cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

środa, 7 września 2016

Tru


Trudno napisać true o "Tru", bo dla każdego czytelnika może być to nieco inna prawda. Książka Barbary Kosmowskiej z ilustracjami Emilii Dziubek jest smacznym literackim kąskiem, ale ma kilka poziomów. Można dostrzec i docenić wszystkie, można też niektóre przegapić lub pominąć.

Nie wiem, czy wspominałem, że jesteśmy rodziną zajęcy. To wprawdzie szczegół, bo niby czym zając się różni od konia albo od księgowej z banku. I koń, i księgowa czuliby się fatalnie, gdyby opuścił ich ktoś bliski albo gdyby nie wpuszczono ich na bal z powodu nieodpowiedniego stroju. Zające w takich sytuacjach też cierpią i jest im przykro, więc o jakichś wielkich różnicach nie może być mowy.

Na początku książka oszołomiła mnie licznymi wtrętami dotyczącymi sytuacji społecznej środowisk w jakimś stopniu dyskryminowanych lub pokrzywdzonych: samotnych matek pracujących na dwa etaty, zahukanych kur domowych, osób (tu: zajęcy) mieszkających w tych gorszych dzielnicach miast, klas szkolnych, w których wyraźny jest podział na dzieci biedniejsze i bogatsze (choć nauczyciele traktują wszystkich równo) oraz wszelkich przybyszów, przesiedleńców, nazywanych nawet wprost emigrantami. Świat przedstawiony roi się od protestów, manifestacji, transparentów, już na drugiej stronie pada termin feministka. Nie byłam pewna, czy ma być to bajka, czy może manifest? Jednak mój syn w ogóle się nad tym nie zastanawiał, od razu dał się wciągnąć w opowiastkę o zaangażowanym (uczuciowo, rodzinnie i społecznie) młodym zającu wynalazcy. Uczmy się więc od dzieci, dajmy ponieść przygodzie, zamiast poświęcać uwagę szczegółom.
Tru opowiada swoją historię zaznaczając, że robi to, ponieważ ma szansę zostać stypendystą pewnego konkursu. Opisuje drogę samorodnego wynalazcy, konstruującego to i owo dla swojej rodziny, kolegów i mieszkańców Wysokiego Lasu. Bohater jest dzieckiem decydującym o świecie, ma wpływ i na własne imię, które zmienia z Truś na Tru, i na poprawę warunków życia wszystkich zajęcy. Uczniom ofiarowuje automat do kanapek i modną, choć bardzo prostą, zabawkę, mamie pomaga dźwigać codzienne ciężary i zrelaksować się, zapewnia zlecenia lokalnemu rzemieślnikowi oraz wprowadza udogodnienia w nowej pracy byłego kloszarda. Kształtuje trendy, dba o środowisko i bliźnich, pomagając nawet odległej społeczności zajęcy uchodźców, ściganych i prześladowanych przez tamtejsze władze. Tru ma talent, dobre serce i poczucie obowiązku. Jest to więc opowieść o misji, którą może podjąć każdy z nas, zaczynając od opieki nad młodszym rodzeństwem i rodzicami, a na akcjach społecznych kończąc.

Mamo, to twój nowy strój na paradę powiedziałem, stawiając przed nią sizalowy stojak. mama akurat zmywała naczynia, przekonana, ze nigdy się od nich nie uwolni.
Mógłbym w tym miejscu napisać, co się z nią działo, gdy spojrzała na sprzęt reklamowy mojego pomysłu i gdy pośpiesznie wkładała go, zawiązując po bokach lekkie troczki. Mógłbym też powtórzyć, co mówiła, ale powtarzanie to specjalność mamy, więc daruję sobie te wszystkie ochy i achy. Na dowód, że wykonany przedmiot jest bardzo, ale to bardzo wygodny, jak zapewnia mama, wystarczy wspomnieć o jej nowym zwyczaju. Teraz gdy wybiera się do sklepu, nawet po drobne zakupy, wkłada na siebie stelaż z aktualnie głoszonym hasłem.
Bo wiesz, Tru, nigdy nie wiadomo, kogo spotkam po drodze. Czasami dobrze jest przy okazji wyrażać swoje poglądy, powtarzam ci, bardzo dobrze!

Zajęcza Warga, mama Tru, wtrąca swoje życiowe mądrości we właściwą narrację (pierwszoosobową) niczym matka Forresta Gumpa. W książce Barbary Kosmowskiej związek dorastającego młodzieńca z matką jest silny, ale zdrowy, pobłażliwość syna dla dziwactw Zajęczej Wargi, jego troska i wsparcie są wręcz wzruszające. Oto samotna matka potrafiła wychować wrażliwego, męskiego, odważnego, przystosowanego społecznie chłopca, wcale nie poszukując nowego partnera. W innych książkach dla dzieci niemal zawsze rozwiedzionej lub z innego względu samotnej matce towarzyszy jakiś przyjaciel lub ojczym, jednak choćby w szkołach nasze dzieci spotykają rodziny niepełne, niespełniające bajkowego modelu. Dobrze, że w literaturze pojawiają się i te bardziej realistyczne scenariusze.
Ilustracje Emilii Dziubak zachwycą jej wielbicieli, a może też przyczynią się do powiększenia (i tak już licznego) fanklubu artystki. W "Tru" znajdziemy subtelne malunki, grę cieni i świateł, szarobury las, delikatne, jesienno-zimowe niebo o zmierzchu i świcie. Są też ilustracje jaśniejsze, pełne zieleni lub lśniących baniek mydlanych. Moją uwagę przykuł obraz prześladowanego uciekiniera w miejskim zaułku oraz dwa magiczne, a równocześnie zwyczajne, portrety Tru: w komórce konstruktora oraz przy biurku, na tle okna. Ilustracje w tej książce dobrze pasują do charakteru literackiej opowieści, pozbawione są przesadnej słodyczy, a same zające przypominają bardziej te z niemieckich pocztówek mojej prababci niż współczesne pluszowe i kreskówkowe zwierzątka.
Przeczytajcie "Tru", jeśli jesteście ciekawi nowości w polskiej literaturze dla dzieci, chcecie poobcować z oryginalną twórczością literacką i plastyczną. Takiej książki dotąd jeszcze na naszym rynku nie było.
Bożena Itoya

Barbara Kosmowska, Tru, ilustracje Emilia Dziubak, Media Rodzina, Poznań 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz