cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

sobota, 9 lipca 2016

"Drzewo" jako żywo!


Trudno jest podjąć swoją opowieść o tym, co dawne i pozornie wszystkim znane, przy tym modne i eksploatowane na rozmaite beletrystyczne sposoby, ale równocześnie niepewne i fragmentaryczne. Tym czymś jest świat słowiańskich istot mitologicznych, kimś podejmującym wyzwanie jego literackiego opisu – Łukasz Wierzbicki, a efektem książka "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści". Zadanie nie jest proste, bo młodego czytelnika trzeba zainteresować i atrakcyjną treścią, i odpowiednią formą, z pominięciem naukowych wywodów i współczesnych ideologii (w tym wyznaniowych), które lubią odwoływać się do słowiańskich korzeni, analizować, czy jako naród / narody zyskaliśmy na chrystianizacji, czy jesteśmy jej ofiarami.
Łukasz Wierzbicki umiejętnie omija współczesne okołonaukowe i okołoliterackie dyskusje, koncentrując się na meritum i lepiąc swoją opowieść tylko z esencjonalnych składników. W razie wątpliwości co do przepisu na udaną gawędę o mitologii słowiańskiej dla młodzieży i dorosłych, zachęcam do prześledzenia drugiej części publikacji: "Od autora (Dla tych, którzy lubią wiedzieć więcej)", gdzie na trzydziestu stronach autor szczegółowo (niemal zdanie po zdaniu) przeanalizował właściwą opowieść "Drzewo" pod kątem stanu badań, źródeł i inspiracji, wyjaśnił, co dodał od siebie i przedstawił bogatą bibliografię.
Zapał badawczy, konsekwencja merytoryczna i szerokie rozeznanie w temacie nie są jeszcze gwarancją sukcesu w gronie młodszych czytelników. Potrzeba też talentu pisarskiego, który w wypadku "Drzewa" przenika do nas z każdej strony. Łukasz Wierzbicki w poprzednich książkach wypracował własny, lekki, ale nie banalny styl opowiadań o podłożu reporterskim. Tym razem jednak nie napisał o historiach, które wydarzyły się naprawdę, w określonym miejscu i czasie, choć sięgnął po najprawdziwsze motywy, powtarzające się w wielu ludowych wizjach świata. Autor zmienił więc (chwilowo?) temat swojej twórczości, sięgnął głębiej w przeszłość, osiągając sukces: mamy w rękach książkę efektowną i magiczną. Mojemu dziesięcioletniemu synowi "Drzewo" podobało się tak samo jak "Machiną przez Chiny" i "Afryka Kazika".

Na samym początku było jajo. Nic więcej.
Jajo? Jak wielkie?
Mniejsze niż kropla wody. Nie większe niż ziarnko piasku. A wokół nic. Cisza, pustka, bezruch, mrok. Nie istniał żaden dźwięk ani słowo. Nie było światła, kolorów ani kształtów, które znasz. Nie było dni. Nie było nocy.
(...) Jajo wirowało. A wewnątrz jaja kryła się każda rzecz. Doliny i wzgórza sosnowe. Stwórca dolin i wzgórz sosnowych. Wszystkie siedem mórz. Setki milionów gwiazd. Muzyka, której nikt nigdy nie słyszał. I źródła wszelkich wód. Rośliny, zwierzęta, ludzie i królestwa. Wszystko, co kiedykolwiek zobaczysz... było w tym jaju.

Publikacja oddziaływa na czytelnika w różnych sferach odbioru. Zróżnicowana oprawa plastyczna zadowoli zwolenników fotografii przyrodniczej, zdjęć "magicznych", ale i osoby lubiące określony typ rysunku komiksowego – Wojciech Nawrot ilustrował wcześniej między innymi komiksy historyczne. W "Drzewie" oglądamy narysowane (często widziane od tyłu), kolorowe postaci ludzi, bogów i różnych stworzeń, przeważnie łączone z fotografiami. Mamy tu smoki, wilki, zamglone lasy, rozgwieżdżone niebo, korę drzewa, pszczołę w płatkach kwiatu, taflę wody... Cała gama barw i technik. Są i zwykłe szkice – na wyklejkach i w części "Od autora". Moim gustom najbardziej odpowiadają właśnie te najprostsze grafiki.
Właściwe opowieści podzielone zostały na dwie części: pierwsza prezentuje mitologię słowiańską jako w miarę spójną (to novum!) historię Wyraju (niebo), Nawii (mroczna, podziemna kraina) i naszego ziemskiego świata, tworzonych i rządzonych przez Świętowita, Peruna, Welesa, Matkę Ziemię (autor przytacza też inne imiona bogini), Chorsa. W tej części poznajemy obraz narodzin życia, świata, człowieka, zwierząt, pór roku, po prostu wszystkiego, co otaczało niegdysiejszych Słowian i czego istnienie musieli sobie jakoś wyjaśnić.

Gdy wiosną nastanie ranek cudownie słoneczny, zazielenią się znów łąki, okwiecą drzewa, a śnieżnobiałe gęsi uniosą głowy ponad drżącymi trawami, obudzi się ze snu Jaryło, powróci z królestwa po drugiej stronie świata.
Przybędzie na białym rumaku, w zielonym płaszczu i zdartych butach. Znów spotka bosonogą Marzannę o włosach jasnych jak len i oczach pełnych tęsknoty. Potoczy się znów złote jabłko po ziemi. Odezwie się wołanie kukułki.

Drugą część otwiera dłuższy rozdział: "Marzanna i Jaryło". Po nim następuje opowieść "Porwanie Jutrzenki", dalej historia Kojaty i Księżniczki ("Wyprawa"). Gdy je czytałam (jednym tchem), przypomniały mi się dodatki do "Władcy pierścieni" (zamieszczone w "Powrocie króla"), bo też powieść ta wyrosła z podobnych opowieści, mitów i badań nad nimi, poszerzonych o poezję (również Łukasz Wierzbicki wplata w prozę fragmenty utworów poetyckich). Ten tolkienowski potencjał oraz pasję wyczuwam i w książce "Drzewo" i jestem bardzo ciekawa, na jaką twórczą ścieżkę skieruje się teraz autor.
Bożena Itoya

Łukasz Wierzbicki, Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści, ilustracje Wojciech Nawrot, fotografie Kasia Biernacka, Magdalena Cichocińska, Jerzy Dolata i in., Pogotowie Kazikowe, Poznań 2016.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza