cudanakiju.pl

cudanakiju.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Samojlik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Samojlik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 grudnia 2020

Dwie kartonówki z okienkami od Media Rodzina

 


Kicia Kocia i Nunuś. Jaki to zawód?

Tej serii nie trzeba nikomu przedstawiać. Tym razem Kicia Kocia i Nunuś wcielają się w przedstawicieli różnych zawodów. W otwieranych okienkach wyszukujemy potrzebne przedmioty (przybory do szycia, do gotowania, malowania etc.) i odkrywamy, kim stały się obie postacie. Przy tej zabawie można ćwiczyć nazwy przedmiotów, a także nazwy zawodów w męskiej i żeńskiej formie gramatycznej. Nunuś i Kicia Kocia stają się między innymi krawcem i krawcową, pielęgniarzem i pielęgniarką, tancerzem i tancerką, kosmonautą i kosmonautką. Książeczka jest starannie wydana i powinna przetrwać wiele sesji zaglądania do okienek.

Anita Głowińska „Kicia Kocia i Nunuś. Jaki to zawód?”, wyd. Media Rodzina

 


 

Żubr Pompik. Czego szukasz, Pompiku?

Najsłynniejszy polski żubr zwiedza z rodziną cztery parki narodowe: Słowiński, Narwiański, Świętokrzyski i Tatrzański. W każdym z nich szuka jakiegoś typowego zwierzęcia, a czytelnik szuka z nim, zaglądając do okienek. Znajdziemy tam wiele roślin i zwierząt charakterystycznych dla danego biotopu. Dzieciaki mają okazję nauczyć się skomplikowanych nazw roślin, jak rukwiel nadmorska, i dowiedzieć się czegoś o geografii Polski. Jak zwykle solidna porcja zabawy i wiedzy od Tomasza Samojlika.

Tomasz Samojlik, „Żubr Pompik. Czego szukasz, Pompiku?”

czwartek, 16 lipca 2020

Żubr Pompik w wielu odsłonach

Czytając z dziećmi czasem zapominamy, jak szybko dorastają, ilu bodźców potrzebują, by rozwijać się zdrowo, w odpowiednim tempie. Łatwo przyzwyczaić się do prostych, pouczających w tradycyjny sposób książeczek albo takich sobie bajeczek na podstawie ulubionych kreskówek. Tymczasem co kilka miesięcy powinniśmy przeprowadzać książkowy bilans kilkulatka, badać, jakie nowe umiejętności zdobyło dziecko i rozbudowywać jego czytelniczą dietę, uwzględniając braki i po prostu działając profilaktycznie. Warto zaaplikować na przykład cykliczny zastrzyk wiedzy, ładnej ilustracji i pogody ducha, które zapewnia najmłodszym Tomasz Samojlik.
Seria "Żubr Pompik. Wyprawy" doczekała się już 17 odsłon i mam nadzieję, że w międzyczasie zyskała wielu fanów. I że nadal ich przybywa, bo kto miał dopiero rok lub dwa latka, gdy rodzina żubrów rozpoczynała wycieczkę po polskich parkach narodowych, i był za mały na te przyrodnicze przygody, ten teraz jest w sam raz. Z niedużych, zgrabnych, pociesznych i zarazem rzeczowych publikacji maluchy dowiadują się, że istnieje coś takiego, jak park narodowy, że przyroda to miliony indywidualnych, ale zależnych od siebie bytów, zasługujących na szacunek i podziw przynajmniej w tym samym stopniu, co my, ludzie. Uczą się też mapy Polski, krajobrazów charakterystycznych dla jej konkretnych regionów. Ostatnich pięć żubrzych wypraw odbyło się do: Babiogórskiego Parku Narodowego ("Żubrza góra"), Ojcowskiego Parku Narodowego ("Jaskinia nietoperza"), Gorczańskiego Parku Narodowego ("Nieśmiała salamandra"), Tatrzańskiego Parku Narodowego ("Skok kozicy") oraz Pienińskiego Parku Narodowego ("Cenna gąsienica"). Jeśli więc planujecie w najbliższych miesiącach ruszyć z dziećmi na górski szlak lub chcecie im przybliżyć tę część rodzimej przyrody, oto zestaw marzenie.

Co to znaczy: porzucać hopne oskarżenia? – zapytała Polinka, kiedy byli już sami, a niedźwiedź wrócił do radosnej kąpieli. – Czy to ma coś wspólnego z hopsaniem po skałach?

Mali czytelnicy podczas górskich wycieczek żubrów poznają czym jest ciekawość i smutek, odwaga i poświęcenie, wolność i złość. Spotkają najbardziej charakterystycznych, wręcz herbowych mieszkańców odwiedzanych parków narodowych oraz zwierzęta i rośliny, które już nie są tak oczywiste. I tak na przykład po okładce i w tytule książeczki poświęconej Tatrom bryka kozica, w środku (poza żubrami) towarzyszą jej niedźwiedź i świstak, ale największym bohaterem Pienin okazuje się niepylak apollo, choć nie bez znaczenia są również gniewosz i rozchodnik. Nie wiecie, kto zacz? Czas poczytać! Może do zgłębiania sekretów polskiej flory i fauny zachęci was również zapowiedź wizyty drugiej z najsłynniejszych postaci zilustrowanych (słowem i obrazem) przez Tomasza Samojlika: ryjówki. Jak zawsze u tego autora nie zabraknie humoru i przełamujących stereotypy męskości wystąpień łakomo-pociesznego Pomruka, głowy żubrzej rodziny.

To było bardzo tajemnicze – oświadczyła Porada i poszła pocieszać Pomruka, któremu było wstyd, że się przestraszył, i smutno, bo nie spróbował nowej roślinki.

Górskie przygody Pompika i Polinki to również morze emocji i ciepła, rodzinnej bliskości, nauka tego, w jaki sposób okazywać wsparcie i jak o nie prosić – co przecież wcale nie musi być takie proste. Z mądrymi książkami naprawdę łatwiej iść przez życie.
A jeśli macie w domu kogoś, kto jeszcze do "Wypraw" nie dorósł, sięgnijcie po kartonową historyjkę z okienkami: "Żubr Pompik. Polinka zaginęła!". Pod dramatycznym tytułem kryje się ciekawa, łatwa opowiastka o tajemnicach lasu i kryjówkach jego mieszkańców. Sześć dużych rozkładówek okazało się kopalnią kolorów, ciekawostek i śmiechowzbudzaczy. Zaglądanie za krzaczek, do pnia czy w koronę drzewa sprawiło frajdę niespełna dwuletniemu oglądaczowi i jego o dwa lata starszemu bratu, wytrawnemu słuchaczowi i znawcy zagadek. Formuła kartonowej wyszukiwanki z odsłanianymi okienkami jest zdecydowanie evergreenem, a śledztwo w sprawie zaginięcia Polinki ma szanse na wielokrotne powtórki, przez całe lata, a może i pokolenia, bo zostało przyobleczone w wyjątkowo trwałą i atrakcyjną powłokę wydawniczą.

