cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Kłos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Kłos. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Michał i 38


Lubicie czytać o swojej okolicy? Ja – bardzo, ale też wiele razy widziałam, jaka to frajda dla mojego syna, gdy na kartach książki rozpoznaje znajome miejsca, obiekty czy fakty (zwłaszcza, jeśli nie chodzi tylko o Pałac Kultury czy Zamek Królewski, bo mieszkamy w Warszawie, często identyfikowanej tylko z tymi budowlami). Literatura jest świetnym zwierciadłem prawdziwego świata, potrafi zwrócić naszą uwagę na szczegóły, których nie dostrzegaliśmy własnymi oczami, oczywiście o ile jest dziełem dobrego pisarza, który oprócz realnej scenografii zadba o wiarygodne postacie i wciągającą fabułę. Niby taki prosty przepis, ale rzadko bywa realizowany do końca lub bez przedobrzenia, wszak w książkach dla dzieci roi się od literackich zakalców i przypaleń. Tym bardziej delektowaliśmy się czytelniczym smakołykiem, który przygotował ostatnio Rafał Witek (ze wsparciem wydawnictwa Literatura i ilustratorki Joanny Kłos). To z pewnością najlepsza historia rozgrywająca się w Warszawie, o Warszawie i warszawiakach, jaką czytaliśmy w tym roku. Jest wiele innych punktów widzenia, które można przyjąć omawiając tę pozycję, na pewno nie wyczerpię wszystkich, ale spróbuję wspomnieć choć o kilku.
Bohaterowie najnowszej książki Rafała Witka zostali określeni w jej tytule: "Michał i 38". Chłopiec ma osiem lat i przezwisko Ryba, bo niemal się nie odzywa. Lubi milczeć jak każdy (wielce!) nieśmiały człowiek. 38 jest liczbą przystanków, które przebywa (w dwie strony) warszawskimi tramwajami i metrem, by dotrzeć na próbę chóru, do którego poza Michałem należy 38 dziewcząt. W zespole znalazła się i Marianka, starsza o trzy lata siostra Michała. Właśnie bratersko-siostrzane relacje podane bez lukru były pierwszym elementem świata przedstawionego, który ujął mnie w tej książce i do niej przekonał.

Przestańcie paplać! – syknąłem w końcu. – Jak Ewa będzie chciała, to sama wam powie, o co chodzi.
O, znalazł się pan obrońca! – zaszczebiotała Alicja.
No właśnie, Michał, może ty ją pocieszysz? – zaproponowała złośliwie moja niezastąpiona siostra Marianka. – W końcu jesteś jedynym chłopakiem...
Spojrzałem na nią nienawistnie i spróbowałem zapaść się pod ziemię. Niestety, nie udało mi się. Wciąż stałem na korytarzu, otoczony przez zaciekawione chórzystki.
Michał, spróbuj!
Pogadaj z nią. Może tobie powie!
No, nie wstydź się!
To było okropne! Teraz wszystkie na mnie patrzyły i wszystkie coś do mnie mówiły. Po co ja się w ogóle odzywałem?
Chciało mi się płakać i uciekać stamtąd jak najdalej. Ale żeby opuścić Loch Kultury, musiałbym się przeciskać wśród wszystkich chórzystek. Nie widząc innego wyjścia, usiadłem na schodach obok posępnej Ewy.
Oczywiście nie zamierzałem się do niej odzywać ani jej pocieszać. Po prostu chciałem tam siedzieć, żeby mieć święty spokój.
Siedzieliśmy więc w milczeniu aż do rozpoczęcia próby. A kiedy pojawiła się pani Karolina i zawołała wszystkich do sali, Ewa nagle spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
Dziękuję – powiedziała.
Za co? – wydukałem.

"Michał i 38" to publikacja wyróżniająca się ciekawym obrazem grupy artystycznej i w ogóle rówieśniczej, opisem jej integracji, a także silnego, empatycznego i dyskretnego dorosłego przywódcy, trenera, autorytetu, którego dzieci tak często szukają poza domem. Między wierszami książki Rafała Witka można wyczytać odpowiedź na dręczącą wielu rodziców kwestię, czemu to nie oni stają się wzorem własnego dorastającego syna (to częściej) albo córki, jak to jest, że obcy człowiek lepiej od nas rozumie nasze dziecko i wpływa na nie.
Zajęcia dodatkowe ukazane zostały zarówno jako ambicja rodzica, jak i rzeczywista pasja dziecka. Autor świetnie sportretował zmienność zainteresowań młodszej młodzieży i jej szybkie dojrzewanie. Mariankę niby chce chodzić na chór, ale do zespołu zapisuje ją mama i to głównie ona słucha w domu dziecięcych piosenek (po włosku... domownicy nazywają twórczość Piccolo Coro dell' Antoniano "włoszczyzną"). Michał zgłasza się do chóru, mimo że będzie pierwszym i jedynym chłopcem, bo chce podróżować tramwajami oraz metrem. Mama jest w siódmym niebie, pomaga w organizacji prób i występów, angażuje się w życie chóru "pełną parą". Co dalej? Czy to aby nie zmierza w kierunku rodzinnego konfliktu pragnień – rodzicielskich z dziecięcymi? Rozwiązania oczywiście nie zdradzę, mogę za to przywołać budujący fragment książki.

Byłem ciekawy dźwięku, jaki wydają moje australijskie pałeczki. Zacząłem nimi uderzać jedną o drugą. Dźwięk się zmieniał w zależności od siły i miejsca uderzenia. Może to dlatego, że pałeczki na jednym końcu były cieńsze, a na drugim grubsze i bardziej zaokrąglone. W dodatku pokrywały je tajemnicze wzory, które przypominały rzekę albo piaskowe wydmy. Te wzory były wypalone bezpośrednio na drewnie. Podobno Aborygeni właśnie tak ozdabiają swoje instrumenty, naczynia, a nawet skały. Wiedziałem to, bo oglądałem kiedyś książkę o najdłuższej australijskiej linii kolejowej i tam były różne informacje dotyczące miejscowości, przez które ta linia biegnie.
Michał, świetnie trzymasz rytm! – Pochwała pani Karoliny wyrwała mnie z zamyślenia. – Teraz dołączają bębenki! I kołatki! I trójkąty!
Po chwili cała sala prób trzęsła się od naszego dzwonienia, bębnienia, grzechotania i dudnienia. Czułem się jak dyrygent orkiestry, bo wszyscy dostosowywali się do rytmu, który podawałem. A najlepsze było to, że wreszcie nic nie musiałem mówić. Pałeczki timpi mówiły za mnie.

Wśród najnowszych książek z chłopięcymi bohaterami rzadko zdarzają się takie jak ta, dominują raczej publikacje o małych strongmenach miewających fantastyczne przygody i przechodzących jaskrawą, łopatologicznie pokazywaną przemianę. Tu mamy małego szaraczka, co podkreślają też ilustracje Joanny Kłos. Przebojowość Michała nie sprowadza się do podboju świata, polega po prostu na śpiewaniu przebojów chóru dziecięcego. Ten bohater jest rodzynkiem nie tylko w chórze, ale też we współczesnej literaturze dla dzieci. Polska książka nieczęsto pochyla się nad wrażliwymi, cichymi chłopcami w wieku około 7-10 lat, a podobni im czytelnicy potrzebują wsparcia, by nie zgasł ich olbrzymi potencjał, żeby nie został okiełznany ocean tkwiących w nich możliwości, aby nie wkomponowali się w tłum jednakowych młodzieńców z alergią na robienie czegokolwiek nietypowego (zwłaszcza w opinii "kolegów" z klasy), co może zostać uznane za niemęskie. W "Michale i 38" presję środowiska rówieśniczego (niewyobrażalną dla osób niemających styczności z tym zjawiskiem) i dążenie do ujednolicenia reprezentuje Koza, jedyny dobry znajomy Michała. Starcie z Kozą to prawdopodobnie najpoważniejsza batalia naszego bohatera, stoczy ją z pomocą pani Karoliny i koleżanek z chóru, ale zwycięstwo będzie należało przede wszystkim do samego Michała.
W historii opowiedzianej przez Rafała Witka są też inne momenty zwrotne, doniosłe mimo pozornej powszedniości. Ta książka jest ważnym głosem brzmiącym w imieniu dzieci, by każdy rodzic, dziadek czy nauczyciel mógł zrozumieć, co myślą, jak się czują te nieśmiałe, niczym się niewyróżniające, jak łatwo i bez namysłu dorośli im szkodzą, pogłębiają ich problemy swoimi naciskami. Tu dostrzeżemy, dlaczego należy słuchać, a nie tylko pytać i prawić morały. "Michał i 38" jest dla mnie opowieścią o samodzielności dziecka, której uczy się rodzic.

Ale ja naprawdę chcę chodzić! powtórzyłem.
Tak? – uśmiechnęła się złośliwie Marianka. – A mnie się wydawało, że zależy ci tylko na jeżdżeniu metrem i tramwajem!
Mama złapała się za głowę.
Że też sama na to nie wpadłam! – jęknęła i spojrzała na mnie z wyrzutem. – Oczywiście! Teraz już rozumiem, skąd ten twój nagły zapał do śpiewania! A ja się łudziłam, myślałam...
To wcale nie tak! – zdenerwowałem się. – To znaczy... na metrze i tramwajach też mi zależy, ale nie tylko!
W takim razie proszę... – powiedziała chłodnym głosem mama. – Wyjaśnij, dlaczego chcesz chodzić na chór.
Pomyślałem, że to nie w porządku, żebym musiał tłumaczyć się z takich rzeczy. Czasami przecież jest tak, że człowiek coś czuje albo czegoś chce, ale nie potrafi tego wytłumaczyć słowami. Pani Karolina uważa, że dlatego właśnie niektórzy ludzie komponują muzykę.
Dlaczego chcę chodzić na chór? – dudniło mi w głowie. – Dlaczego?
Bo tam... bo tam przynajmniej ktoś mnie słucha! – wybuchłem. – Nawet wtedy, gdy nic nie mówię! A jak ci się nie chce ze mną jeździć, to będę jeździł sam. Jestem duży i znam na pamięć cały rozkład tramwajów! I metra też!

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autor pisze o muzyce i muzykowaniu: bez nadęcia, z polotem i uczuciem. Celny opis pasji nie ogranicza się w tej książce do śpiewania. Rafał Witek napomyka też o innym, na pewnym etapie życia dużo popularniejszym hobby. Miłość młodych ludzi do środków komunikacji, zwłaszcza pojazdów szynowych, wycieczki na stacje i końcowe przystanki, kolekcjonowanie biletów, początki zainteresowania modelarstwem – znają to wszystko zwłaszcza rodziny mieszkające w większych miastach. Również ilustratorka dobrze czuje ducha "szynofilii", łącząc dwie pasje Michała w cudownej ilustracji okładkowej, na której charakterystyczny warszawski tramwaj jedzie po torach pięciolinii. To zrozumienie dla spraw dzieci, przejawiane przez oboje twórców, jest kluczem (niekoniecznie wiolinowym) do sukcesu "Michała i 38" w naszej czytelniczej rodzinie, a także, mam nadzieję, szerszego, ogólnopolskiego, a może międzynarodowego powodzenia książki. Przecież na całym świecie mieszkają młodzi ludzie tacy jak Michał i jego koleżanki oraz działają chóry podobne do Mille Voci czy Piccolo Coro dell' Antoniano.
Zazwyczaj uważa się, że bohater książki dla dzieci powinien być w wieku czytelnika lub odrobinę od niego starszy, by odbiorca mógł wczuć się w przygody protagonisty, zidentyfikować z nim. W przypadku "Michała i 38" zasada ta się nie sprawdza, bo nawet chłopiec starszy od Michała o cztery lata dał się wciągnąć, ponieść lekturze i był bardzo usatysfakcjonowany wszystkimi pointami wieńczącymi rozdziały. Publikacja jest pełna wesołych, ciepłych ilustracji, co gwarantuje, że lektura przyciągnie również młodsze dzieci. Treść i oprawa graficzna znajdą uznanie u wyjątkowo szerokiego grona czytelników, w wieku mniej więcej 6-13 lat, tu przerwa, a potem 25+, już bez górnej granicy. Wszyscy dorośli, pracujący lub przebywający na co dzień (i od święta, choćby w przypadku dziadków) z dziećmi, wiele skorzystają obcując z książką Rafała Witka, który tak naturalnie kontynuuje pisarskie, pedagogiczne i moralne dzieło Janusza Korczaka. "Michał i 38" sprawdzi się jako punkt wyjścia do rodzinnych, międzypokoleniowych rozmów, lektura szkolna (nie tylko na lekcjach języka polskiego, także w ramach zajęć z wychowawcą czy pedagogiem), podstawa scenariusza teatralnego lub filmowego czy wreszcie impuls do stawienia się na najbliższej próbie dowolnego chóru.

