zatem zróżnicowany charakter, co nie dziwi, bo popularyzację często przeprowadza się mieszanymi środkami, w ramach "podejścia interdyscyplinarnego".
Książka Tomasza Rożka może poszerzyć wiedzę nie tylko dziecka, ale i dorosłego, zwłaszcza jeśli nie jest on umysłem ścisłym. "Człowiek" nie ukształtuje co prawda wszechstronnego naukowca, za to pomoże nastolatkowi w wyborze fakultetu, tematu referatu, a także dogodnej formy pozyskiwania wiadomości – jednym w przyszłości wystarczą podobne źródła popularnonaukowe, inni zapragną pójść w ślady rozmówców Tomasza Rożka. Właśnie młodzieży polecam tę książkę w pierwszej kolejności, mogą na niej najwięcej skorzystać i najlepiej ją zrozumieć. Zrozumienie to niekoniecznie polega na pełnym przyswojeniu wiedzy, raczej na połknięciu badawczego bakcyla.
Niektóre z zawartych w książce informacji dla laika mogą okazać się nie lada rewelacją, a właśnie takie mocne wrażenia skłaniają młodych ludzi do dalszego drążenia tematu. Na szkolnej lekcji raczej nie usłyszy się, że nie wszystkie wirusy mają działanie destrukcyjne, niektóre wręcz przeciwnie – są dla przyrody impulsem do kreacji.

Jeżeli rzeczywiście robilibyśmy listę czynników, które "sterują" ewolucją, trzeba byłoby wpisać na nią także wirusy. Z badań prowadzonych między innymi na uniwersytecie w Georgii w Stanach Zjednoczonych wynika, że infekcja wirusowa sprzed około 6 milionów lat spowodowała, iż potomstwo pramałpy rozdzieliło się na dwa gatunki, a z jednego z nich wyewoluował człowiek. Z drugiej gałęzi powstał szympans.
Po odkryciu istnienia "fałszywych analogii" w teorii ewolucji (wywiad z Markiem Konarzewskim) i innych niedokładności czy uproszczeń zakradających się do powszechnych źródeł wiedzy, czytelnikowi przestaną wystarczać "naukowe" kanały telewizyjne i strony internetowe. Nastolatek, o ile złapie wspomnianego bakcyla, odtąd będzie odczuwał potrzebę weryfikacji telewizyjno-internetowej wiedzy.
Poszczególne akapity opatrzone zostały numeracją (w ramach rozdziału), dzięki czemu łatwo odnaleźć dany fragment lub go zacytować, na przykład w szkolnej prezentacji. Taki wyodrębniony akapit często przypomina niemal kompletny artykuł hasłowy z encyklopedii, jest zatem spójny i nasycony wiedzą. W "Człowieku" nie ma bowiem zbędnych informacji, autor nie zabawia czytelników anegdotkami.

Po około 4 miliardach lat istnienia życia na Ziemi liczba gatunków i ich różnorodność są wręcz oszałamiające. Na naszej planecie odkryto prawie 10 milionów różnych gatunków roślin i zwierząt. Prawie 7 milionów z nich to gatunki żyjące na lądzie. Niecałe 3 miliony to gatunki wodne. Tak naprawdę nie wiemy, czy jest ich rzeczywiście mniej, ponieważ środowisko wodne nie zostało przebadane tak dokładnie jak lądowe. Z szacunków wynika, że podane powyżej liczby to tylko nikła część całości. Prawie 90 procent gatunków lądowych nie zostało jeszcze przez nas odkrytych. Do odkrycia pozostaje także ponad 90 procent gatunków żyjących w wodach.

Ważną częścią publikacji są wspominane już wywiady z naukowcami. Autor zadaje swoim rozmówcom proste pytania, na które uzyskuje równie zrozumiałe odpowiedzi. Te fragmenty zadowolą również młodszych czytelników, których wiedza jest jeszcze mniej wyspecjalizowana, a część "wykładowa" książki wydaje się im zbyt szczegółowa i skomplikowana. Czemu lubimy się objadać na noc i czy tylko hobbici znali podkurek? Kiedy "mózg każdego dziecka jest potencjalnym mózgiem geniusza"? Czy sztuczna inteligencja zbuntuje się przeciwko swojemu stwórcy, niszcząc ludzkość niczym w "Terminatorze"? Lekturę "Człowieka" można zatem zacząć od wywiadów, a dopiero po jakimś czasie zabrać się za właściwe rozdziały.
Poza właściwym tekstem książka zawiera liczne dygresje i objaśnienia wyrażone w formie przypisów oraz komentarze towarzyszące zdjęciom i ilustracjom (autorstwa Aleksandry Nałęcz-Jaweckiej i Tomasza Kędzierskiego). Publikacja jest przejrzysta, atrakcyjna i nowoczesna, utrzymuje wysoki poziom merytoryczny, ale i estetyczny, przyciąga uwagę szatą graficzną, a przede wszystkim pielęgnuje w młodym czytelniku zainteresowanie nauką, przyspieszając jego pęd do wiedzy.
Bożena Itoya



Tomasz Rożek, Człowiek, ilustracje: Aleksandra Nałęcz-Jawecka, Tomasz Kędzierski, seria: Nauka – to lubię, tom 2, WAB, Warszawa 2015. Od wydawcy: Wywiady o ewolucji człowieka, o tym, kim jesteśmy teraz, oraz o biocybernetyce, a więc o naszej przyszłości. Oprócz wywiadów, jak zawsze w pozycjach Tomasza Rożka... 



