cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Papuzińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Papuzińska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 grudnia 2020

Zbuntowane słowa

 Joanna Papuzińska była nam już znana jako świetna nauczycielka historii, ale w "Zbuntowanych słowach" osiągnęła mistrzostwo. Książka należąca do popularnej serii "Wojny dorosłych ‒ historie dzieci" wydawnictwa Literatura tłumaczy to, co ważne, a czego dzieci urodzone bliżej drugiego dziesięciolecia XXI wieku często zupełnie nie są świadome: jak wyglądała codzienność ich dziadków i malutkich rodziców w latach osiemdziesiątych XX wieku oraz jak na każdą chwilę tej codzienności wpływała polityka, dziś będąca historią. Wszystko to brzmi dumnie, ale Joanna Papuzińska pisze tak, że chce się czytać i słuchać, a nie narzekać na nudę. A osiąga ten literacki sukces nie korzystając z bardzo dziś modnego w książkach dla dzieci motywu podróży w czasie. Pisarka sięga bowiem po starą dobrą narrację ‒ relację parareporterską bohatera będącego rówieśnikiem czytelnika. Zamiast wehikułu proponuje zaś rodzinny, sfatygowany fotel do czytania.

Więc żeby dobrze się przenieść do tych czasów, o których będę mówić, trzeba wiedzieć, co wtedy było, a czego nie było (więcej nie było, niż było).

Nie było właśnie telefonów komórkowych ani internetu, ani dronów, ani innych cudów techniki. Komputery były jeszcze w wieku niemowlęcym, ale w przeciwieństwie do niemowląt, które sa małe i dopiero potem rosną ‒ były wielkie jak dwie szafy (co najmniej) i dopiero potem się zmniejszyły.

Temu lekkiemu, niewydumanemu wstępowi towarzyszy pierwsza (poza okładką i wyklejką) ilustracja Sylwii Szerszeń. Szata graficzna "Zbuntowanych słów" odpowiada ich treści 1:1. Zgadza się kolorystyka, styl, pewien humor, czyli ogólnie tak zwany "klimat". A atmosfera jest iście punkowa, bo rzecz to o historii polskiego undergoundu. Czytelnik dowiaduje się, czym była "bibuła", "podziemie", jak bardzo zakazane mogły być książki i drukarnie. Więcej o powielaczach, przepisywaniu na maszynie, niezależnych drukach powstających z użyciem... pralek, nielegalnym teatrze oraz "ulotkarstwie" przeczytacie w posłowiu, które stanowi właściwie niezależną, bardzo cenną jedną trzecią część tej książki. Powinno być przytaczane w szkołach, domach i na podwórkach, bo ma wielki potencjał edukacyjny. Działania opisywane przez Joannę Papuzińską mogą wzbudzić respekt współczesnych młodych anarchistów, ale też zwyczajnych buntowników, copywriterów specjalizujących się w kartonowych transparentach czy wlepkarzy.

Gdy krzyknęli wielkim głosem:

Dość już kłamstwa! Dość już biedy! ‒

To przebrzydły smok w swym zamku

z przerażenia zadrżał wtedy.

Wysłał przeto generała,

co był, biedak, bardzo brzydki,

a tchórzliwy tak, że stale

drżały mu ze strachu łydki.

Bał się smoka, bał Polaków,

bał się nawet słońca blasku,

toteż nosił okulary

czarne ‒ jak na tym obrazku.

Ten generał zebrał wojsko,

czołgi, działa oraz ZOMO,

które ma ogromne pałki,

no a po co? ‒ to wiadomo!

Napadł on na "Solidarność"

pod osłoną nocy cienia

i najlepszych synów Polski

pozamykał do więzienia.

Drugim segmentem "Zbuntowanych słów", wplecionym w opowiadanie tuż przed jego zakończeniem, jest przedruk z "Okienka. Niezależnego pisma dla dzieci" (Wydawnictwo Społeczne kos, 1987), ówczesny zin: "Bajka o smoku niewawelskim napisana bez wiedzy i zgody K.M." (czyli Kornela Makuszyńskiego). W parakomiksie będącym krzywym zwierciadłem twórczości pana od Koziołka Matołka roi się od odniesień do ówczesnych polityków i sytuacji społecznej, a tym samym widać, jak poważnie traktowano w latach 80. dzieci, ich możliwości zrozumienia komunistycznej paranoi i naśmiewania się z niej. W sumie, podobnie jak dziś, łatwo się przyczepić do takich publikacji jako atrakcyjnych bardziej dla dorosłych niż dzieci. Cóż, widać zawsze istniały z jednej strony literatura (i ilustracja) ugładzona, bezpieczna, a z drugiej zadziorna, niekoniecznie przystępna dla każdego kilkulatka albo młodszego nastolatka. Z takiej właśnie tradycji wywodzi się dzisiejsza polska książka dla dzieci, o której Joanna Papuzińska wie i pokazuje swoją pracą najwięcej. Z dystansem godnym największego podziwu, bo przecież pani profesor bawiąc się "komiksami" Kornela Makuszyńskiego równocześnie odpowiada za ustanowienie nagrody literackiej jego imienia (http://mbp-oswiecim.pl/o-bibliotece/nagroda-literacka/), najważniejszego wyróżnienia dla polskich pisarzy dziecięcych. Natomiast sam pomysł prezentacji tak unikatowego i atrakcyjnego dla młodzieży źródła historycznego, jakim jest "Bajka o smoku niewawelskim...", jego omówienia w tekście literackim i komentarzu historycznym zasługuje na wszelkie medale i mam nadzieję, że książka "Zbuntowane słowa" będzie wychowywać kolejne pokolenia zbuntowanych z powodem (i powodzeniem).