Bożena Itoya

Rafał Witek, Michał i 38, zilustrowała Joanna Kłos, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2018.

środa, 5 lipca 2017

Czarownice są wśród nas


Zawsze czekam z niecierpliwością na kolejną odsłonę serii "Polscy pisarze dzieciom", konsekwentnie, od wielu lat prowadzoną przez wydawnictwo Literatura. Zbiory opowiadań zawierające za każdym razem ponad 10 tekstów różnych autorów dają pewien obraz współczesnej polskiej literatury dla dzieci, można bowiem poznać indywidualny styl pisarzy, leitmotivy ich twórczości lub przynajmniej zaobserwować, na jakie sposoby wywiążą się ze wspólnego zadania. Tym razem Joanna Papuzińska, Zuzanna Orlińska, Liliana Bardijewska, Beata Ostrowicka, Grzegorz Kasdepke, Paweł Wakuła, Agnieszka Urbańska, Katarzyna Wasilkowska, Renata Piątkowska, Joanna Wachowiak, Kalina Jerzykowska, Katarzyna Ziemnicka oraz Marcin Brykczyński mieli napisać o czarownicach i uprawianiu magii w codziennym życiu współczesnych dzieci, stąd tom zatytułowano "Czarownice są wśród nas".
Katarzyna Wasilkowska wprowadziła magię do świata bohaterów znanych z powieści "Jowanka i gang spod Gilotyny". Był to pomysł bardzo ciekawy i satysfakcjonujący dla nas, wielbicieli literackiego debiutu tej autorki, czyli dopracowanej pod każdym względem "obyczajowej przygodówki", w której wyróżniona została między innymi rola samotnego ojca i relacja dziecka z dziadkiem. W opowiadaniu "Wiedźmka i mag", opublikowanym w zbiorze"Czarownice są wśród nas", poznajemy lepiej jednego z dziecięcych, a właściwie już młodzieżowych, bohaterów "Jowanki" – Wawrzyńca, a także jego młodsze rodzeństwo, przedszkolaków Zuzkę i Patysia. To maluchy wchodzą w rolę czarodziejów, zabiegając o magiczną metamorfozę starszego brata, jak dotychczas przykro doświadczanego przez dojrzewanie, pozbawionego pewności siebie, a przypuszczalnie także samoświadomości i tożsamości. Działania spółki wiedźmka&mag są łobuzerskie i zarazem urocze, a problemy Wawrzka do bólu prawdziwe. Autorce udało się dokonać czegoś, co dotąd wydawało mi się niemożliwe: w jednym tekście połączyła utwór literacki dla najmłodszych i najstarszych uczniów szkoły podstawowej. Ci pierwsi będą się identyfikować z brojącymi kombinatorami, a drudzy z dorastająca "ofiarą" czarów. Opowiadanie jest wciągające, zabawne ze względu na "magię" i równocześnie poważne, bo dojrzewającemu nastolatkowi jego stan zawsze wydaje się dramatem. Tekst został napisany lekko, z dużym wyczuciem literackim i rodzicielskim. Wszystko to sprawia, że uważam "Wiedźmkę i maga" za jedno z najlepszych opowiadań w tomie "Czarownice są wśród nas".
Palmę pierwszeństwa przyznaję jednak Zuzannie Orlińskiej, która w opowiadaniu "Czarodziej Złota Rączka" wywraca wszystko do góry nogami, zamieniając to, co zwyczajne z magią, igrając z przyzwyczajeniami i oczekiwaniami czytelników.