Wilgą przez świat

Tej jesieni nasza już prawie trzyletnia córka pierwszy raz leciała samolotem. Bała się okropnie, a mimo to później z ekscytacją opowiadała wszystkim napotkanym osobom o każdym aspekcie lotu. Było to dla niej nie lada przeżycie - a dla nas doskonała okazja do pogadanek o latających środkach transportu. Z pomocą przyszła nowa książka z serii „Opowiem ci, mamo…”.

„Opowiem ci, mamo, co robią samoloty” z ilustracjami Artura Nowickiego i tekstem Marcina Brykczyńskiego to właściwie kontynuacja poprzedniego tomu tego duetu, "Opowiem ci, mamo, co robią auta". Nawiązuje do niego zarówno stylistyką (personifikacja maszyn), jak i rodzajem zagadek i bardziej uproszczonym niż w pozostałych częściach serii przedstawieniem tematu. Powiem szczerze, że mnie ta strategia nieszczególnie przypadła do gustu - chciałbym raczej dostać coś zbliżonego poziomem i ilością informacji do znakomitych tomów przyrodniczych z tej serii. Jednak rozumiem zamysł autorów: dzięki niemu bohaterowie książki stają się dla dziecka kimś bliższym, pełnoprawnymi postaciami, a nie tylko maszynami. W "Autach" mieliśmy sympatycznego Malucha, z kolei po świecie lotnictwa oprowadza nas swojska Wilga. Dzięki nim dziecko z radością odkrywa kolejne, bogato ilustrowane strony. Co można na nich znaleźć?

Kto zna „Opowiem ci, mamo, co robią auta”, nie będzie zaskoczony. Mamy więc plansze prezentujące różne sytuacje związane z lotnictwem: od samolotów pasażerskich przez maszyny rolnicze, aż po promy kosmiczne. Różnorodność maszyn robi wrażenie - spotkamy nawet dobrego znajomego z poprzedniego tomu, czyli Malucha, frunącego po niebie na latającym dywanie. Jak zwykle w tej serii, tekstu jest mało, a o wszystkim opowiadają ilustracje, uzupełnione zabawnymi wierszykami. Można spędzić z dzieckiem wiele czasu na wspólnym interpretowaniu i komentowaniu tego, co się na nich dzieje. Każda strona to inne środowisko, inne maszyny - i na każdej dzieje się coś ciekawego. Czasami najdrobniejsze wydarzenia w tle (smok ziejący ogniem gdzieś daleko na trzecim planie) przykuwają uwagę dziecka i potem długo objaśniamy sobie całą sytuację. Takie szczegóły tworzą świetną atmosferę tej serii.

Nie zabraknie oczywiście zagadek - również nawiązujących do poprzedniego tomu. Jest więc wyszukiwanie drogi, porównywanie obrazków, zliczanie elementów czy odnajdywanie szczegółów - wszystkie gładko wkomponowane w ilustracje. Na planszy poświęconej historii lotnictwa autor łamigłówek pyta nawet o to, w jaki sposób samoloty utrzymują się w powietrzu. Szkoda, że na kartach książki nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie, gdyż obawiam się, że nie każdy rodzic zna na nie odpowiedź i potrafi ją czytelnie przedstawić dziecku.

Samo wydanie nie zawodzi. Tak jak poprzednio, dostajemy format A4 z grubymi, kartonowymi stronami. Dzięki temu inne, starsze tomy przetrwały u nas już wiele miesięcy w bardzo dobrym stanie i jestem pewien, że będą służyły kolejnym maluchom w rodzinie.

Uzupełnieniem książeczki jest, podobnie jak w przypadku pozostałych pozycji z serii, tematyczny "blok rysunkowy", w którym młody czytelnik będzie mógł pokolorować sympatyczną Wilgę, rozwiązać klasyczne łamigłówki, takie jak labirynt, łączenie kropek czy rysowanie według wzoru, ale też popisać się kreatywnością, uzupełniając brakujące elementy ilustracji, projektując własny model maszyny latającej, latawca lub wzór dla czaszy balonu. Każda kartka bloku przedstawia z jednej strony zadanie do wykonania, a z drugiej - ciekawostkę związaną z awiacją. Kartki sklejone są na wzór zwykłego bloku rysunkowego, więc możemy je wyrwać i wykorzystać jako niezależne pomoce naukowe.
Samoloty, inaczej niż samochody, nie stały się dla mojej córki obiektem kultu. Do książki o nich wracamy jednak regularnie - i niemal za każdym razem udaje nam się dostrzec coś nowego. Podejrzewam więc, że będziemy ją wertować jeszcze długo.
[[Joanna Pietrulewicz]]
Opowiem ci, mamo, co robią samoloty
Wiek:3+Najnowsza pozycja w popularnej serii Opowiem ci mamo, narysowanej z humorem przez Artura Nowickiego, tym razem pozwoli się wybrać w podniebną podróż i poznać bogaty świat odrzutowców, myśliwców, helikopterów i innych aeroplanów. 

Poczytaj mi, mamo; poczytaj sobie, babciu!

Bywając w dziecięcych bibliotekach i księgarniach zauważyłam, że często zaglądają do nich babcie. Poszukują zapewne rozmaitych książek, mi obiły się o uszy pytania o klasykę, lektury, opowieści z dzieciństwa najstarszego i średniego pokolenia. Na takie potrzeby odpowiada seria "Poczytaj mi, mamo", od kilku lat ukazująca się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Tom szósty zawiera dziesięć różnych, ale umiejętnie dobranych opowiadań, pierwotnie wydanych indywidualnie, w formie małych książeczek z papierem makulaturowym i miękkimi okładkami (któż ich nie pamięta?) teraz jako solidny, ładny tom zbiorowy.
Większość tekstów to historie związane z polskimi realiami – rodziną, szkołą, wakacjami, cyklem przyrody. Bajkowość reprezentują dwie przygody autorstwa Zdzisława Nowaka ("Niezwykła podróż Ali Baby", "Ali Baba i pasterz") oraz jedna napisana przez Barbarę Eysymontt ("Wielka przygoda w małym miasteczku").