Roślinka jest ważna, bo tylko dzięki niej gąsienice motyla mogą przeżyć. A bez motyli w tych górach już zawsze będzie czegoś brakowało

Czytanie Pompika dobrze wpłynie na całą rodzinę – podobne wnioski pewnie pojawiają się w moich recenzjach często, ale specjalnie dobieram książki do omówienia tak, by nie zniżać się do stwierdzeń: "może ta książka spodoba się komuś w innym wieku niż ja lub mającemu młodsze (albo znacznie starsze) dzieci, ale mnie nie przypadła do gustu". Terapia Pompikiem, zielenią jego lasu, to moje najszczersze zalecenie. Znudzeni przeładowaną cudami techniki rzeczywistością i konsumencką wszechosiągalnością często tracimy zainteresowanie czymkolwiek, niezależenie, czy mamy siedem, czy czterdzieści siedem lat. Popadamy sobie z wolna w etyczny marazm i codzienną pustkę, aż nagle Tomek Samojlik pokazuje, że wystarczy mała wycieczka, by odzyskać ciekawość świata i radość z wszystkiego, choćby malutkiego i robaczkowego. Po tych lekturach odkurzy się też zaniedbany moralny kompas, bo naprawdę trudno nie pomagać później choćby najmniejszym z żyjątek.

Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 13: Żubrza góra, Media Rodzina, Poznań 2019.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 14: Jaskinia nietoperza, Media Rodzina, Poznań 2019.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 15: Nieśmiała salamandra, Media Rodzina, Poznań 2019.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 16: Skok kozicy, Media Rodzina, Poznań 2020.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 17: Cenna gąsienica, Media Rodzina, Poznań 2020.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Polinka zaginęła!, Media Rodzina, Poznań 2019.

środa, 1 kwietnia 2020

Bardzo dzika opowieść. Las złamanych serc


Krótkie gatki, jako element wydawnictwa kultura gniewu, są dla nas kultową i "wiodącą" marką polskiego komiksu. Te albumy były pierwszymi i ulubionymi kolorowymi zeszytami mojego syna, gdy uczył się czytać i wyrastał na starszego konesera dymkowanych opowieści. I na pewno nie tylko moja latorośl rozwijała się dzięki lekturze "Bajki na końcu świata", "Detektywa Misia Zbysia na tropie" czy "Sagi o ryjówce" oraz warsztatom z ich autorami. Naszym ostatnim odkryciem jest komiks łączący świat Bajki z uniwersum walecznych mieszkańców Samojlikowej puszczy: "Las złamanych serc", czyli pierwszy tom serii "Bardzo dzika opowieść", w której jako scenarzysta wystąpił Tomasz Samojlik, autor i rysownik między innymi przygód rzęsorków, ryjówek i ich kumpli, a jako ilustrator – Marcin Podolec, zazwyczaj solista, odpowiedzialny za postapokaliptyczne, niesamowite przypadki Wiktorii i Bajki. Kolory do tego niezwykłego projektu stworzyła Agata Mianowska.
Mapa na wyklejkach skojarzy się wam pewnie z terenem działania Kubusia Puchatka, Krzysia, Sowy Przemądrzałej i całej reszty. Tyle że w "Bardzo dzikiej opowieści" zauważycie też sygnały XXI wieku: samochód mknący ulicą poprowadzoną przez las, leśny parking z okazałym, przepełnionym wręcz śmietnikiem, jakieś wysypisko między drzewami i komin fabryczny w niewielkiej odległości. Witajcie więc w Stumilowym Lesie, na jaki zasłużyliśmy.
Naszymi – ludzkimi – reprezentantami są tu trzy postacie i zaręczam, że nie polubicie żadnej z nich. Dwie pojawiają się na samym początku komiksu i tam też znikają, ale tylko fizycznie, bo cień ich obecności rzuca się na całą historię. Młoda kobieta i mężczyzna w podobnym wieku niby nie wydają się niesympatyczni, ale trochę podejrzani, a to, że twórcy nie serwują nam od razu gotowej oceny, licząc na naszą umiejętność samodzielnego wysnuwania wniosków, dobrze wróży na dalszą lekturę. W każdym razie właśnie ich widzimy i słyszymy jako pierwszych komentatorów szaroburego lasu. Nie wyszedł im jakiś biznes, więc ironicznie rozmyślają nad zatrudnieniem się w fabryce czy elektrowni, jaka ma powstać w lesie, przez który właśnie przejeżdżają.
Trzeci człowiek jest prawdziwym złoczyńcą, knującym podbój i zgładzenie starego, dobrego świata natury. Symbolizuje on to, co w "Bardzo dzikiej opowieści" najbrutalniejsze i najprymitywniejsze, czyli cywilizację. Dzikość zwierząt, przeważnie zresztą wtórna, zestawiona jest tu z przedsiębiorczością współczesnego człowieka, za którą idą interesowność, egoizm, a wreszcie cwaniactwo i brak skrupułów prowadzące do otwartego łamania prawa. Skażenie moralne wiąże się z zanieczyszczeniem środowiska, bowiem las, już zaśmiecony, choć nadal będący rezerwatem rysia, wkrótce ma zostać wykupiony i ponownie sprzedany pod budowę wspomnianej elektrowni. W takich oto okolicznościach poznajemy główną bohaterkę, kotkę Ryśkę, i pozostałych mieszkańców Lasu złamanych serc, a ich poczynania będą już zdecydowanie pocieszniejsze i bardziej bohaterskie od tych ludzkich.
Kot, żółw, papuga, nawet patyczak cierpią na niespełnienie. Same nie wiedzą, kim są, zdają sobie tylko sprawę, jakimi chciał uczynić je człowiek i że w czymś tam mu nie pasowały, więc się ich pozbył. Gromadzą się w Lesie złamanych serc i próbują razem przetrwać, podobnie jak zdążający na zebranie mieszkańcy rezerwatu. Tylko szara, puchata i pewnie rasowa kocica nie chce współpracować, woli iść swoją ścieżką do celu, pachnącego zresztą utopią. Od początku wydaje się nam najmniej świadomą czegokolwiek, łącznie ze sobą, zupełnie nierozgarniętą istotą. Przywary Ryśki wynikają z jej uczłowieczenia: przejmującej samotności, izolacji nieznanej dziko żyjącym gatunkom, i wpatrzenia w świat telewizji, do pewnego stopnia zabawnego, ale chwilami też tragicznego. Oczywiście bardzo dzika opowieść o kotce, która chodziła własną drogą, zmieni się w historię drogi wspólnej, wiążącej przyjaźnie i ukazującej lekkomyślność bohaterki w innym świetle – jako odwagę, lekkość w podejmowaniu decyzji o poświęceniu oraz jako wiarę w możliwość zmieniania ponurej przyszłości.
Charaktery bohaterów kształtują się na naszych oczach, tym łatwiej więc czytelnikowi zaprzyjaźnić się z Ryśką, Hiruni, Rafą ("to znaczy Rafandżelo") i Belką, wręcz pokochać je za prostoduszność i odruchy dobrych serc. Narysowani są ładną, ciekawą kreską i świetnie pokolorowani, ale daleko im do słodyczy zabawkowych zwierzaczków (no, może z wyjątkiem zielonej papużki Hiruni i dzika z nieco nieproporcjonalnym ryjem). Mimo typowej dla kreskówek i bajek antropomorfizacji, zwierzęta Marcina Podolca i Tomka Samojlika pozostają bliskie rzeczywistości, a na pewno stykają się z najprawdziwszymi wyzwaniami współczesnego świata. Te, choć niewątpliwie ważkie i doniosłe, nie zdołają pozbawić twórców i bohaterów "Bardzo dzikiej opowieści" optymizmu oraz dowcipu. Oprócz humoru sytuacyjnego, którego nie brakuje w świetnie napisanych dialogach i znakomicie z nimi zgranych kadrach, mamy tu nawiązania do zwyczajów (czasem obrzydliwych) żywieniowych niektórych bohaterów, i przynajmniej jeden popkulturowy easter egg czytelny dla młodzieży. Stuknięta sowa, rozmawiająca sama ze sobą, i to wcale nie w myślach (choć tak... myśli), między innymi na temat planów przechytrzenia stojących nieopodal członków drużyny, bardzo przypomina pewnego oślizłego Tolkienowskiego bohatera.
A gang Psubratów, zarysowany już na wyklejkowej mapie i w pierwszych rozmowach lokatorów Lasu złamanych serc? Cóż, nie mogę dokładnie opisać tej zgrai, by nie zdradzić intrygi i moich przypuszczeń co do rozwoju akcji w kolejnych tomach serii, ale podzielę się chociaż ogólnym, plastycznym wrażeniem. Psubraty wyglądają bardzo przejmująco, niczym najczarniejszy koszmar Bajki na końcu świata, która przecież funkcjonuje w rzeczywistości po zagładzie. Mogą wzbudzić lęk, choć raczej nie tym, jakie są, lecz jak się takimi stały – przez przymykanie społecznego oka na pewne bardzo powszechne praktyki. Tym samym psubraty powinny bardziej przerażać nas niż inne zwierzęta, demiurgów, a nie mieszkańców Lasu złamanych serc. Mam nadzieję, że młodzi, inteligentni czytelnicy poczują się w pewnym stopniu współodpowiedzialni za istnienie i ciągłe powstawanie nowych żebraczych gangsterów, tę już się dziejącą apokalipsę. Wiem, że to możliwe, bo podobne lektury polskich autorów niejednokrotnie uwrażliwiały młodych ludzi, wpływały na ich postawy względem przyrody i zwierząt zamkniętych w schroniskach. Oto poważne skutki lekkich, często lekceważonych przez dorosłych książek dla dzieci. Nie szukajmy ciągle urokliwych, kanonicznych lektur z naszego dzieciństwa z dosadnym morałem, lepiej skoncentrować się właśnie na tych nowoczesnych problemach (których sprawcami są pokolenia nasze i dziadków naszych dzieci), ich odpowiednim dla młodzieży przedstawieniu, tak, by mogła ona sama dokonać diagnozy, podjąć działania profilaktyczne i przygotować dalszą taktykę leczenia złamanego świata.

Bożena Itoya

Bardzo dzika opowieść, 1. Las złamanych serc, scenariusz: Tomasz Samojlik, rysunki: Marcin Podolec, kolory: Agata Mianowska, wyd. krótkie gatki (kultura gniewu), Warszawa 2019.

niedziela, 5 maja 2019

Żubr Pompik. Wyprawy – do parków narodowych: "Bory Tucholskie", Słowińskiego, "Ujście Warty" i Drawieńskiego


Dobrze jest wracać co jakiś czas do "Wypraw" Żubra Pompika, wyruszać z bohaterem Tomasza Samojlika w kolejne wędrówki, zwłaszcza gdy "w realu" nie możemy akurat podjąć rodzinnej włóczęgi. Autor tej serii, niedużej rozmiarem, ale wielkiej, jeśli wziąć pod uwagę liczbę tomów, zasięg tematyczny i możliwości wykorzystania, inspiruje do własnych planów, wyjazdów, spacerów i dokładniejszego przyglądania się przyrodzie.
Piąta książeczka z cyklu "Żubr Pompik. Wyprawy" nosi tytuł "Najstraszniejszy drapieżnik" i prowadzi czytelnika do Parku Narodowego "Bory Tucholskie". Pełne wyrazu pyszczki żubrów, jelenia, głuszca, pszczół (!), rzęsorka i ściganej przez niego ryby relacjonują nam życie mieszkańców tej ostoi przyrody, charakterystyczne cechy terenu, a także skale występujące w naturze. Takim porównaniem wielkości jest na przykład ilustracja pokazująca głowę Pompika, żubra jeszcze przecież małego, obok tytułowego najstraszniejszego drapieżnika Borów Tucholskich – rzęsorka, w tym ujęciu niemal mikroskopijnego.

Kiedy jesteście z nami, nie musicie się bać drapieżników – dodała Porada.
Pompik nie był do końca przekonany.
Nawet najstraszniejszego z drapieżników? – zapytał.
A który to? – chciała wiedzieć Polinka.
Pompik zamyślił się przez chwilę, po czym wyjaśnił:
Ten, który całymi dniami poluje, a nie co kilka dni, jak wilki.
I zjada dziennie tyle, ile sam waży.
I do tego jeszcze potrafi nurkować.
I jest jadowity!
Ojej... – Polinka była pod wrażeniem.
Na szczęście takich drapieżników nie ma – zaśmiała się Porada.
A właśnie, że są! – rozległ się nagle zuchwały okrzyk.

Tomasz Samojlik jak zwykle zapewnił na swojej literacko-rysunkowej lekcji przyrody luźną atmosferę i szereg humorystycznych akcentów, wśród których przodują wypowiedzi i miny bojaźliwego jelenia. W tyle nie pozostają zresztą portrety pozostałych zwierząt reagujących na różne rewelacje czy wygłaszających swoje mądrości. W tekście i na ilustracjach nie zabrakło też wzmianki o niegdysiejszym mieszkańcu Borów Tucholskich, teraz spotykanym tylko w logo parku narodowego – głuszcu.
Następny przystanek na trasie Pompika i jego rodziny to Słowiński Park Narodowy, opisany w książce "Zachłanna mewa". Tytułowy ptak jest też symbolem tego chronionego obszaru, no i postacią bardzo charakterną, przynajmniej w ujęciu Tomasza Samojlika. Zanim jednak zetkną się z mewą, żubry dokonają kilku odkryć, zwłaszcza Pompik, ku niezadowoleniu i zazdrości jego młodszej siostry. Polinka będzie za to wiodła prym w zgrabnym poruszaniu się na piachu – wreszcie przyda się jej bycie najmniejszą i najlżejszą w stadzie. W pięknym, piaszczystym krajobrazie poznamy wraz z żuberkami kilku charakterystycznych bywalców plaży (także roślinę) i jednego mniej spodziewanego lokatora (lisa). Starcie z zachłanną, co i rusz krzyczącą: "Moja, moja, moja, moje!" mewą na pewno doprowadzi dzieci do śmiechu oraz do kolejnej opowieści o podróżującym Pompiku.
W cyklu "Wyprawy" po "Zachłannej mewie" następuje "Dumny bielik", czyli historyjka z Wolińskiego Parku Narodowego, my jednak przez przypadek nie zaopatrzyliśmy się w tę książkę i przeskoczyliśmy od razu do części 8., zatytułowanej "Ptasie stado" i poświęconej Parkowi Narodowemu "Ujście Warty". Tym razem autor zaprosił nas do obcowania z całym stadem gęsi zbożowej, symbolu parku, oraz do przyjęcia na chwilę roli ornitologa badającego liczebność tego gatunku (w mikroskali – na kartach opowiastki). Na wewnętrznych okładkach "Żubra Pompika" zawsze znajdują się bowiem podstawowe informacje o danym obiekcie przyrodniczym, łatwe zagadki oparte na wyszukiwaniu i kilka pytań (w tym jedno z przymrużeniem oka) sprawdzających, co czytelnik zapamiętał z wyprawy. "Ptasie stado" wyróżnia się spośród dotychczasowych odsłon serii mglistą aurą ilustracji, spokojem i ciszą, którą bardzo łatwo sobie wyobrazić. Przynajmniej dopóki nie rozgęga się tytułowa zgraja.

Jaka mglista mgła! – zachwycała się, skacząc dookoła Pompika. – Jaka łączysta łąka! Jaka mokra mokrość pod racicami!
Każdy okrzyk był okazją do przyjacielskiego gruchnięcia Pompika w bok lub szturchnięcia go głową.
W końcu Pompik nie wytrzymał.
Polinko! Dasz mi wreszcie spokój?! – wykrzyknął.
No coś ty? – Polinka szczerze się zdziwiła. – Nie lubisz mnie?
Lubię, lubię, ale czasem zwierzęta mają ochotę być same, wiesz? – powiedział Pompik.
Same? – zdziwiła się Polinka.
Tak, same! Żeby nikt na nie bez przerwy nie wpadał i...
Pompik nie dokończył, bo właśnie... wpadł na odpoczywające w wysokich trawach ptaki.
GĘGĘ! – z oburzeniem wykrzyknął potrącony przez Pompika ptak. – Co to jest? Tu się odpoczywa!
Oj, przepraszam. – Pompik się zawstydził, zrobił krok w bok... i nadepnął na kolejnego mieszkańca łąki.
Alarm!!! – zagęgała poszkodowana gęś. – Żubr mnie depcze!
Nie, nie, ja wszystko wytłumaczę – zaczął Pompik, ale... było już za późno.




Tomaszowi Samojlikowi nie są, jak widać powyżej, obce także zabawy językowe i te Polinkowe eksperymenty z polszczyzną wyszły mu wyjątkowo okazale. Zazwyczaj jednak książki o wyprawach Pompika poświęcone są tym najzwyczajniej rozumianym zabawom, czyli brykaniu żuberków na łonie przyrody. Tak też jest w dziewiątej przygodzie – "Zwinnej wydrze", oprowadzającej nas po Drawieńskim Parku Narodowym. Chociaż i tutaj wszystko zaczyna się od językowych gier w rymowanki-przezywanki, to przesłanie całej książeczki jest poważniejsze i dotyczy... nadmiernej powagi dorosłych. Tej zupełnie zbędnej i zbyt popularnej cechy Poradzie i Pomrukowi pomaga się pozbyć tytułowa wydra, wesoło podsumowująca najnowszy blok "Wypraw". A już nadciąga kontynuacja, bo na mapie Polski goszczącej w środku każdego tomu serii (i zapraszającej do odhaczania czytelniczych wycieczek odbytych już w towarzystwie Pompika) oznaczone są 23 parki narodowe, tak więc przed nami jeszcze wiele, wiele wypraw.

Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, tom 5.: Najstraszniejszy drapieżnik, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2018.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, tom 6.: Zachłanna mewa, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2018.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, tom 8.: Ptasie stado, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2018.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, tom 9.: Zwinna wydra, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2018.

środa, 3 kwietnia 2019

Rodzina borsukow (Żubr Pompik – Wyprawy)


Czwarta część cyklu wydawniczego "Żubr Pompik. Wyprawy" (wyd. Media Rodzina) – "Rodzina borsuków" – zdobyła moje serce już pierwszymi trzema-czterema stronami. Tomasz Samojlik jest rysownikiem znanym dzieciom i ich rodzicom, ponadto uwielbianym przez obie grupy odbiorców, co wcale nie jest takie proste i oczywiste. Mając wyrobioną markę komiksowo-graficzną twórca ten spełnia się też jako pisarz, od lat prowadząc literacko-popularyzatorską serię o Żubrze Pompiku, której jest zarówno autorem, jak i ilustratorem. Chyba właśnie to "dziecko" Tomasza Samojlika darzę największą sympatią i sentymentem, bo na książkach o "Pompisiu" dorastał mój syn, a teraz ich kontynuacja – "Wyprawy" – okazuje się spełniać oczekiwania (estetyczne i przyrodnicze) również kolejnych małych członków rodziny. Przez ostatnich 10 lat na polskim rynku książki dla dzieci wydarzyło się bardzo dużo, ale twórczość Tomasza Samojlika pozostała atrakcyjna dla dzieci debiutujących w roli czytelników (lub słuchaczy). Do słuchania "Rodziny borsuków" i zabawy z książką nie trzeba będzie nikogo przekonywać, każdy maluch (i starszak!) chętnie poćwiczy wymowę i... nogi, naśladując dźwięki lasu.

TIK, TIK, TI, TI, TI, TA, TJA! – dochodziło z gniazdka na drzewie.
To śpiewa muchołówka mała – wyjaśnił łoś.
STUKU, STUKU, STUK, STUK, STUK – dobiegało gdzieś ze szczytu sosny.
A to z kolei dzięcioł czarny – stwierdził łoś.
TUP, TUP, TUP, TUP – usłyszeli nagle.
Pompik spojrzał na drzewa w poszukiwaniu tupiącego ptaka.
To nie jest odgłos ptaka – roześmiał się łoś. – To wy, żubry, tupiecie taki rytm. Aż cały się bujam!