Lubiłem warsztat dziadka. Znajdowało się tu mnóstwo niezwykłych narzędzi, dłutek, pilników i wiertarek, pełno tajemniczych tubek, słoiczków, buteleczek. Pachniało mocno jakimiś wyziewami, od których czasem kręciło się w głowie. Na półkach nad stołem leżały różne zapasowe części ciała: stopy, ramiona, dłonie. Niektóre, misternie wykończone, wyglądały jak żywe, inne, z wiadomych tylko sobie względów, dziadek porzucił w trakcie roboty lub zostawił na potem. Niedopracowane czekały na swój moment.
Wyżej, zamknięci w czystych sześcianach, drzemali ludzie stworzeni wcześniej. Ci byli już całkiem gotowi: mieli włosy, szeroko otwarte szkliste oczy, ubrania. Czekali tylko na jedna decyzję, na słowo, które ich ożywi.
/Zuzanna Orlińska, Czarodziej Złota Rączka/

Dziadek-demiurg jest według bohatera (Jędrusia) jednym z całkiem zwyczajnych mieszkańców ulicy Czarodziejskiej, zdaniem chłopca niesłusznie noszącej taką nazwę. Cóż bowiem dziwnego w majsterkowiczu składającym i ożywiającym istoty ludzkie? Mama też jest typowa, zabiegana jak każda inna, nic specjalnego.

Mama akurat dzisiaj podróżowała w czasie. Domyśliłem się tego od razu, gdy tylko zobaczyłem te blade, smutne ziemniaczki na dnie garnka z zimną wodą. Musiała je obrać, kiedy wróciła na chwilę do naszego świata, ale że spieszyło jej się w dalszą drogę, nawet nie zdążyła włączyć palnika.
Po cichutku uchyliłem drzwi pokoiku, w którym pracowała. Tak jak się spodziewałem. Nie było jej tam. To znaczy – spoza stosów książek, rozłożonych na biurku, dostrzegłem jej nieruchomy profil oblany srebrzystą, mżącą poświatą, ale to było tylko jej ciało, które zawsze zostawiała na miejscu.
/Zuzanna Orlińska, Czarodziej Złota Rączka/

Kiedy już myślimy, że poznaliśmy całą możliwą magię tkwiącą w tym (czy tamtym?) świecie, dzieje się coś niespodziewanego i dla bohaterów straszliwego, a do akcji wkracza tytułowa Złota Rączka, czyli pan Janusz. Dla Jędrusia czary dopiero się zaczynają.
Opowiadanie "Kocie sztuczki" Liliany Bardijewskiej urzeknie właścicieli i wielbicieli kotów, zwłaszcza tych czarnych. To historia jednego z literackich kuzynów Mikołajka, który próbuje wprowadzić w życie pewien magiczny plan. Scenerią przygody stają się kocia piwnica (w bloku) i miejskie boisko, akcja prowadzona jest po mistrzowsku i czytając czujemy się jak widzowie kinowi lub teatralni. Wyobraźnia działa, autorka wciąga nas w opowieść do tego stopnia, że marzymy o pogłaskaniu pomiaukujących bohaterów.
Ciekawe wydało się nam również opowiadanie "Ciotka Jaga" Pawła Wakuły, w którym, podobnie jak w kilku innych utworach tego pisarza (seria książek o leśniczym Piątku z Doliny Bagiennej Trawy), do głosu – dosłownie – dochodzą nasze rodzime, legendarne straszydła. Tajemnicze talizmany, chatka poza zasięgiem (telefonów, elektryczności, cywilizacji i może nawet czasu), tytułowa ciotka, od której stronią miejscowi, bo ponoć jest czarownicą, pożeracze dzieci, zapętlona przestrzeń, do tego masa przesądów – takie elementy świata przedstawionego sprawiają, że aż strach się bać.

Zakopałem się pod kołdrą i czekałem. Przyszli szybciej, niż się tego spodziewałem. Usłyszałem skrobanie do drzwi i czyjś natrętny, oślizgły głos spytał:
Jesteś tam, Tymoteuszu?
Nic nie odpowiedziałem, zakryłem głowę kołdrą i czekałem.
Grubasku, otwórz nam! – zamlaskał ktoś pod drzwiami. – Przecież wiemy, że tam jesteś! Zrobiliśmy wszystko, żebyś przyjechał do nas i został zupełnie sam tej nocy! Nie wymkniesz się!
/Paweł Wakuła, Ciotka Jaga/

Bardzo osobiście odebrałam "Druhnę ciotunię" Joanny Papuzińskiej, ponieważ miałam szczęście spotkać własną cudowną "ciocię" w szkole średniej. To niepozorne opowiadanie zawiera dawkę prawdziwych czarów, bo młody człowiek znajdując w szkole dorosłego przyjaciela czuje się właśnie tak, jakby to była bajka, magia, cud. Bohaterowie "Druhny ciotuni" przeżywają dodatkowo pokręcone (naprawdę!) przygody, których pozazdrości im każdy znudzony bywalec zajęć pozalekcyjnych. Joanna Papuzińska po raz kolejny dowiodła, że jest wielką indywidualnością i mistrzynią polskiej literatury dla dzieci.
W zbiorze "Czarownice są wśród nas" znalazło się więcej interesujących opowiadań, jak choćby zamykający tom "Punkt spełniania marzeń" Marcina Brykczyńskiego, utwór prosty, ale przewrotny i nietypowo odnoszący się do zagadnienia przemocy w szkole. Są również teksty, które znamy z wcześniejszych wydań: świetna "Zwodnicza mapa" Joanny Wachowiak (wcześniej jako rozdział "Baby Blagi", książki recenzowanej przez nas w listopadzie 2016 r.) oraz "Magia w kolorze lilaróż" Grzegorza Kasdepke – opowiadanie najkrótsze, ale w pewnym sensie dominujące, bo do jego tytułu nawiązuje kolorystyka całego zbioru.
Warto przyjrzeć się dokładnie ilustracjom Joanny Kłos, po raz pierwszy zdobiącym serię "Polscy pisarze dzieciom" (i jakąkolwiek książkę wydawnictwa Literatura). Ilustratorka wykorzystała tylko trzy barwy: czerń, biel i najbardziej zauważalny kolor lawendowo-liliowy. Takie zestawienie było świetnym wyborem, bo czyni szatę graficzną wyjątkową, zarazem niepokojąco-intrygującą i wesołą. Charakterystyczne twarze wywołują uśmiech i skojarzenia z literaturą skandynawską, jakimiś skrzatami czy innymi trollami. W ilustracjach z tomu "Czarownice są wśród nas" można też dostrzec niewielkie inspiracje komiksowe, przy czym nie chodzi o konkretnych twórców, ale ogólnie o formę wyrazu. Szczególnie spodobały się nam rysunki towarzyszące opowiadaniom Joanny Papuzińskiej, Zuzanny Orlińskiej, Pawła Wakuły, Katarzyny Wasilkowskiej oraz Joanny Wachowiak, ponieważ są najdowcipniejsze, najbardziej dynamiczne, zróżnicowane, zaskakujące i najodważniejsze. Właściwie bardzo podobnie oceniam ilustracje do utworów Kaliny Jerzykowskiej, Katarzyny Ziemnickiej i Marcina Brykczyńskiego, zatem wśród tekstów, których oprawa plastyczna nas oczarowała, wymieniłam aż 8 z 13 opowiadań. Trudno się temu dziwić, skoro sukienka druhny ciotuni jest tak wzorzysta, jej stopy tak wielkie, zaklęcia zakręcone, podopieczni zakrzywiają przestrzeń (i drzwi), "niemagiczna" ulica Czarodziejska (czarodzieja Złotej Rączki) tak umiejętnie żongluje perspektywami i cieniami, do jej mieszkańców zaliczają się tak fascynujące sztuczne osoby, a na dodatek światło gaśnie na całe dwie strony. Udane nocne (i inne) obrazki zastaliśmy też w opowiadaniach "Ciotka Jaga" oraz "Wiedźmka i mag", w którym rozśmieszył nas również Wawrzyniec rosnący tak szybko, ze przestał się mieścić w książce. Przerastający oczekiwania bohaterowie zdarzają się zresztą w tym tomie częściej, począwszy od druhny ciotuni na pierwszej stronie pierwszego opowiadania. Swoje wyjątkowe portrety zyskały również zwierzęta, na które warto zwrócić uwagę zwłaszcza w "Zwodniczej mapie" i "Kocich sztuczkach".
Tak zróżnicowany tematycznie zbiór krótkich form prozatorskich zasługuje na uwagę rodziców i dzieci, a także na obecność na ich półkach. Wszystkie opowiadania mają dobrą atmosferę i optymistyczny wydźwięk, a po ich lekturze czytelnik zacznie się uważniej przyglądać swojej rodzinie, sąsiadom oraz innym osobom z najbliższego otoczenia, w poszukiwaniu magii, takiej codziennej i tej nadprzyrodzonej.
Bożena Itoya

Czarownice są wśród nas, różni autorzy, zilustrowała Joanna Kłos, seria Polscy pisarze dzieciom, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2017.