Gdy minął jeszcze rok, do podróży zaczął się szykować Ali Baba. Zawinął najpotrzebniejsze rzeczy w węzełek, pożegnał się z rodzicami i podśpiewując wesoło, wsiadł na Długie Ucho. Bo takie zabawne imię nosił jego ulubiony osiołek.
(Zdzisław Nowak, "Niezwykła podróż Ali Baby")

Wszystkie opowiadania uczą empatii, sprawiedliwości, otwarcia na otoczenie, zwłaszcza na bliźnich – zarówno młodszych, jak i dużo starszych. Taki wydźwięk mają między innymi "Babcia też człowiek" Ireny Landau, "Potworek" Marty Tomaszewskiej oraz "Hihopter" Małgorzaty Musierowicz.

Jurek, ze ścierką w ręce, wszedł do pokoju i spojrzał z wyrzutem na babcię.
Kwiatki są niepodlane...
No to podlej – zaproponowała babcia i odwróciła się na drugi bok. – Ja chciałabym skończyć rozdział, bo to bardzo ciekawa książka.
To ty będziesz sobie leżeć i czytać, a my mamy wszystko zrobić?
Właśnie – stwierdziła spokojnie starsza pani i przewróciła następną kartkę.
Ale dzieci nie dały jej spokoju.
A co będzie z obiadem?! – zdenerwował się Jurek.
(Irena Landau, "Babcia też człowiek")

Jak widać, ten tom "Poczytaj mi, mamo" przypomina wielkie nazwiska polskiej literatury dziecięcej, a poszczególne opowiadania nietrudno znaleźć na różnych zacnych listach – lektur szkolnych, książek polecanych przez Fundację XXI Cała Polska Czyta Dzieciom, na pewno także w opracowaniach dotyczących polskiej ilustracji dla dzieci. A znajdziemy tu prawdziwe perły, między innymi prace Wandy Orlińskiej i Mirosława Pokory, którego Ali Baba przypomina mi Szwejka z rysunków Josefa Lady. "Poczytaj mi, mamo. Księga szósta" jest więc antologią i literacką, i plastyczną, może służyć zarówno najmłodszym czytelnikom, jak i dorosłym bibliofilom, pasjonatom i specjalistom z różnych dziedzin.
Opowiadania te są lepsze w odbiorze od wielu współczesnych. Dziecko słucha czytającego rodzica z zapartym tchem, zwłaszcza, gdy docierają do poruszających fragmentów o złym traktowaniu dzieci przez... dzieci. Wszystko kończy się dobrze, ale bywają chwile, w których oczy słuchacza otwierają się szeroko i w pokoju milknie wszelki szelest. Tymczasem niejeden piszący dziś autor stawia na bardziej infantylne i wygładzone historie, czasem ograniczając je tylko do przedstawienia problemu, skrytykowania złej postawy i morału. Dziecko na to "nie pójdzie", opowiadanie powinno wywoływać jakieś przemyślenia i przeżycia, a nie tylko podrzucać gotowe pouczenie.

Mamusiu! – wydyszał Andrzej szczęśliwy. – To Potworek! Przyplątał się do mnie!
Jak to się przyplątał? – zdziwiła się mama.
No chodzi za mną i oka ze mnie nie spuszcza! No przyplątał się! Popatrz!
Zagwizdał:
Potworek! No! Podejdź bliżej! Nie bój się, to moja mamusia!
Potworek podszedł. Wcale nie wyglądał na przestraszonego. I wcale nie wyglądał na potworka! Był mały, ale pewnie stał na mocnych krótkich nogach, miał dużą głowę, całą, jako się rzekło, w lokach, pyzate rumiane policzki i okrągłe brązowe oczy. Oczy te wlepione były w Andrzeja z ufnym, radosnym oddaniem.
(Marta Tomaszewska, "Potworek")

Obok przygód z morałem rozgrywających się we współczesnej Polsce, znajdziemy w tej księdze wspomniany już pierwiastek baśniowy, proste przypowieści o dążeniu do dobra. Przykłady "z życia wzięte" przeplatają się więc z tradycyjnymi sposobami przekazywania dziecku pewnych wartości czy zasad moralnych. Najprzyjemniej snują się opowieści Zdzisława Nowaka, ich atmosfera jest bliska każdemu bajkolubowi. Taka lektura na dobranoc może wywołać tylko dobre sny.

Zaledwie gwiazdy poznikały z nieba, na drodze pojawił się jeździec na osiołku. Ali Baba jechał nie za wolno, nie za szybko, i pogwizdywał sobie wesoło. Ptaki siedzące na przydrożnych krzewach akacji odpowiadały mu śpiewem. Słońce na bezchmurnym niebie uśmiechało sie promiennie i do jeźdźca na osiołku, i do ptaków na gałęziach.
Nawet bury kłapouch dźwigające na grzbiecie Ali Babę majtał radośnie ogonem, zupełnie nie zwracając uwagi na rzepy, które przyczepiły mu się nie wiadomo kiedy.
"Świat jest piękny. Zwłaszcza gdy dookoła nikogo nie boli ani głowa od wielkich zmartwień, ani brzuch z wielkiego głodu" – pomyślał sobie Ali Baba i uśmiechnął się do jaszczurki wyglądającej ze szczeliny pomiędzy dwoma kamieniami.
(Zdzisław Nowak, "Ali Baba i pasterz")

Naładowani pozytywnymi emocjami i ciepłymi obrazami możemy wracać do bardziej przyziemnych opowiadań o trudniejszych sprawach. Ta publikacja podaje nam na tacy tematy do wielu długich rozmów z dziećmi. Nawet jeśli nie zostanie wykorzystana w ten sposób, to i tak dziecko na niej skorzysta, bo zaszczepimy mu czytelniczego bakcyla, a przy okazji także myślenie o prawdziwych wartościach.
Bożena Itoya

Poczytaj mi, mamo. Księga szósta, (różni autorzy i ilustratorzy), seria: Z Biblioteki Wydawnictwa Nasza Księgarnia, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Wiek:3+Najpiękniejsze książeczki, które przez lata ukazywały się w tej serii, publikujemy w niezmienionej szacie graficznej, aby bajkom i wierszom znakomitych pisarzy znów mogły towarzyszyć prace wybitnych ilustratorów.

Swoje znacie, swoje chwalicie


Zanim retrospekcja historyczna zaczęła rozkwitać w najnowszej polskiej literaturze dla dzieci, Igor D. Górewicz napisał bardzo szczegółową opowieść o wierzeniach Słowian w czasach tuż przed przyjęciem chrztu przez Mieszka I. Książka "Borek i bogowie Słowian" w 2014 roku doczekała się już drugiego wydania, przygotowanego przez wydawnictwo "Triglav", które, jak dowiadujemy się z noty redakcyjnej, "jest marką firmy Trzygłów – Pokazy Historyczne Igor D. Górewicz". Warto sięgnąć po tę publikację, nie tylko z okazji jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski, ale i dla porównania z seriami historycznych powieści, opowiadań i "komiksowanych" książek, jakich dostarczają nam aktualnie choćby wydawnictwa Literatura i Nasza Księgarnia.
Publikacja na pierwszy rzut oka sprawia dobre wrażenie. Została wydana w dużym formacie (A4), ma miękką okładkę ze skrzydełkami, sprzyjający początkującym czytelnikom duży druk i odpowiednią interlinię, ładne graficzne motywy na każdej stronie (obramowanie tekstu). Na okładce widnieje realistyczna podobizna bohatera opowieści, a wewnątrz, pomiędzy "zwykłymi" stronami z "ekologicznego" papieru, wklejone zostały barwne karty z całostronicowymi portretami słowiańskich bóstw i istot mitologicznych. Całość prezentuje się tak, jak powinna: oto starosłowiańska przygoda, stylizowany efekt rekonstrukcji słowiańskiego panteonu.
Czytelnik na początku lektury "Borka i bogów Słowian" może być trochę zdezorientowany – skoro bohater nosi tak starodawne imię (Czcibor), a jego rodzice najwyraźniej kultywują starosłowiańskie wierzenia, to właściwie w jakich czasach rozpoczyna się opowieść?

Takie amulety noszą tajemniczy słowiańscy wojowie. Ja też mam taki, a ten tutaj należy do ciebie od chwili, kiedy przyszedłeś na świat. Wisiał nad łóżkiem mamy, gdy się rodziłeś, by was oboje chronić, a potem przez pierwszy rok nad twoim łóżeczkiem. On jest częścią ciebie, a teraz nadszedł czas, żebyś go nałożył.

Podobne elementy świata przedstawionego goszczą jednak na kartach książek Ricka Riordana i nikt się nie dziwi boskim akcesoriom czy mitologicznym imionom (Percy to przecież Perseusz) wplecionym w amerykańską współczesność. Możemy więc przyzwyczajać polską młodzież do analogicznych literackich fantazji na temat rodzimej mitologii. Póki co, większość polskich nastolatków uznałaby zapewne, że w poniższym fragmencie opisany jest Thor, a nie Perun ("A kto to?").

Gdy pierwsze krople deszczu spadły na głowy naszego bohatera i starego pieśniarza, zobaczyli pośrodku nawałnicy jasny punkt, który wydawał się szybko poruszać. Rósł coraz bardziej i szybciej, aż ujrzeli mknący po niebie okuty złotem i srebrem rydwan zaprzężony w cztery białe konie. Stał w nim w rozkroku potężnie umięśniony mężczyzna z rozwianymi jasnymi, prawie srebrnymi włosami. Twarz miał bardzo groźną, ale i szlachetną zarazem, ozdobioną gęstym, rudym, niemal złotym wąsem. Ubrany był tylko w spodnie naturalnego koloru lnu, których nogawki poniżej kolan obwiązał ozdobną czerwoną krajką. Nie miał za to koszuli, dlatego widać było szeroką klatkę piersiową i wspaniałe mięśnie barków i rąk. Jedną dłonią trzymał lejce, a drugą wielki topór. Raz po raz uderzał nim w niebo. Rozlegał się wtedy straszny grzmot, a z topora wystrzeliwał piorun i uderzał w ziemię z jeszcze większym hukiem.

W książce Igora Górewicza mały Czcibor, czyli tytułowy Borek, za sprawą magii dawnych bogów słowiańskich odbywa podróż w przeszłość, trafiając do świata przodków, gdzie rzeczywistość przesycona jest działaniem sił nadprzyrodzonych.

Wszystko zawirowało, zakręciło się, nadęło jakby było balonem,nagle ugięło się do środka, zapadło w sobie, i... cisza.

Słowiańscy bogowie są z natury groźni, ale też otaczają opieką swoich poddanych, choć zazwyczaj się im nie ukazują. Wyjątkiem jest Borek, prowadzony do kolejnych miejsc kultu przez samego Triglava i inne bóstwa. Chłopiec poszukuje też skarbu, o którym opowiadał mu ojciec, choć ten wątek pozostaje w cieniu wycieczki religio- i kulturoznawczej. Poza zwyczajami związanymi z kultem, opisywane są na przykład instrumenty muzyczne, broń, wyposażenie świątyń i domostw, elementy stroju, postura i fryzury mieszkańców danych grodów, towarzyszące im w codziennym życiu rośliny i zwierzęta. Wzmianki doczekały się nawet nazwy miejscowe, co świadczy o wszechstronnym zgłębieniu tematu przez autora, o podjęciu przez niego kwerendy nie tylko etnograficznej czy antropologicznej, ale i językoznawczej.

Przelatujemy właśnie nad krajem, który stanie się Polską. Tam w dole są wsie, w których czci się Swarożyca i jego ojca Swaroga. Miejscowości te dotrwają nawet do Twoich czasów. O, tam w dole, Swarożyn; a tam, widzisz? Swarzędz! U innych Słowian też są takie wsie i grody. Na wschodzie na Rusi jest Swaryż, a na południe stąd, u Czechów, Svaren.

"Borek i bogowie Słowian" jest w dużym stopniu przewodnikiem po kulturze dawnych Słowian. Narracja waha się między formą legendy, opowiadania przygodowego a "fabularyzowaną" pozycją popularnonaukową. Na końcu publikacji znajdziemy nawet słowniczek ważniejszych pojęć, których w tekście występuje (jak na możliwości młodego czytelnika) naprawdę dużo. Tak bywa w publikacjach popularnonaukowych, jednak autor nie odwołuje się do żadnych opracowań i badań, nie zamieszcza bibliografii ani wstępu wyjaśniającego, z czego korzystał kreując Krainę Bogów Słowian. Trudno więc ocenić, na ile opis słowiańskiego panteonu oparty został na źródłach naukowych, a w jakim stopniu na fikcji literackiej. W każdym razie świat słowiańskich bogów w tym ujęciu jest spójny i w miarę zrozumiały dla starszego dziecka, co niełatwo osiągnąć (To kraina Bogów, tu nie wszystko da się dokładnie zrozumieć), ponieważ niektóre bóstwa występują w kilku osobach, a ich hierarchia wydaje się niejednoznaczna.

Widzisz, Czciborze, Bogów jest wielu, jedni są starsi, inni młodsi, a wszyscy są potrzebni. Każdy z nich miłuje wszystkich Słowian, ale podzielili między sobą słowiańskie krainy, żeby każdy szczególną uwagą darzył jakieś plemię albo ziemię. Tamtejsi mieszkańcy zaś w podzięce za tę szczególną opiekę najbardziej czczą tego Boga, który im przypadł.

W książce Igora Górewicza widoczna jest bliska relacja człowieka z przyrodą. Tak właśnie musieli odczuwać ją dawni mieszkańcy naszego kraju, w ten sposób zapewne personifikowali siły natury. Oprócz bóstw poznajemy legendarne stworzenia z mitologii słowiańskiej Borek spotyka między innymi wilkołaki, gigantycznego odyńca, skrzata, mówiącego i latającego rumaka. Niektóre opisy układają się w moich myślach w obrazy, a niejeden z polskich komiksiarzy potrafiłby wykorzystać je jako punkt wyjścia do oryginalnych kadrowanych historii.

Poza tym ja jestem Bojan. By śpiewać o tajemnicach Słowiańszczyzny, muszę wsłuchać się w jej głos, w szept jej lasów, w szum jej wiatru, w szelest trawy, w rozmowy zwierząt, ludzi i Bogów. Gdy komuś pieśń zamierzam śpiewać, jako łasica rozpływam się po drzewach, po ziemi ganiam jako wilk szary, szybuję jako orzeł siwy po niebie. Ja widzę, słyszę i wiem wiele, bo jestem wnukiem Welesa.

Książka jest długa, niczym dawne eposy, starczy na wiele wieczorów. To dobrze, snujmy tę słowiańską pieśń jak najdłużej, odświeżajmy jak najczęściej, bo nasze mity i legendy nie ustępują w niczym tym o skandynawskiej, zachodnio- czy południowoeuropejskiej proweniencji. Musimy tylko przekonać dzieci, że tak właśnie jest.
Bożena Itoya

Igor D. Górewicz, Borek i bogowie Słowian, wydanie II poprawione, Wydawnictwo Triglav, Szczecin 2014.Od wydawcy: Wraz z Borkiem przenieś się w czasie i przemierzaj mityczne krainy, święte gaje, uroczyska i mroczne podziemia. Mknij po niebie na grzbiecie czarnego rumaka, strzeż się wielkiego odyńca i wilkołaków. Spotkaj wojowników, wróżów, strażników ognia

W babcinej kuchni

 

Książki o bobrze Kastorze - złotej rączce już na stałe zagościły w naszym repertuarze. Rewelacyjnym pomysłem było dodanie w „Kastor sadzi fasolę” postaci Maciusia. Teraz, gdy zaczynaliśmy nowy tom, już na samym początku padło pytanie: „A będzie Maciuś?”. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mały bóbr stał się ważniejszy od samego głównego bohatera. Trudno się dziwić - w końcu dziecku łatwiej odwoływać się do postaci niedoświadczonego ucznia niż wszechwiedzącego mistrza. Rozpoczynając lekturę "Kastor piecze", mogłem uspokoić córkę: Maciuś będzie i po raz kolejny pomoże Kastorowi uporać się z pracami domowymi.

Lars Klinting chętnie nawiązuje w swoich książeczkach do międzypokoleniowej wymiany doświadczeń. W poprzednich tomach Kastor budował skrzynkę, korzystając z narzędzi stolarskich dziadka, i hodował fasolę z pomocą książki wujka ogrodnika. W "Kastor piecze" zobaczymy piękną kuchnię pełną sprzętów odziedziczonych, a jakże, po babci. Maciuś odwiedza Kastora w dniu jego urodzin i razem postanawiają upiec babkę. Jak zwykle, cały proces jest dokładnie wytłumaczony. Za każdym razem czytaniu towarzyszy zabawa w pokazywanie poszczególnych składników i narzędzi i powtarzanie ulubionych fragmentów.

Jasne, akwarelowe ilustracje nie przytłaczają nadmiarem szczegółów, ale skupiają się na tym, co najważniejsze, czyli kolejnych etapach przygotowania ciasta. W międzyczasie w bobrzej kuchni pojawia się coś, co zwykle skrzętnie ukrywają przed nami książki kulinarne, czyli swojski bałagan. Po stole walają się skorupki jajek, zachlapany mikser, rozsypana mąka. I cała sterta brudnych naczyń, którą trzeba później oczywiście pozmywać. W efekcie, kiedy przychodzą goście, wystarczy tylko nakryć do stołu i można świętować urodziny.

O ile w mieście nie mamy zbyt wielu okazji, żeby majsterkować czy hodować warzywa, to pieczenie jest czynnością, która towarzyszy nam bardzo często. Może dzięki "Kastor piecze" nie nauczymy się tylu nowych słów, co po lekturze „Kastor majsterkuje” (mina dziadka, kiedy wnuczka bezbłędnie rozpoznaje obcęgi, śrubokręt i piłę płatnicę (!) - bezcenna), ale przynajmniej tym razem będziemy mogli bez najmniejszych problemów odtworzyć efekt pracy Kastora i Maciusia. Kto wie, może nawet zrobimy to z okazji zbliżających się urodzin naszej pociechy? A tymczasem z niecierpliwością czekamy na kolejne tomy serii.
Joanna Pietrulewicz

Lars Klinting, "Kastor piecze"
Wiek:3+
Tym razem Kastor bierze się za pyszne ciasto. W kuchni dzielnie asystuje mu przyjaciel Maciuś.



środa, 3 lutego 2016

Johanna Schopenhauer w lustrach Anny Czerwińskiej-Rydel i Marty Ignerskiej

Książka "Lustra Johanny" zamyka biograficzną trylogię o sławnych gdańszczankach, napisaną przez Annę Czerwińską-Rydel i narysowaną przez Martę Ignerską. Tym razem autorki przybliżają młodym czytelnikom postać pisarki Johanny Schopenhauer, matki filozofa Artura Schopenhauera. Książka opowiada jednak o jej wcześniejszym życiu – latach panieńskich i chwilach tuż po ślubie. A były to już inne czasy niż młodość Elżbiety Heweliusz ("Którędy do gwiazd?") i Konstancji Czirenberg ("Bałtycka Syrena"). 
 
Johanna urodziła się w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy mieszczaństwo, tu uosabiane przez matkę (Elżbietę Trosiener), powoli otwierało się na wielkość i, jakbyśmy to dzisiaj określili, przebojowość kobiet. Podkreślam jednak, że proces ten zachodził powoli, właściwie był w powijakach. Dostęp do wiedzy i sztuki nadal był płci pięknej ograniczany, a na aktywność w tych dziedzinach mogły sobie pozwolić tylko kobiety zamożne, cieszące się wsparciem środowiska.

Na cóż dziewczynce tyle nauki? Zna już polski, niemiecki, francuski, kandydat Kuschel odbywa z nią codzienne lekcje, i ciągle jej mało? Elżbieto, myślę, że zamiast mnie mitygować, powinnaś zająć się lepiej naszą córką i nauczyć jej cerowania, szycia, układania kwiatów, zarządzania domem, zabawiania męża, pielęgnowania dzieci, czyli tego wszystkiego, co będzie jej NAPRAWDĘ w życiu potrzebne – pan Trosiener spojrzał surowo na swoją żonę. – Nauka języków... Też coś! Co ona potem z tym zrobi?

Johanna żyła więc w pewnego rodzaju mieszczańskiej bajce, jej dokonania trudno odnieść do współczesnego rozumienia kobiety wyzwolonej czy feminizmu, choć niewątpliwie jest jedną z ikon pierwszej fali tego ruchu.

"Równie dobrze mogłoby mnie tu nie być" – myślała. – "Oni ustalają wszystko, nie pytając mnie, co ja o tym myślę. Jestem jak kawałek sukna do sprzedania albo sztuka mięsa na targu. Trzeba ją dobrze zaprezentować i drogo sprzedać, żeby zwróciły się poniesione koszty..."

Jako panna Trosiener Johanna przejawiała przede wszystkim głód wiedzy, ale początkowo nie planowała kariery pisarki, choć taką przyszłość wróżył jej jeden z prywatnych nauczycieli. Wychowywała się pośród książek i języków obcych, sama zabiegając o możliwość poszerzania wiedzy i horyzontów. Jej życie pełne było obrazów z krzywych zwierciadeł, bo tak postrzegała wizję siebie jako typowej gdańskiej kobiety z wyższych sfer, nauczonej, o czym wolno rozmawiać przy herbacie.

Potem ćwiczymy kaligrafię, następnie wprawiamy się w sztuce podawania herbaty i zachowania przy stole. Pani Ackermann mówi nam, o czym wolno nam rozmawiać przy stole, a jakich tematów w żadnym razie nie możemy poruszać.
Tak? – zainteresował się doktor Jameson. – O czym zatem możecie mówić?
Tylko o głupstwach – Johanna miała nieszczęśliwą minę. – O pogodzie, kwiatach i ciasteczkach. Pani Ackermann mówi, że prawdziwej damie nie wypada rozmawiać o nauce, bo może do siebie zrazić mężczyzn.

"Lustra Johanny" nie są książką o skandalach obyczajowych czy rozpaczy kobiety wydanej za mąż wbrew jej woli. Owszem, nie miała wpływu na wybór narzeczonego, ale małżeństwo nie podcięło Johannie skrzydeł, tylko pozwoliło je rozwinąć. Chociaż wygodne życie młodej żony prawie okazało się pułapką dla jej pasji twórczej.
Z biografii nie dowiadujemy się, jak potoczyła się kariera Johanny Schopenhauer. Opowieść zatrzymuje się, gdy proces wyboru własnej drogi zostaje zakończony, kiedy bohaterka zaczyna pisać.

"Czy jest we mnie w ogóle cokolwiek dobrego?" – myślała z żalem, patrząc na swoje odbicie. – "Coś, za co można mnie podziwiać? Oprócz urody i urodzenia, które nie są przecież moją zasługą" Kim jestem?" – pytała, ale zapłakana buzia szesnastoletniej dziewczyny w lustrze nie chciała jej na to odpowiedzieć.

"Lustra Johanny" dobrze przysłużą się młodym pasjonatom historii, Gdańska, młodzieży poszukującej swojego miejsca i tożsamości. Rozmyślania bohaterki tak naprawdę są uniwersalne, zniewolenie obyczajowe (jeśli takie było) nakłada się na ponadczasowy młodzieńczy bunt. Chociaż Johanny już jako dziecko, a nie nastolatka, poddawała w wątpliwość wszystko i wszystkich.

Dziwny jest Bóg, skoro obraża Go to, że patrzy się w lustro – stwierdziła, spoglądając w zwierciadle na służącą.
Bój się Boga! Panno Johanno! Myśleć tak to ciężki grzech, a co dopiero mówić! Niech panienka natychmiast przestanie!
No dobrze już, dobrze.
I odejdzie od lustra!
Kiedy ja lubię tam patrzeć.
Lepiej odmówmy jaką modlitwę. To się bardziej Bogu spodoba.
Ale ja nie lubię modlitw. Są nudne...
Ojcze nasz... – zaczęła Kasia głośno i wyraźnie, jednocześnie składając ręce i wznosząc pobożnie do nieba półprzymknięte oczy.
Ojcze nasz, ojcze nasz, ciekawa jestem, jaką Ty masz twarz – zaśpiewała wesoło dziewczynka i z figlarnym uśmiechem zajrzała w zwierciadło.
Tytułowe lustra mogą być różnie interpretowane, stają się motywem powtarzanym w nagłówku każdego rozdziału, ale ich znaczenie odnaleźć musi sam czytelnik. Z lustrzanej symboliki obficie czerpie Marta Ignerska, do tradycyjnych "podwójnych" wycinanek, formy przypominającej teatr cieni czy przedstawień danse macabre dołączając ich nowoczesne odbicie – jaskrawy róż, współczesne atrybuty kobiecości (wysokie "szpilki", minispódniczka) i karykaturalną fizjologiczność grafiki (kokardy na pępowinach, samcza "trąba" i "brzuszek", wielogłowa postać niczym poczwara z "The Thing" Johna Carpentera). Ilustracje są po kobiecemu prowokacyjne i czułe, niektóre nawet namalowane jakby wargami pokrytymi różową szminką. Część obrazowa książki, wstawiona tym razem w środku biografii literackiej (w "Bałtyckiej Syrenie" znalazła się na początku, a w "Którędy do gwiazd" na końcu publikacji), traktowana może być jako lustro tekstu albo odrębna, może nawet bardziej inspirująca wersja historii Johanny Schopenhauer.
Bożena Itoya


Anna Czerwińska-Rydel, Lustra Johanny. Opowieść o Johannie Schopenhauer , ilustracje Marta Ignerska, Muchomor 2015.Wiek:10+ Trzeci tom serii biograficznej słynnych gdańszczanek - opowieść o Joannie Schopenhauer. Ilustracje Marta Ignerska.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Przewodnik po kraju Piastów

Niektóre wydawnictwa popularyzują najdawniejsze dzieje naszego kraju w formie powieści młodzieżowych (na przykład seria "Ale historia..." Naszej Księgarni i "A to historia!" Literatury), inne, jak Media Rodzina, stawiają na publikacje popularnonaukowe adresowane do najmłodszych pasjonatów historii. W roku jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski warto sięgnąć po ilustrowane przewodniki Jarosława Grygucia z cyklu "Tu powstała Polska. Kultura Piastów dla dzieci".

Ogólnie rzecz biorąc Słowianie są skorzy do bitki i zapalczywi. Gdyby nie panowała pomiędzy nimi niezgoda, spowodowana podziałem na liczne plemiona, żaden lud by im nie sprostał.
Ibrahim ibn Jakub, 2. połowa X w.