Bożena Itoya

Joanna Papuzińska, Zbuntowane słowa, okładka i ilustracje: Sylwia Szerszeń, seria Wojny dorosłych ‒ historie dzieci, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2019.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Bajczary i czarbaje


Ta książka oczarowała nas bajkami. Dzięki niej wróciliśmy do początków wspólnego czytania w naszym domu, do dawnych form literackich i tamtej atmosfery sprzed ponad dziesięciu lat, ale też dotknęliśmy źródeł literatury dziecięcej w ogóle. Nasza lektura "Bajczarów i czarbai" (wyd. Literatura) zbiegła się w czasie z premierą książki "Powstawanie tożsamości narodowych. Europa w wiekach XVIII-XIX" (wyd. Volumen), w którym to opracowaniu autorka (Anne-Marie Thiesse) poświęca wiele uwagi początkom zbierania baśni w Europie. Pięknie współgrają ze sobą te dwie publikacje, bo, jak pisze we wstępie do "Bajczarów" ich autorka, Joanna Papuzińska: "Jeśli ktoś uważa, że na świecie nie ma już bajarek ani bajarzy, nie do końca ma rację. Otóż istnieją, tylko są trochę inni niż ci dawniejsi i trzeba umieć ich szukać. Potrafi to robić mój syn, Antoni". Zwięzła, rzeczowa, ale też nieco poetycka przedmowa informuje o projekcie, polegającym na zapisie audio i publikacji w internecie opowieści współczesnych bajarzy polskich, a także o zupełnie osobnym pomyśle literackiego opracowania nagrań i ich wydrukowania. Inicjatywa Joanny Papuzińskiej okazała się według mnie ideą genialną, bo nie dość, że upowszechnia badania, o których mało kto wie, to jeszcze zaowocowała świetnymi, świeżymi i tradycyjnymi zarazem bajkami dla współczesnych dzieci. Są to krótkie, proste utwory literackie na wysokim poziomie, kolorowo i nastrojowo zilustrowane przez młodą artystkę, Annę Łazowską, znakomicie partnerującą królowej polskiej książki dla dzieci. Treść, forma i zespół twórców tej publikacji łączą pokolenia, na pewno taki sam scalający efekt odniesie ona w czytających rodzinach.
Anna Łazowska przygotowała na potrzeby "Bajczarów i czarbai" jedną z najładniejszych okładek, jakie widziałam w mijającym roku. Jest to kompilacja postaci i wątków występujących we wszystkich dwunastu bajkach, pokazująca i wiry, i spokojniejsze fragmenty akcji. Silna reprezentacja ciemniejszych barw oddaje atmosferę wieczornych czy zimowych opowieści przy ognisku, bo przecież właśnie w takich okolicznościach powstawały i trwały ludowe bajki. Artystka wczuwa się w klimat książki już od pierwszych stron, czego dowodzą dyskretne, śliczne akcenty graficzne towarzyszące wprowadzeniu i wstępnemu wierszykowi. Te drobiazgi należą do moich ulubionych ilustracji w "Bajczarach". Później dominują całostronicowe obrazy, po jednym przy każdej bajce, portretujące głównego bohatera i kluczowy moment jego przygód – mamy tu pełne sceny z tłem, często całym pejzażem. Oprócz tych bajkowych pocztówek, utworom towarzyszy więcej grafik, mniejszych, wplatanych w tekst. Zbiorek Joanny Papuzińskiej okazał się książką ilustrowaną tak bogato, jak mało która współczesna pozycja literacka dla młodych.
Konstrukcja publikacji jest dobrze pomyślana i spójna, przy czy nawiązuje do ulubionych książek z dzieciństwa dzisiejszych rodziców, dziadków, a nawet pradziadków. Bajki zawsze rozpoczynają się tytułem, jednozdaniowym, powiększonym tekstem wprowadzającym i wspomnianą pocztówkową ilustracją. Autorzy wybrali dla nas historię kobiety, która zyskując skarb straciła większe bogactwo – syna, dalej bajki: o dziewczynie, która niedoceniana przez macochę, idzie na służbę do surowego pana mieszkającego w bogatej komnacie ukrytej w studni; o fragmencie Księżyca, który spadł na Ziemię, stał się jajem, pisklęciem i podopiecznym pani Heli; o figurze świętego Jana, radzącego w sprawach urody. Znalazła się w "Bajczarach" również opowieść o matce, która leczyła padaczkę ukochanej córki według rady "dziwnej jakiejś kobiety, jakby Cyganki czy wróżki": popiołem uzyskanym po spaleniu fragmentu obrusa z ołtarza miejscowego kościoła. Są i zabawne perypetie chłopca rozumiejącego śpiew ptaków, wzruszająco-bohaterska bajka "O niedźwiedziu królewiczu", budująca opowieść o wdzięczności drzew, ciekawe historie o wędrującym między ludźmi Jezusie i o kościelnym dzwonie, a nawet o pozyskiwaniu ognia od smoka w zimną, niewdzięczną dla pasterza noc. Zwyczajowe bajania o mitycznych istotach mieszają się tu zatem z ludową religijnością, dając mieszkankę jak najbardziej naturalną dla polskiej (czy ogólnie słowiańskiej) bajki. Książkę czyta się bardzo dobrze, ba, najlepiej! Po jej skończeniu żałowaliśmy, że nie ma żadnej kontynuacji, drugiego, trzeciego, czwartego tomu. Choć właściwie "Bajczary" nie całkiem się skończyły, bo wpłynęły na nas długotrwale: przełamały pewien zastój w naszym rodzinnym czytaniu na głos, teraz znowu połykamy książki jedna za drugą.
Książka Joanny Papuzińskiej, Antoniego Beksiaka i Anny Łazowskiej sprawi przyjemność miłośnikom starannego języka, sztuki opowiadania, etnografii, nowej polskiej ilustracji, ciekawych rozwiązań kolorystycznych i po prostu ładnych publikacji. Moją uwagę zwróciła też praktyczna strona użytkowania tego tomiku. Wyraźna, duża czcionka i "światło" między wierszami zachęcą do samodzielnego czytania najmłodszych uczniów, sprawią też radość starszym osobom, które chcą poczytać wnukom – wszak sami seniorzy chętnie korzystają z serii "Duże litery", prowadzonych przez niektóre wydawnictwa dla dorosłych. "Bajczary" sprawdzą się jako piękna pierwsza książka lub nagroda za cokolwiek, niekoniecznie w oficjalnej, szkolnej dziedzinie, ale choćby za umiejętność ładnego opowiadania młodszemu rodzeństwu albo dorosłym. Bo te bajki łatwo się zapamiętuje, a mimo to chce się do nich wracać, dzielić nimi i trochę dodawać od siebie, jak to na bajarza przystało.
Bożena Itoya