Żubry wędrownicy w tej odsłonie podróży po polskich parkach narodowych docierają do Kampinosu. W pierwszej scenie spotykają bohatera herbu Kampinoskiego Parku Narodowego – łosia, co już jest zabiegiem skutecznie utrwalającym skojarzenia czytelnika z konkretnym obiektem przyrodniczym. Tego łosia zresztą nikt z nas prędko nie zapomni, bo jest to zwierz muzykalny, który lubi pobujać się na boczki w rytm stukotu żubrzych kopyt. Cóż za piękne wyzwanie dla rozbrykanych, otwartych na świat i uczestniczących w zajęciach rytmiki przedszkolaków! Pierwsi czytelnicy Tomasza Samojlika są już młodzieżą, a ten genialny twórca nadal potrafi znakomicie wyczuć nastroje najmłodszych, mimo że i tu zmieniło się się wiele. Dzisiejsze maluchy mają inną percepcję świata niż starsi o 10 lat koledzy czy rodzeństwo, co wynika między innymi z szerszego dostępu do multimediów i sprzętu elektronicznego, zwłaszcza ekranów dotykowych. A jednak pewna część dzieciństwa pozostaje niezmienna, uniwersalna, i właśnie ją wychwytuje autor "Żubra Pompika".

Ojej, rzeczywiście! Jesteśmy jak orkiestra! – wykrzyknął Pompik.
Uhu – odparła smętnie Polinka.
Szła za Pompikiem z ponurą miną, co chwila spoglądając na swoje racice.
Co się stało? – zmartwił się żuberek.
Jeszcze pytasz? – Polinka wybuchnęła płaczem. – Przecież ja nie tupię! Nic a nic! To straszne! Nie rozumiesz, że skoro wy wszyscy tupiecie, a ja nie, to do was nie pasuję? A jeśli już nie będziecie mnie chcieli takiej nietupiącej?
Coś ty, Polinko! – Pompik starał się ją pocieszyć. – Nie ma znaczenia, czy tupiesz, czy nie.
Polinka wciąż wsłuchiwała się w swoje kroczki, lekkie i delikatne. Choć próbowała iść jak najciężej, żadnego dudnienia nie udało się jej wywołać.

Małe żubry zachowują się jak małe dzieci – Polinka narzeka, że jest najmniejsza i nie potrafi tego, co starszy brat i rodzice, a Pompik wynajduje rozmaite sposoby na pocieszenie jej. Wśród propozycji pojawia się wejście na atrakcyjną górkę i podjęcie tam próby tupania. Tu zawiązuje się nowy wątek, wszak żubry w każdym tomie "Wypraw" spotykają na swoim szlaku więcej niż jeden gatunek zwierząt. Tym razem zaznajomią się z tytułową rodziną borsuków, opisaną i narysowaną zarówno z poczuciem humoru komiksiarza, jak i tkliwością oraz rzeczowością przyrodnika. "Rodzina borsuków" jest lekturą lekką, wesołą, rozbudzającą w dziecku nie tylko zainteresowanie naturą, ale też przyjaźń (a może nawet miłość) do niej. Jeśli mały czytelnik dotąd nie zastanawiał się nad tym, jak w lesie rozchodzą się światło i dźwięk, to po ilustracjach i słowach Tomasza Samojlika na pewno stanie się bacznym obserwatorem.

Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, tom 4.: Rodzina borsuków, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2018.

niedziela, 9 września 2018

Zguba zębiełków


Ciekawe, ile dzieci skakało w tym roku z radości wywołanej powrotem Dobrzyka i jego kompanii. Przypuszczam, że wielu młodym ludziom ryjówki kojarzą się tylko z komiksową Sagą o Ryjówce Tomasza Samojlika. Jest to seria skutecznie pielęgnująca zamiłowanie do przyrody, przygody i książek, a w szczególności do dymkowanych albumów. Kolejne części "Ryjówki przeznaczenia" cieszą się wielkim powodzeniem dzięki udanym scenariuszom, czarującej grafice i kolorystyce oraz ogólnemu podejściu autora i wydawcy (Kultura Gniewu / Krótkie Gatki) do dziecięcego czytelnika. Tutaj nie lekceważy się maluczkich, nieważne, czy chłoną komiksy od pięciu lat, roku, czy dziesięciu minut. Komiksy Tomasza Samojlika są wydawane z dbałością o wszelkie szczegóły, od dopracowanej fabuły i rysunkowej akcji, przez dobór i wyrazistość kolorów, redakcję i korektę (nie zauważyłam żadnej literówki czy niezręcznego sformułowania w całej czterotomowej serii, a jestem na tym punkcie wyczulona), jakość oraz trwałość papieru i oprawy, aż do fantastycznych fanartów i dodatków encyklopedycznych na końcu albumu.
"Zguba zębiełków" jest książką ciekawą, wesołą i dowcipną (bo to niekoniecznie to samo), pełną akcji, wciągającą i pod każdym względem barwną. W tej opowieści spotykamy większość bohaterów, pozytywnych i negatywnych, których poznaliśmy w "Ryjówce przeznaczenia", "Norce zagłady" i "Powrocie rzęsorka". Naszym ulubieńcem jest oczywiście Dobrzyk, wybraniec łamiący stereotypy, bo jakby z przypadku, daleki od ideału, niezbyt samodzielny i dość niezdarny. Właśnie komediowy charakter bohatera, dumnie zwanego "ryjówką przeznaczenia", gwarantuje lekkość lektury i dystans względem gatunku fantasy, z którego autor czerpie garściami. Oprócz ryjówek na kartach "Zguby zębiełków" zagościli tytułowi kuzyni Dobrzyka, swoje pięć (lub więcej) kadrów mają też rzęsorek, kret, łasica, kruki, jeż, norniki, srokosz, puchacz, lis, pies, kot i najbardziej szkodliwi drapieżcy: ludzie, zaśmiecający przyrodę swoimi odpadami i wyziewami. Gdybym nie znała możliwości Tomasza Samojlika, chyba nie uwierzyłabym, że można stworzyć fascynujący dla dzieci komiks o zanieczyszczaniu środowiska, łańcuchu pokarmowym, zasiedlaniu przez dzikie zwierzęta ludzkich gospodarstw czy przygotowaniach lasu do zimy. Na kanwie takich przyziemnych, podręcznikowo-ekologicznych sytuacji czy z życia wziętych scenariuszy autor tworzy niesamowitą historię podróży, poszukiwania ratunku dla gatunku, powrotu do porzuconego królestwa, zdrady i nawrócenia. Najsłabsi dają radę pokonać tyranów i oprawców, zrzędy i po(d)rzutki okazują się najcieplejszymi aspektami istnienia, świat niby staje na głowie, a jednak w rzeczywistości jest właśnie taki, jak u Tomasza Samojlika. "Zguba zębiełków" nastraja optymistycznie, skłania do rozglądania się wokół w poszukiwaniu tych, którzy pomagają, choć nikt nie patrzy, i do czynienia dobra.
Rysunki autora zachwyciły nas i rozśmieszyły bardziej niż te we wcześniejszych komiksach z cyklu o ryjówkowatych. Bardzo podobała nam się ich prostota, która przy rozbudowanej akcji nie jest taka oczywista, zresztą w ogóle przy wielobarwnych pozycjach dla najmłodszych łatwo popaść w przesadę. Tomasz Samojlik najczęściej stosuje zbliżenia na postaci, unikając złożonego tła. Przy szerszych planach kadry są odpowiednio większe, a szczegóły ilustracji na tyle wyraźne, że nie dochodzi do zamętu, a czytelnik chętnie wyszukuje wszystkie ryjówkowate i wszelkie inne drobiazgi. Zwierzęcy bohaterowie bywają pocieszni i drapieżni, ludzie – niezbyt urodziwi i "z twarzy" mniej inteligentni od rodowitych mieszkańców lasu. Świetna dynamika rysunków obejmuje i mimikę postaci, i sceny gonitw, ataków czy pułapek, i stopniowalność napięcia w kolejnych kadrach. Trudno mi określić, czy w "Zgubie zębiełków" bardziej ujęły nas ilustracje, czy scenariusz. Ten komiks jest po prostu uniwersalnie fajny.
Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Zguba zębiełków, Kultura Gniewu (Krótkie Gatki), Warszawa 2018.

sobota, 10 lutego 2018

Pikotek chce być odkryty


Książka "Pikotek chce być odkryty" Tomasza Samojlika jest wyjątkową pozycją w dorobku tego pisarza, ilustratora, scenarzysty i rysownika komiksów. Dotychczas mieliśmy na półce aż osiemnaście publikacji, w których występuje on jako autor i/lub rysownik, a każda z nich, choć olśniewała ilustracjami (działającymi na nas jak magnes), posiadała też tekst i jasno określony przekaz. Tymczasem jedyna pewna rzecz, jaką wiemy o Pikotku, to że chce być odkryty, bo właśnie to oznajmia nam tytuł, poza którym w książce nie ma żadnych słów. Co prawda na tylnej okładce znajdziemy kilka zdań opisu, ale stanowią one raczej wydawniczą zachętę niż objaśnienie, kto zacz ten Pikotek i jak się z nim bawić. Na tym polega geniusz konceptu Tomasza Samojlika: róbcie, co chcecie, dzieci, na pewno coś wymyślicie. Ta publikacja nie zawiera słów, ona je produkuje, bo po otwarciu sami zaczynamy opowiadać, krążyć, błądzić, szukać rozwiązania, przedstawiać kolejne postacie i ich cele. Uwalnianiu pomysłów sprzyja też forma edytorska: jest to album-harmonijka, rozkładany, długaśny jak droga przez las.
Mój syn pierwszy raz odkrywał Pikotka rozłożywszy go na długość całego naszego dużego pokoju, przeskakując palcem i wzrokiem ze strony na stronę. Wtedy pożyczyliśmy świeżutką nowość z biblioteki, teraz, gdy wreszcie mamy własny egzemplarz "Pikotka", zasiedliśmy do niego we dwójkę, tym razem korzystając z możliwości tradycyjnego kartkowania. Okazało się, że po ponad roku przerwy syn niemal nie pamiętał tej książki, więc frajda z jej poznawania była tym większa. Okładka sprawia wrażenie namalowanej akwarelami, charakterystycznie, "plamiście" rozmywającymi tło, a w jej wnętrzu kryje się zieleń drzew, krzaków i leśnego poszycia, po których spacerują bohaterowie historii: Pikotek, borsuki, kret, ryś, wilk, wydry, zające, wiewiórki, kaczka, lis, niedźwiedzie, dziki, chrabąszcz, jeże, dzięcioły, pszczoły, rudziki (chyba) i jelenie. Zwierzęta porozumiewają się ze sobą ikonkami umieszczonymi w komiksowych dymkach, a naszym zadaniem jest domyślić się, jak może brzmieć pełne zdanie oraz w jakim trybie jest wypowiadane – pytającym, oznajmującym czy rozkazującym. Dyskusje i komunikaty dotyczą samych istotnych spraw: wody, jedzenia, domu, mniemania o sobie czy autoidentyfikacji ("rządzę!", "kim jestem?", "boję się!). Rodzice poszukują dzieci, dzieci uczą się od rodziców, dzień upływa (co obserwuje i relacjonuje kret, czy to rosnącym słoneczkiem, czy korytarzem – a może 2w1?), kolory i humory się zmieniają, a opowieść dojrzewa w nas, owocując wspólnymi interpretacjami. To był przemiło spędzony czas, bo zorganizował go nam doświadczony scenarzysta i utalentowany artysta, wkomponowujący w swoje kolorowe ilustracje masę pozytywnej energii. Narysowane przez niego postacie są urocze, a relacje ciepłe oraz zabawne, może z wyjątkiem tych łączących lisa z kaczką, ale i tu ostatecznie chodzi tylko o dreszczyk emocji. Zaletą "Pikotka" jest też przyjemny, mocny papier, który dodatkowo pięknie pachnie, a ja uwielbiam wąchać książki.
Warto samemu, na własny sposób odkryć Pikotka, poprzyglądać się z maluchem lub starszakiem tym sympatycznym, pełnym wyrazu (i wyraźnym, bo wydrukowanym w odpowiednim formacie i kolorystyce) zwierzęcym pyszczkom. W takim pogodnym towarzystwie dzieciństwo upływa bajkowo, a ileż tu relaksującej zieleni! Pikotkowy leśny pas rozweseli nawet najbardziej szary, wielkomiejski dzień, my rozciągamy go w smętne popołudnia zimy, która zdaje się być jesienią albo bezsłoneczną wiosną i od razu stajemy się optymistami.
Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Pikotek chce być odkryty, Widnokrąg, Piaseczno 2016.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Żubr Pompik. Wyprawy (tom 1-3)





Zagorzały fan określonego bohatera literackiego cieszy się z powrotu swojego ulubieńca, nawet gdy zmieniają się okoliczności takiego książkowego spotkania. No, chyba że fan jest nie tylko zagorzały, ale i nieco zgorzkniały, wtedy trudno go zadowolić. Nie, nie będzie tu mowy o serii "Kajko i Kokosz. Nowe przygody" (którą bardzo polecam), choć omawianym książkom oraz autorowi bardzo blisko i do tego cyklu, i do komiksu w ogóle. Zajmie nas inna postać mieszkająca w słowiańskiej kniei.
Żubr Pompik, pieszczotliwie nazywany przez nas Pompisiem, w naszym domu zawsze witany był entuzjastycznie. Wieść o planach nowej serii przygód brykającego mieszkańca Białowieży ogromnie nas uradowała. Wesołą nowinę podczas Komiksowej Warszawy 2017 przekazał mi sam autor – Tomasz Samojlik, i zaledwie po 5 miesiącach w nasze ręce trafiły trzy poręczne książeczki: "Tajemnica rzeki", "Bagienny łoś" oraz "Plan Bobra". Oto początek cyklu "Żubr Pompik. Wyprawy", w którym Pompik, jego młodsza siostra Polinka oraz ich szacowni rodzice (Pomruk i Porada) podróżują po polskich parkach narodowych. Planują zwiedzić wszystkie rodzime skarby przyrody, a że jedna książka to wizyta w jednym parku, wygląda na to, że czekają nas aż 23 przygody.
Rodzina Pompika mieszka w Białowieskim Parku Narodowym, gdzie rozgrywała się akcja czterech dotychczasowych książek o żuberku ("Tropy na śniegu", "zapach wiosny", "Letni zmierzch", "Kolory jesieni") i skąd żubrzy kwartet wyrusza na włóczęgę. Najbliżej mają do Narwiańskiego Parku Narodowego, o którym czytelnicy dowiadują się co nieco w "Tajemnicy rzeki". Opowieść zastaje bohaterów w chwili znudzenia, jaka nieuchronnie nadchodzi w każdej podróży z dzieckiem.