Tym cytatem rozpoczyna się pierwsza książka z serii: "Czasy wojów i rycerzy". Dzieci znajdą w niej, podobnie jak w pozostałych tomach, rzetelne informacje historyczne przedstawione w formie zwięzłych notatek, mapek, dużych ilustracji oraz ikonek informujących, w którym muzeum odnaleźć można dany eksponat. Autor przybliża bowiem rzeczywiście istniejące przedmioty należące do kolekcji Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, Muzeum Archidiecezjalnego w Gnieźnie, Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, Rezerwatu Archeologicznego Gród Piastowski w Gieczu oraz Rezerwatu Archeologicznego Gród w Grzybowie. Do pojęć, zagadnień, osób i wytworów rzemiosła omówionych w książce zaliczają się między innymi: drużyna, podboje i łupy, tarczownik pancerny, kowal, typy broni, zwłaszcza mieczy, włóczni, toporów, łuków, tarcz i hełmów, herb i barwy narodowe, machiny wojenne, rząd koński, polowania. Już pierwsza odsłona serii okazała się więc kopalnią wiedzy, z której skorzystać mogą i mali turyści (odwiedzający konkretne muzea), i uczniowie, i bywalcy imprez historycznych, jak turnieje rycerskie, na których zawsze roi się od stanowisk rekonstrukcyjnych służących głownie rozrywce dzieci. Oczywiście głównymi adresatami tej książki wydają się być mali wojowie płci męskiej, ale tematyka i zawartość kolejnych części zainteresuje w równym stopniu chłopców i dziewczęta.
Tom drugi, "Jak budowano kościoły i pałace?", zawiera dużo informacji szczegółowych z dziedziny architektury, kamieniarstwa i pokrewnych. Jest to pozycja najbardziej specjalistyczna i ściśle profilowana, jako odrębna, autonomiczna publikacja przeznaczona byłaby raczej tylko dla dzieci naprawdę zainteresowanych tematem. Niemniej jednak stanowi element kolekcji zeszytów historycznych, bez niej ogólny obraz kultury Piastów, jaki ma przekazać seria Jarosława Grygucia, byłby niepełny. Czytelnik nie dowiedziałby się, jakie materiały budowlane wykorzystywali nasi przodkowie, kto dokładnie pracował nad budową muru czy strzechy, jakie style architektury były reprezentowane w których typach budynków, co wyjątkowego mają w sobie Drzwi Gnieźnieńskie, jak przebudowywano średniowieczne budowle oraz jakie symbole możemy w nich dostrzec. Autor poleca, by na własne oczy zobaczyć bazylikę Wniebowzięcia NMP w Gnieźnie, kościół św. Jana Ewangelisty w Mogilnie, kościół Wniebowzięcia NMP w Gieczu, pałac z kaplicą w Ostrowie Lednickim, kościół Imienia NMP w Inowrocławiu, kościół Świętej Trójcy w Strzelnie, kolegiatę śś. Piotra i Pawła w Kruszwicy oraz kościół NMP i św. Wojciecha w Trzemesznie. Z tą książką dziecko nie będzie biernym uczestnikiem kolejnych wycieczek krajoznawczych i rodzinnych wizyt w muzeach, a raczej stanie się ich przewodnikiem.

Bolesław przyjął go tak zaszczytnie i okazale, jak wypadało przyjąć króla, imperatora rzymskiego i tak wielkiego gościa. [...] Zważywszy na jego chwałę i potęgę i bogactwa, cesarz rzymski zawołał w podziwie: Na koronę mego cesarstwa, to co widzę, większe jest, niż wieści niosły!... Nie uchodzi to, by takiego i tak wielkiego męża księciem nazwać lub komesem... lecz wypada chlubnie wynieść go na tron królewski i wywyższyć koroną!
Gall Anonim, 1. połowa XII w.

Dwie kolejne odsłony serii: "Życie w grodzie" oraz "Na dworze króla", mają ogólniejszy charakter i obok danych historycznych prezentują informacje z zakresu antropologii czy etnografii, a także, jak w tomie drugim, sztuki. Mały adept słowianoznawstwa może przeczytać (i zobaczyć) między innymi jak zbudowany był piastowski gród, kto i jak w nim żył i pracował, co jedli, w co wierzyli i jak dbali o higienę mieszkańcy grodu, czym zajmowały się dzieci, jak przebiegały handel, łowiectwo czy zbieractwo. Zeszyt poświęcony życiu dworskiemu zawiera przede wszystkim opisy zwyczajów, sytuacji oraz konkretnych zdarzeń historycznych charakterystycznych dla tego okresu i środowiska: mszy, chrztu (na przykładzie tego, który przyjął Mieszko 14 kwietnia 966 roku), Zjazdu Gnieźnieńskiego, biesiad, sprawowania władzy, małżeństw dynastycznych, koronacji. Omówione zostały przedmioty, miejsca i zawody kluczowe dla powyższych zagadnień. Również w zeszycie trzecim i czwartym autor poleca odwiedzić konkretne (wymieniane już w pierwszym tomie) muzea, a kolorowe ikonki precyzują, gdzie zobaczyć można dany lub analogiczny eksponat.
Wysoki poziom merytoryczny serii "Tu powstała Polska. Kultura Piastów dla dzieci", czytelność, estetyczność i odpowiednie rozplanowanie poszczególnych zeszytów oraz spójność całości powodują, że uważam ten cykl za jedną z najcenniejszych perełek minionego roku wydawniczego w Polsce. Niech maluchy przeglądają ilustracje, starszaki pakują te cztery lekkie książeczki do wakacyjnego plecaka lub tornistra zabieranego na lekcje muzealne, a uczniowie młodszych klas szkoły podstawowej uczą się z nich czytać – litery (duże!) i historię Polski.

Bożena Itoya

Jarosław Gryguć (tekst i ilustracje), seria Tu powstała Polska. Kultura Piastów dla dzieci: 1. Czasy wojów i rycerzy, 2. Jak budowano kościoły i pałace?, 3. Życie w grodzie, 4. Na dworze króla, Media Rodzina, Poznań 2015.