Joanna Papuzińska, Antoni Beksiak, Bajczary i czarbaje, ilustracje Anna Łazowska, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2019.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Zaczekaj


Tomik wierszy Joanny Papuzińskiej "Zaczekaj", który ukazał się na początku 2019 roku w wydawnictwie Literatura Piętro Wyżej, jest wyjątkowy nie tylko dlatego, że zawiera poezję adresowaną do dorosłych. Wybitna pisarka dziecięca i poetka stworzyła dziesiątki tekstów dla dojrzałych czytelników, choć przeważnie są to utwory krytycznoliterackie. Jednak i wśród wierszy tej autorki spotykałam już takie głębsze, poważniejsze, trafiające do mnie na równi z moim synem, jak choćby w przypadku zbioru "Opowieść". Na niepowtarzalność "Zaczekaj" składają się według mnie i zawarte w tomiku utwory, i okoliczności wydania książki, i moje subiektywne z nią spotkania. Premiera publikacji towarzyszyła obchodom jubileuszu 80. urodzin Joanny Papuzińskiej, na które to spotkanie zostałam zaproszona przez wieloletniego wydawcę pani profesor, Wydawnictwo Literatura. Styczniowy wieczór pełen był literackich sław, wzruszeń, przemów, kwiatów i dedykacji. Po autografy jubilatki, właśnie w tomiku "Zaczekaj", i po chwilę rozmowy ustawili się w długiej kolejce cenieni przeze mnie pisarze, od których dedykacje sama zdobywam przy okazji rozmaitych wydarzeń czy spotkań autorskich. Swój egzemplarz tej publikacji dostałam na Warszawskich Targach Książki, podczas których tradycyjnie stawiłam się na "dyżur autografowy" pani profesor i zrobiłam sobie z nią pamiątkowe zdjęcie. Właśnie takie książki jak "Zaczekaj" są dla mnie pełnowartościowe – ciekawe treścią, uzupełnione osobistymi spotkaniami, wspomnieniami i dedykacjami. A do tego moimi własnymi słowami, bo recenzja bardzo mocno wiąże piszącego z omawianą publikacją i jej autorem, wydobywa z recenzenta głęboko ukryte lub często mu towarzyszące, ale rzadko wypowiadane publicznie myśli oraz smutki i radości, w każdym razie zawsze prowadzi do pewnego obnażenia, niekiedy krępującego. Stąd relację recenzenta z pisarzem, nawet jeśli nie byłaby odczuwana przez tego ostatniego, określiłabym jako bliską, często wręcz intymną.

Zapalę

Zapalę czarną świecę
przez obłoki podrepcę
do tej bożej przedsieni
co się w zachmurach mieni
świetlistą mgłą usłana
pójdę zawołam znajdę
bo to niemożliwe
żeby już nic

Intymności nie brakuje również wierszom należącym do zbioru "Zaczekaj". W krótkich utworach poetyckich Joanna Papuzińska oddała wielość i rozległość stanów, którym podlega człowiek kochający, chorujący, modlący się, tęskniący, odchodzący, ale wciąż pytający, wierzący, czy to w znaczeniu religijnym, czy w sensie posiadania nadziei. Niektóre wiersze wydały się zamknięte dla mnie, niedostępne – może jestem na nie za młoda, a może po prostu nie przeżyłam tego, co trzeba, by je zrozumieć. Większość jednak poruszyła mnie, często do łez, przypominając o starości mojej nieżyjącej babci, o niespełnionej, od i na zawsze tej samej miłości, o chwilach spędzonych w kościołach w różnych częściach Polski i Europy. To poezja refleksyjna, rozjątrzająca i kojąca zarazem. A do tego bywa, że mówi o samej sobie zupełnie bez romantyzmu, gorzko diagnozując swoje pochodzenie i sens.

Poezja

Poezja zaczyna się od naszej dziwności,
że plączą się po głowie myśli których ani
przy rodzinnym obiedzie
ni przy herbacie w pracy
wypowiedzieć nie sposób nie budząc popłochu.
Szukamy zatem kogoś
kto może włada tą samą mową.
Zwinięte arkusiki nosimy w kieszeniach.
Powoli zarastamy
samotnością,
coraz mniej nas obchodzi
cokolwiek nie jest wierszem.
Wreszcie spotykamy poetów
lecz oni
nie zamierzają słuchać, pragną tylko mówić.
Możliwe jest jedynie wspólne narzekanie.
Zostaje jeszcze Pan Bóg
z jego cierpliwością
dla wszelkich naszych stękań.
W końcu zatracamy granicę
między wierszem a pacierzem.

Tom "Zaczekaj" to wyznanie, podsumowanie, może nawet testament, który powierza nam Joanna Papuzińska. Przypuszczalnie jego pełne zrozumienie dostępne będzie tylko dla czytelników znających osobowość twórczą autorki, jednak w znacznej mierze przekaz jest uniwersalny. Dowolnie, odnosząc do własnych doświadczeń możemy interpretować choćby wiersz "Jemioła", bo przecież każdy człowiek wrażliwy na poezję czuje się czasem wycięty z innych czasów czy świata.

Jemioła

Upuszczona przez ptaka pomiędzy konary
przyrastam do wieczności
ona mnie przygarnia
choć liść mój niepodobny
i zieleń nie taka
przytulam się
i zrzucam białe łzy na ziemię
z wysoka

Autorka tych poruszających wierszy kilkakrotnie wspomina o poczuciu wykorzenienia, czy to pokoleniowego, czy osobistego. Ludzka materia opiera się jednak temu "pieleniu", przywierając mocno do ziemi i życia, nawet mimowolnie. Och, jakbym chciała, by współcześni uczniowie analizowali tę poezję w szkołach, odnosząc ją do bliskich osób lub zasłyszanych w mediach historii z terenów doświadczonych konfliktami...

Perz

Już mnie wyrwali, wykopali
wszystką ziemię ze mnie wytrzepali
ułożyli ciało w słońcu, żeby wyschło.
Dobrze mi jest. Nie cierpię.
Uchodzi ze mnie wilgoć jak krew.
Z jasności w ciemność
i z ciemności w jasność
łagodnym kołysaniem.
I tylko powoli
od spodu
w ziemię wkręcam
te kłącza
doprawdy niechcący.

Na co dzień nie chcemy słuchać zwierzeń ludzi starych, zwłaszcza mówienie o starzeniu się ciała krępuje nas, młodych. Wolimy z kpiną uznawać te tłumy chorujących, przesiadujących w poczekalniach za gderliwe gaduły mające zbyt dużo czasu. Dzięki "Zaczekaj" zaglądamy głębiej, poznajemy smutek, samotność, rezygnację. Szpitalne odchodzenie jest straszne, a w obiektywie poezji Joanny Papuzińskiej staje się tak realne, pierwszoosobowe, że czytelnik zmienia punkt widzenia, chce ratować wszystkich bliskich, którzy są, byli lub będą zmuszeni tracić nadzieję w "sterylnych" salach.

Dostałam tylko

Dostałam tylko kawałeczek światła
Jak w dzieciństwie, gdy kładło się na głowę worek
Z wyciętymi szparkami by udawać ducha
Albo kata
z piosenki o tej krakowiance
Co listeczki zbierała pod zieloną lipką.
W okienku czasem srebrny termometr zaświeci
To ręka się pokaże
Mocująca kroplówkę
Twarze bliskich pocięte smutkiem
Historia o poranku
I w pustej dali ułamek sufitu.

Najbardziej poruszającym dla mnie tematem tomiku "Zaczekaj" jest miłość. Dojrzałe, głębokie uczucie zostało oddane zwięźle, obrazowo i przejmująco jak w najlepszych piosenkach, choć wierszom Joanny Papuzińskiej nie towarzyszy przecież (jeszcze) żadna muzyka. Są tu rozważania o wieczności, o możliwości bycia razem, zjednoczenia gdzieś tam, nawet jeśli rozstanie dwojga ludzi nastąpi na długo przed śmiercią lub w ogóle dopiero po niej dojdzie do bliskiego spotkania.