Nigdy dotąd nie widziałam takiej rzeki. To prawdziwy labirynt – zamyśliła się Porada.
Przecież podobna była w naszej puszczy – obruszył się Pomruk. – Tylko... mniej pokręcona... i krótsza... i bez tylu koryt. W sumie, jak się zastanowić, zupełnie niepodobna.
Chodźmy! Chodźmy! Chcę zobaczyć, co jest za tym zakrętem rzeki! – niecierpliwił się Pompik.
Jak to co?! – oburzyła się Polinka. – Kolejny zakręt! Taki sam, jak sto poprzednich i sto następnych. Nudna, pokręcona rzeka! A w dodatku nie ma tu żadnych zwierząt, wszędzie tylko szuwary!

Od pierwszych stron widać, że nie jest to zwyczajna publikacja popularnonaukowa, ale opowiadanie z elementami wiedzy o przyrodzie. Żubry poznają charakterystyczne środowisko danego parku, w tym jego zwierzęcych mieszkańców. W przypadku Narwiańskiego Parku Narodowego są to rzeka Narew oraz ptaki wodne i błotne.
Następny przystanek wycieczkowiczów, a podobno żubry naprawdę lubią sobie czasem połazić po Polsce, wypada w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jeśli już poprzednio gościliśmy u mieszkańców rzeki, co i kogo poznamy tym razem? Czy zawsze będziemy śledzić wędrówkę wzdłuż rzek, skoro to przede wszystkim z Biebrzą kojarzony jest Biebrzański Park Narodowy? Nie, w "Bagiennym łosiu" co prawda znów będzie mokro, ale w zupełnie inny sposób.

Żubrza rodzina zawędrowała nad ogromne bagno, porośnięte zielonym dywanem traw z mnóstwem kwitnących kwiatów. Wokoło rósł podmokły las. Żubry starały się wybierać suchą ścieżkę, ale błoto i tak chlupało im pod racicami. Pompik uznał, że to nawet zabawne.
Patrz, Polinko! Racica mi się zapada! – zawołał.
A moja bardziej! – Polinka nie chciała być gorsza. – Bo moja się zapada po kolano!
A ja się zapadnę po brzuch! – zawołał Pompik. Jednak zanim zrealizował swój plan, powstrzymał go Pomruk:
Dzieci, to nie miejsce na takie zabawy!
Dlaczego? – chciała wiedzieć Polinka.
Żubry są ciężkie i mogą się zapaść naprawdę głęboko – odpowiedziała Porada. – Nasze racice nie są przystosowane do chodzenia po bagnach.
I mama pokazała żuberkom swoją racicę.
A ich są? – zapytał Pompik, wskazując na grupkę łosi, przemierzających bez trudu podmokły las.
O tak, racice łosi są o wiele szersze od naszych. One nie mają się czego bać na bagnach. – Porada pokiwała głową.

Pompik i Polinka spotykają pewnego łosia, osobnika niezwykle charakternego, podobnie jak jego białowieski kuzyn występujący w jednej z wcześniejszych książek o żuberku. Miejscowy jegomość smuci się i nie reaguje na próby rozweselenia, choć żubrza młodzież podchodzi do sprawy ambitnie i nie ustaje w staraniach. Oczywiście w końcu goście z Białowieży spełnią zadanie, ale rozwiązanie problemu łosia wcale nie jest proste i oczywiste, zaangażowani zostaną nawet Pomruk i Porada.
Tomasz Samojlik napisał tę książeczkę, jak zresztą wszystkie "Wyprawy", z sympatycznym poczuciem humoru, swobodą wprawionego bajkopisarza, scenarzysty i zarazem przyrodnika. Czytelnik daje się ponieść przygodzie (i przyrodzie), prawie nie zauważając, ile istotnych informacji z niej wynosi. Dostrzega to natomiast w przyrodniczych dodatkach do kolekcjonowania. Na środku każdej książeczki znajduje się bowiem plakat do wyjęcia – jak w czasopismach, a na nim mapa Polski z oznaczonymi wszystkimi parkami narodowymi (czerwonym "ptaszkiem" wyróżniono ten z bieżącej wyprawy). Na odwrocie mapy znajdziemy coś jeszcze ciekawszego: przewodnik "Poznawaj z Pompikiem", prezentujący ilustracje oraz opisy dziobów ptaków wodnych i błotnych ("Tajemnica rzeki"), stop zwierząt ("Bagienny łoś") czy ich zębów ("Plan bobra").
Ostatnia z dotychczas wydanych "Wypraw" to "Plan bobra", opowiadanie o Wigierskim Parku Narodowym, którego symbolem jest najlepszy drwal i cieśla wśród zwierząt, tytułowy bohater książeczki Tomasza Samojlika. Pomruk znów prowadzi rodzinę w okolicy rzeki i jak zwykle snuje mądrości, nie całkiem trafne, co w zabawny sposób podważa majestat groźnego oraz poważnego króla puszczy. Polinka spróbuje skosić zębami drzewo, Pompik stojąc na trawie zobaczy przepływające mu między nogami rybki – same cuda!
Seria "Żubr Pompik. Wyprawy" to bardzo przydatna i czytelna pomoc dydaktyczna, publikacja popularyzująca nauki przyrodnicze oraz postawy proekologiczne. Adresowana jest raczej do dzieci w wieku przedszkolnym, ale wstęp i podsumowanie (na wewnętrznych okładkach) każdej pozycji napisane zostały z myślą o nieco starszych, już samodzielnych czytelnikach. Ponadto są to pełne uroku, zabawne historyjki opatrzone kolorowymi, wesołymi, wręcz urzekającymi ilustracjami autora. Powiew nowości bardzo się Pompikowi przysłużył, żuberek odmłodniał, co jednak nie powinno odstraszyć starszych dzieci, które wychowywały się na jego poprzednich przygodach. My, stare wygi, byliśmy zachwyceni i chętnie wracamy do ulubionych fragmentów "Wypraw", zwłaszcza żubrzej rodziny odbijającej się w lustrze Czarnej Hańczy oraz wymądrzania się Pomruka. Zapoznajemy też z Pompikiem najmłodszego, niespełna półtorarocznego członka rodziny, choć robimy to powoli, bo zapał małych dłoni i wielokrotne powracanie do najciekawszych obrazków muszą być kontrolowane. Wdzięczne twarze żubrów, kaczek czy łosia oraz pięknie sportretowane kolory polskiej przyrody przyciągają na długo uwagę, nawet takiego malucha – to informacja na wypadek, gdyby wydawnictwo Media Rodzina rozważało przygotowanie książek kartonowych o Pompiku.
Muszę też nadmienić, że format i forma serii bardzo pasują do przedszkolnych i wczesnoszkolnych rączek, gustów oraz możliwości poznawczych, a także do toreb rodziców i, nie ma co ukrywać, ich portfeli. Większy zbiór opowiadań w twardej oprawie co prawda starcza na dłużej i prezentuje się bardziej elegancko, ale nie jest tak praktyczny, może też zniechęcać początkującego czytelnika swoją długością. Jako młoda mama szukałam dla swojego kilkulatka właśnie takich niewielkich książeczek, jak "Żubr Pompik. Wyprawy", w typie niegdysiejszych "Poczytaj mi mamo". Publikacje te były przez mojego syna najczęściej przeglądane i noszone do przedszkola. Pompik także jest świetnym kompanem, oby towarzyszył wielu dziecięcym wyprawom – w przyrodę, do szkoły i przedszkola.
Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 1: Tajemnica rzeki, Media Rodzina, Poznań 2017.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 2: Bagienny łoś, Media Rodzina, Poznań 2017.
Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Wyprawy, t. 3: Plan bobra, Media Rodzina, Poznań 2017.

wtorek, 9 maja 2017

Żubr Pompik. Kolory jesieni


Czwarta książka Tomasza Samojlika (autor tekstu i rysunków) z serii o żubrze Pompiku kusi i zachwyca tytułowymi kolorami. Nie wszystkie z trzynastu zamieszczonych w tym zbiorze opowiadań rozgrywają się jesienią, ale piękne, intensywne barwy obrazków (z okładką na czele) kojarzą się właśnie z tą porą roku. Mamy tu zabawne portrety uśmiechniętych i rozgadanych żubrów różnej płci, maści oraz wielkości, z przodu, boku i od tyłu, z bliska i daleka. Są trawy, drzewa, zwierzęta i niebo w rozmaitych odcieniach i nasyceniach zieleni, żółci, fioletu i błękitu, napatrzymy się tez na żubrze, ropusze i bajorkowate brązy (dwa ostatnie z udziałem zgniłej zieleni), pomarańcze liści i... zimorodka. Zresztą w wydaniu Tomasza Samojlika i szarości wyglądają pogodnie, zwłaszcza że przywdziewają je rozbrykane kuniątka, porządny borsuk i jego dziki (ale w miarę grzeczny, mówi "dzień dobry"!) lokator szop oraz "absolutnie wyjątkowe" kukułki. I jeszcze księżyc, zupełnie kosmiczny! Kolory w tej książce zostały przepięknie dobrane, tym bardziej że ilustrator przeważnie odwzorowuje prawdziwe barwy przyrody. Dzięki "Kolorom jesieni" dzieci na pewno zapamiętają wygląd poszczególnych zwierząt i pokochają książki, bo to jedna z najładniejszych i najsympatyczniejszych polskich publikacji dla dzieci.

Pompiku, pilnuj siostry, ona potrafi mieć takie szalone pomysły. I bądź bardzo ostrożny. I...
Dobrze, już dobrze, tato – uśmiechnął się Pompik. – Wszystko będzie w porządku, nie denerwuj się.
Pomruk westchnął. Oba dorosłe żubry odprowadziły wzrokiem odchodzące w las dzieci, po czym zajęły się zwykłymi żubrzymi sprawami – jedzeniem trawy i ziół, odpoczynkiem, przechadzkami w poszukiwaniu kolejnej przekąski.

Mały żubr i jego młodsza siostra Polinka jak zwykle podejmują wyprawy poszukiwawcze, których celem jest odkrycie tajemnic lasu. Opowiastki o ich przygodach są ciepłą, wesołą i zabawną rodzinną lekturą. Zwierzęta wpadają tylko w niegroźne tarapaty, a mały czytelnik przeskakuje za Pompikiem i Polinką z rozdziału na rozdział, poznając zwyczaje i miejsca występowania polskich zwierząt, tych popularnych i mniej znanych, jak choćby żółw błotny.

Szukaliśmy pana, bo zastanawiałam się dzisiaj... to znaczy... mam bardzo ważne pytanie, na które tylko pan może odpowiedzieć – wytrajkotała Polinka. – Czy życie ma jakiś sens?
Żółw milczał długą, a potem jeszcze dłuższą chwilę. Jego głowa chwiała się powoli to w jedną to w drugą stronę.
Tak, ma – odpowiedział wreszcie.
Żubrzyczka czekała cierpliwie na dalszy ciąg, ale żółw już się nie odzywał. Usnął, wyczerpany rozmową.

"Żubr Pompik. Kolory jesieni" nie jest wyłącznie książką przyrodniczą, nie każde zdanie i nie wszystkie wątki mają być pouczające. Autor dba nie tylko o przekaz popularnonaukowy i jakość obrazu plastycznego, ale też o poziom literacki oraz scenariusz, w końcu jest też twórcą komiksów dla dzieci i młodzieży. Historyjki poprowadzone są w taki sposób, by nie zasypywać czytelnika nadmiarem informacji, zachować odpowiednie tempo, charakterystyczne dla wszystkich części przygód żubra Pompika. Zawsze znajdziemy tu trochę spokoju żubrzej polany, wsparcie rodziców (Porady i Pomruka), emocje i ciekawość dzieciństwa, zaskakujące (dla małych żubrów) spotkanie z innym zwierzęciem i wesoło-filozoficzną pointę.

To już jesień? – Tym razem Polinka szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. – Ale ja się jeszcze nie zdążyłam nacieszyć latem...
Spokojnie, żuberku, jeszcze sporo czasu minie, nim nadejdzie prawdziwa jesień – uspokoił ją bocian. – Ale przed nami długa droga, nad lasami, polami, rzekami i morzami... Musimy wylecieć odpowiednio wcześnie żeby po drodze móc znaleźć jeszcze coś do zjedzenia.


Czwarta książka o Pompiku właściwie jest w równym stopniu historią o Polince, z lektury powinny być więc wyjątkowo zadowolone dziewczęta, zwłaszcza te pełne energii i ciekawości świata, jak siostra głównego bohatera. "Kolory jesieni" wnoszą dużo wiedzy i radości do życia młodego czytelnika, a w dodatku po przeczytaniu i obejrzeniu całości można stwierdzić, że chyba jednak wszystkie te barwy pasują do tytułu, bo jesień ma wiele twarzy, w pewnych zakątkach lasu trwa dłużej lub dla niektórych zwierząt przychodzi szybciej. Po zbadaniu kolorów jesieni w lesie Pompika, zabieramy się ponownie za śledzenie z nim tropów na śniegu, poszukiwanie zapachu wiosny i kontemplację letniego zmierzchu, czyli za lekturę wcześniejszych tomów. I tak w kółko, dopóki nie powstanie kolejna książka o Pompiku – oby autor miał takie plany!
Bożena Itoya

Tomasz Samojlik, Żubr Pompik. Kolory jesieni, Media Rodzina, Poznań 2016.