Pytanie

Dwie proste równoległe czy też się spotkają
w nieskończoności
Niby biegły tak blisko tak długo
ale oddzielone
i nigdy jak jedno
owszem ciała niekiedy ale nigdy dusze
a umysły tym bardziej
za tą szklaną szybą równoległości
nie do dotknięcia
więc to jest pytanie
czy też się roztopi
ta ściana osobności
i wiecznej tęsknoty

Wbrew matematyce i innym ścisłym podejściom wierzymy, że nieskończoność istnieje i przełamuje wszelkie racjonalne zasady, nie jest wyłącznie przedłużeniem teraźniejszości, może coś zmienić, dodać – zwłaszcza jeśli chodzi o ziemskie niespełnienie. Miłość, choć ogólnie w poezji bywa banalna, ujmująca tylko dla aktualnie zakochanych, według mnie zajmuje tu pierwszy plan. Skąd bowiem tytuł zbioru, co oznacza? Znalazł się w "Zaczekaj" taki utwór, którego nie można psuć żadnym opisem, każdy wers, nawet słowo ma moc wymykającą się omówieniom. I jest to właśnie wiersz tytułowy.

Zaczekaj

Jeśli wyruszysz pierwszy, to na mnie zaczekaj
w tych korytarzach gdzie za bielą biel
i jeszcze zdążą chwycić końce palców
nim też stały się bielą
i teraz wirują we dwoje
jak nigdy nie umieli blisko
zniknęły
ściany
osób

Książka została opatrzona tylko jedną ilustracją Piotra Fąfrowicza. Grafika znalazła się na okładce i starczy za wszelkie obrazy, nic więcej do tych wierszy dodawać nie trzeba. Oto kamienica pokreślona znakami przypominającymi wojenne napisy na warszawskich budynkach, tak bliskich autorce "Asiuni", "Mojego taty szczęściarza" i "Krasnali i olbrzymów". Ten dom poezji jakby unosi się na nocnym niebie, wygaszone lub zarośnięte zieloną ścianą okna osób, których już nie ma, zostały zestawione z górującym nad nimi, jedynym rozświetlonym, symbolem jasnej obecności poetki.

Bożena Itoya

Joanna Papuzińska, Zaczekaj, ilustracja na okładce Piotr Fąfrowicz, wstęp Grzegorz Leszczyński, Wydawnictwo Literatura (Literatura Piętro Wyżej), Łódź 2019.

środa, 5 lipca 2017

Czarownice są wśród nas


Zawsze czekam z niecierpliwością na kolejną odsłonę serii "Polscy pisarze dzieciom", konsekwentnie, od wielu lat prowadzoną przez wydawnictwo Literatura. Zbiory opowiadań zawierające za każdym razem ponad 10 tekstów różnych autorów dają pewien obraz współczesnej polskiej literatury dla dzieci, można bowiem poznać indywidualny styl pisarzy, leitmotivy ich twórczości lub przynajmniej zaobserwować, na jakie sposoby wywiążą się ze wspólnego zadania. Tym razem Joanna Papuzińska, Zuzanna Orlińska, Liliana Bardijewska, Beata Ostrowicka, Grzegorz Kasdepke, Paweł Wakuła, Agnieszka Urbańska, Katarzyna Wasilkowska, Renata Piątkowska, Joanna Wachowiak, Kalina Jerzykowska, Katarzyna Ziemnicka oraz Marcin Brykczyński mieli napisać o czarownicach i uprawianiu magii w codziennym życiu współczesnych dzieci, stąd tom zatytułowano "Czarownice są wśród nas".
Katarzyna Wasilkowska wprowadziła magię do świata bohaterów znanych z powieści "Jowanka i gang spod Gilotyny". Był to pomysł bardzo ciekawy i satysfakcjonujący dla nas, wielbicieli literackiego debiutu tej autorki, czyli dopracowanej pod każdym względem "obyczajowej przygodówki", w której wyróżniona została między innymi rola samotnego ojca i relacja dziecka z dziadkiem. W opowiadaniu "Wiedźmka i mag", opublikowanym w zbiorze"Czarownice są wśród nas", poznajemy lepiej jednego z dziecięcych, a właściwie już młodzieżowych, bohaterów "Jowanki" – Wawrzyńca, a także jego młodsze rodzeństwo, przedszkolaków Zuzkę i Patysia. To maluchy wchodzą w rolę czarodziejów, zabiegając o magiczną metamorfozę starszego brata, jak dotychczas przykro doświadczanego przez dojrzewanie, pozbawionego pewności siebie, a przypuszczalnie także samoświadomości i tożsamości. Działania spółki wiedźmka&mag są łobuzerskie i zarazem urocze, a problemy Wawrzka do bólu prawdziwe. Autorce udało się dokonać czegoś, co dotąd wydawało mi się niemożliwe: w jednym tekście połączyła utwór literacki dla najmłodszych i najstarszych uczniów szkoły podstawowej. Ci pierwsi będą się identyfikować z brojącymi kombinatorami, a drudzy z dorastająca "ofiarą" czarów. Opowiadanie jest wciągające, zabawne ze względu na "magię" i równocześnie poważne, bo dojrzewającemu nastolatkowi jego stan zawsze wydaje się dramatem. Tekst został napisany lekko, z dużym wyczuciem literackim i rodzicielskim. Wszystko to sprawia, że uważam "Wiedźmkę i maga" za jedno z najlepszych opowiadań w tomie "Czarownice są wśród nas".
Palmę pierwszeństwa przyznaję jednak Zuzannie Orlińskiej, która w opowiadaniu "Czarodziej Złota Rączka" wywraca wszystko do góry nogami, zamieniając to, co zwyczajne z magią, igrając z przyzwyczajeniami i oczekiwaniami czytelników.

Lubiłem warsztat dziadka. Znajdowało się tu mnóstwo niezwykłych narzędzi, dłutek, pilników i wiertarek, pełno tajemniczych tubek, słoiczków, buteleczek. Pachniało mocno jakimiś wyziewami, od których czasem kręciło się w głowie. Na półkach nad stołem leżały różne zapasowe części ciała: stopy, ramiona, dłonie. Niektóre, misternie wykończone, wyglądały jak żywe, inne, z wiadomych tylko sobie względów, dziadek porzucił w trakcie roboty lub zostawił na potem. Niedopracowane czekały na swój moment.
Wyżej, zamknięci w czystych sześcianach, drzemali ludzie stworzeni wcześniej. Ci byli już całkiem gotowi: mieli włosy, szeroko otwarte szkliste oczy, ubrania. Czekali tylko na jedna decyzję, na słowo, które ich ożywi.
/Zuzanna Orlińska, Czarodziej Złota Rączka/

Dziadek-demiurg jest według bohatera (Jędrusia) jednym z całkiem zwyczajnych mieszkańców ulicy Czarodziejskiej, zdaniem chłopca niesłusznie noszącej taką nazwę. Cóż bowiem dziwnego w majsterkowiczu składającym i ożywiającym istoty ludzkie? Mama też jest typowa, zabiegana jak każda inna, nic specjalnego.

Mama akurat dzisiaj podróżowała w czasie. Domyśliłem się tego od razu, gdy tylko zobaczyłem te blade, smutne ziemniaczki na dnie garnka z zimną wodą. Musiała je obrać, kiedy wróciła na chwilę do naszego świata, ale że spieszyło jej się w dalszą drogę, nawet nie zdążyła włączyć palnika.
Po cichutku uchyliłem drzwi pokoiku, w którym pracowała. Tak jak się spodziewałem. Nie było jej tam. To znaczy – spoza stosów książek, rozłożonych na biurku, dostrzegłem jej nieruchomy profil oblany srebrzystą, mżącą poświatą, ale to było tylko jej ciało, które zawsze zostawiała na miejscu.
/Zuzanna Orlińska, Czarodziej Złota Rączka/

Kiedy już myślimy, że poznaliśmy całą możliwą magię tkwiącą w tym (czy tamtym?) świecie, dzieje się coś niespodziewanego i dla bohaterów straszliwego, a do akcji wkracza tytułowa Złota Rączka, czyli pan Janusz. Dla Jędrusia czary dopiero się zaczynają.
Opowiadanie "Kocie sztuczki" Liliany Bardijewskiej urzeknie właścicieli i wielbicieli kotów, zwłaszcza tych czarnych. To historia jednego z literackich kuzynów Mikołajka, który próbuje wprowadzić w życie pewien magiczny plan. Scenerią przygody stają się kocia piwnica (w bloku) i miejskie boisko, akcja prowadzona jest po mistrzowsku i czytając czujemy się jak widzowie kinowi lub teatralni. Wyobraźnia działa, autorka wciąga nas w opowieść do tego stopnia, że marzymy o pogłaskaniu pomiaukujących bohaterów.
Ciekawe wydało się nam również opowiadanie "Ciotka Jaga" Pawła Wakuły, w którym, podobnie jak w kilku innych utworach tego pisarza (seria książek o leśniczym Piątku z Doliny Bagiennej Trawy), do głosu – dosłownie – dochodzą nasze rodzime, legendarne straszydła. Tajemnicze talizmany, chatka poza zasięgiem (telefonów, elektryczności, cywilizacji i może nawet czasu), tytułowa ciotka, od której stronią miejscowi, bo ponoć jest czarownicą, pożeracze dzieci, zapętlona przestrzeń, do tego masa przesądów – takie elementy świata przedstawionego sprawiają, że aż strach się bać.

Zakopałem się pod kołdrą i czekałem. Przyszli szybciej, niż się tego spodziewałem. Usłyszałem skrobanie do drzwi i czyjś natrętny, oślizgły głos spytał:
Jesteś tam, Tymoteuszu?
Nic nie odpowiedziałem, zakryłem głowę kołdrą i czekałem.
Grubasku, otwórz nam! – zamlaskał ktoś pod drzwiami. – Przecież wiemy, że tam jesteś! Zrobiliśmy wszystko, żebyś przyjechał do nas i został zupełnie sam tej nocy! Nie wymkniesz się!
/Paweł Wakuła, Ciotka Jaga/

Bardzo osobiście odebrałam "Druhnę ciotunię" Joanny Papuzińskiej, ponieważ miałam szczęście spotkać własną cudowną "ciocię" w szkole średniej. To niepozorne opowiadanie zawiera dawkę prawdziwych czarów, bo młody człowiek znajdując w szkole dorosłego przyjaciela czuje się właśnie tak, jakby to była bajka, magia, cud. Bohaterowie "Druhny ciotuni" przeżywają dodatkowo pokręcone (naprawdę!) przygody, których pozazdrości im każdy znudzony bywalec zajęć pozalekcyjnych. Joanna Papuzińska po raz kolejny dowiodła, że jest wielką indywidualnością i mistrzynią polskiej literatury dla dzieci.
W zbiorze "Czarownice są wśród nas" znalazło się więcej interesujących opowiadań, jak choćby zamykający tom "Punkt spełniania marzeń" Marcina Brykczyńskiego, utwór prosty, ale przewrotny i nietypowo odnoszący się do zagadnienia przemocy w szkole. Są również teksty, które znamy z wcześniejszych wydań: świetna "Zwodnicza mapa" Joanny Wachowiak (wcześniej jako rozdział "Baby Blagi", książki recenzowanej przez nas w listopadzie 2016 r.) oraz "Magia w kolorze lilaróż" Grzegorza Kasdepke – opowiadanie najkrótsze, ale w pewnym sensie dominujące, bo do jego tytułu nawiązuje kolorystyka całego zbioru.
Warto przyjrzeć się dokładnie ilustracjom Joanny Kłos, po raz pierwszy zdobiącym serię "Polscy pisarze dzieciom" (i jakąkolwiek książkę wydawnictwa Literatura). Ilustratorka wykorzystała tylko trzy barwy: czerń, biel i najbardziej zauważalny kolor lawendowo-liliowy. Takie zestawienie było świetnym wyborem, bo czyni szatę graficzną wyjątkową, zarazem niepokojąco-intrygującą i wesołą. Charakterystyczne twarze wywołują uśmiech i skojarzenia z literaturą skandynawską, jakimiś skrzatami czy innymi trollami. W ilustracjach z tomu "Czarownice są wśród nas" można też dostrzec niewielkie inspiracje komiksowe, przy czym nie chodzi o konkretnych twórców, ale ogólnie o formę wyrazu. Szczególnie spodobały się nam rysunki towarzyszące opowiadaniom Joanny Papuzińskiej, Zuzanny Orlińskiej, Pawła Wakuły, Katarzyny Wasilkowskiej oraz Joanny Wachowiak, ponieważ są najdowcipniejsze, najbardziej dynamiczne, zróżnicowane, zaskakujące i najodważniejsze. Właściwie bardzo podobnie oceniam ilustracje do utworów Kaliny Jerzykowskiej, Katarzyny Ziemnickiej i Marcina Brykczyńskiego, zatem wśród tekstów, których oprawa plastyczna nas oczarowała, wymieniłam aż 8 z 13 opowiadań. Trudno się temu dziwić, skoro sukienka druhny ciotuni jest tak wzorzysta, jej stopy tak wielkie, zaklęcia zakręcone, podopieczni zakrzywiają przestrzeń (i drzwi), "niemagiczna" ulica Czarodziejska (czarodzieja Złotej Rączki) tak umiejętnie żongluje perspektywami i cieniami, do jej mieszkańców zaliczają się tak fascynujące sztuczne osoby, a na dodatek światło gaśnie na całe dwie strony. Udane nocne (i inne) obrazki zastaliśmy też w opowiadaniach "Ciotka Jaga" oraz "Wiedźmka i mag", w którym rozśmieszył nas również Wawrzyniec rosnący tak szybko, ze przestał się mieścić w książce. Przerastający oczekiwania bohaterowie zdarzają się zresztą w tym tomie częściej, począwszy od druhny ciotuni na pierwszej stronie pierwszego opowiadania. Swoje wyjątkowe portrety zyskały również zwierzęta, na które warto zwrócić uwagę zwłaszcza w "Zwodniczej mapie" i "Kocich sztuczkach".
Tak zróżnicowany tematycznie zbiór krótkich form prozatorskich zasługuje na uwagę rodziców i dzieci, a także na obecność na ich półkach. Wszystkie opowiadania mają dobrą atmosferę i optymistyczny wydźwięk, a po ich lekturze czytelnik zacznie się uważniej przyglądać swojej rodzinie, sąsiadom oraz innym osobom z najbliższego otoczenia, w poszukiwaniu magii, takiej codziennej i tej nadprzyrodzonej.
Bożena Itoya

Czarownice są wśród nas, różni autorzy, zilustrowała Joanna Kłos, seria Polscy pisarze dzieciom, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2017.

piątek, 30 czerwca 2017

Psociniec

Poezja niewątpliwie pozytywnie oddziałuje na dziecko, podobnie bezcenny jest wpływ domowego zwierzaka na tegoż młodego człowieka. Właśnie taka i dokładnie o tym jest najnowsza książka Joanny Papuzińskiej, "Psociniec" – zbiór wierszy traktujących o rozmaitych psich oraz kocich charakterach, które nie mają sobie równych (i wiersze, i charakterki). Zawsze będzie nam czegoś w życiu brakowało, jeśli nie czytujemy wierszy i dorastamy bez zwierząt, najlepiej więc zaopatrzyć się i w "Psociniec", i w czworonożnego psotnika.

Opowiem wam o krainie,
co się nazywa Psociniec.
Mieszkają tu pies i kot,
najlepsi mistrzowie psot.
Ja wiem – niejeden powie,
że ma za dużo na głowie,
by choćby słuchać o tym,
co robią psy i koty.
Ja wiem – twierdzą niektórzy,
że dla nich to kłopot za duży,
bo mają wyższe cele
niż jakieś trele-morele,
jakieś podskoki i młyńce,
jakieś bez sensu Psocińce.
I nikt ich zdania nie zmieni.
Ale ostatnio uczeni
odkryli, że ludzka istota
powinna mieć psa i kota,
bo bez nich miewa się gorzej.
Więc kto naprawdę nie może
mieć – niech choć o nich poczyta
i kwita.
/Psociniec/

Uprzedzając uwagi, że przecież nie wszyscy mogą, bo alergia, bo małe lokum nadmienię, że Joanna Papuzińska pomyślała i o nich, ponieważ bohaterem jednego z wierszy jest pluszak. Poza tym wyjątkiem, na stronach "Psocińca" brykają autentyczne typy psich i kocich przyjaciół ras rozmaitych oraz kilku przedstawicieli gatunku nazywanego limerykiem, psotników wybitnie poetyckich i absurdalnych (znamy i lubimy podobne osobistości z utworów Marii Ekier czy Wandy Chotomskiej).

Pewna koteczka z Czerska
twierdziła, że jest perska.
Że łgała, stwierdzić nietrudno,
lecz nikt nie zaprzeczał, bo ludność
w Czersku jest bardzo rycerska.
/Samochwała/

Autorka znakomicie zna zwyczaje zwierząt i obcujących z nimi dzieci, stąd jej wierszyki są wyjątkowo zabawne i zabawowe – ich rytm wpisuje się w dziecięcy śmiech i podskoki, choćby przy grze w klasy, zalicza nagłe zakręty i nawroty, jak podczas gonitwy z psem, która rozpoczyna się, kiedy mały pan (lub mała pani) chce przypiąć smycz albo odebrać piłeczkę.

Czy wy znacie zabawę
pod nazwą "złaprękawek"?
Do gry tej potrzebnych jest
dwóch zawodników i pies.
Konieczne łóżko piętrowe,
strój – stare bluzy dresowe.
ZASADY: na górze gracze
leżą, machają w dół rękami,
a pies do nich skacze
i chce złapać za rękaw, a gracz rękę cofa (...).
/Gra/

Krótkie, zgrabne utwory gwarantują zainteresowanie słuchacza lub początkującego czytelnika. Również temat tomiku nie pozwala na nudę. Chyba wszystkie maluchy lubią zwierzęta, a jeśli któryś jeszcze nie ma własnego, autorka podaje kilka wskazówek, gdzie szukać i czego się spodziewać.

Musia to pies niewielki.
Nosi czerwone szelki.
Bardzo lubi swą panią.
I byłby z niej pies anioł,
gdyby nie zwyczaj brzydki
szczypania gości w łydki.
Goście się denerwują, piszczą, krzyczą nawet,
ktoś ma dziurę w rajstopach, a ktoś rozlał kawę (...).
/Muśka/

Ten optymistyczny poetycki obraz nie zawsze łatwego życia domowego z czworonogiem dopełniony został ilustracjami Joanny Rusinek. W tak barwnej i uroczej wizji jesteśmy w stanie znieść nawet podarte rajstopy i tęsknotę za kotem-włóczykijem. Na malunkach widzimy istoty zadziorne i anielskie, uliczne trzpioty i rasowe kanapowce, które rozweselają oraz koją wszelkie stresy i troski. Znamy wiele prac Joanny Rusinek, tym w "Psocińcu" dalej do plakatu, którego specyfikę dostrzegałam na przykład w "Wędrówce Nabu" (książka Jarosława Mikołajewskiego, wyd. Austeria), za to bliżej do tradycyjnej, rozbudowanej ilustracji książkowej dla dzieci, komentującej tekst wprost, ale z sercem i figlarnością, na którą stać tylko niektórych twórców.
Przepiękna jest ta lekkość wierszowania Joanny Papuzińskiej oraz rysowania Joanny Rusinek, które pozwalają dobrze się bawić i małym, i dużym czytelnikom, zresztą pewnie także pupile będą miały ubaw, jeśli tylko przeczytamy im "Psociniec" odpowiednim tonem.
Bożena Itoya

Joanna Papuzińska, Psociniec, ilustracje Joanna Rusinek, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2017.