cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

czwartek, 1 grudnia 2016

Teraz tu jest nasz dom





Barbara Gawryluk napisała niedawno bardzo mocną, sugestywną i pasjonującą książkę dla dzieci pod tytułem "Teraz tu jest nasz dom". Przekaz publikacji jest tym silniejszy, że zawiera niepowtarzalne ilustracje Macieja Szymanowicza, obrazy-metafory, zbliżone do plakatów, komunikujące, a nie jedynie komentujące. Już po okładce książki można ocenić, że będzie ciekawie: widzimy okno mieszkania przechodzące płynnie w ekran telewizora, a za szkłem pociski spadające na budynek mieszkalny w spokojną noc. Autorka przygotowała literacki reportaż, rozbudowaną i pogłębioną wersję relacji, jakie widujemy w programach telewizyjnych i które zazwyczaj nudzą nas po kilku dniach lub tygodniach. Będzie to więc opowieść z prawdziwego życia, jakby wyciągnięta z serwisu informacyjnego, którego może już nie przełączymy tak łatwo?
Akcja tej wyjątkowej książki zawiązuje się podczas wojny u naszych sąsiadów. Oczywiście nie chodzi o nasz blok czy ulicę, ale warto sięgać wzrokiem i sercem nieco dalej. W naszej współczesności, nawet za życia naszych małych dzieci, w graniczącym z Polską kraju zaatakowani zostali zwykli ludzie, ich codzienność legła w gruzach, a wielu bliskich poległo. Bohaterowie opowieści Barbary Gawryluk pochodzą z ukraińskiego miasta Donieck, są dziećmi małżeństwa polsko-ukraińskiego i wnukami małżeństwa rosyjsko-ukraińskiego. Romek jest uczniem trzeciej klasy, Mikołaj chodzi do zerówki, a najmłodsza Natalia do przedszkola. To właśnie proste, szczere i prawdziwe słowa, uczucia oraz spostrzeżenia rodzeństwa sprawiają, że książka jest wiarygodna, piękna i wzruszająca. Zwróciliśmy uwagę także na postać mamy i taty, najbardziej rodzicielskich z rodziców. Ich postawa i wypowiedzi zostały opisane wręcz po mistrzowsku, autorka nie nadużywa słów i zdrobnień, ale w niezwykły, reportażowo surowy i rodzinnie łagodny sposób przekazuje wielkie emocje. Czytelnik naprawdę angażuje się w lekturę, książka zmienia go, czyni lepszym, wrażliwszym, bardziej otwartym.
"Teraz tu jest nasz dom" przedstawia Polskę z nieznanego nam punktu widzenia. Nasz kraj jawi się rodzinie o polskich korzeniach jako bezpieczna przystań, ale nie ziemia obiecana, bo Romek, jego rodzeństwo i kuzyni byli bardzo przywiązani do Doniecka, własnych pokojów, rowerów, zabawek. Ziemią obiecaną była i pozostała Ukraina, jednak musieli z niej wyjechać (w pośpiechu i z małymi plecakami), bo szkoła została zbombardowana, bo po ulicach jeżdżą czołgi, nie ma prądu, jedzenia, nie można wychodzić z domu... W książce co jakiś czas pojawia się pytanie nie o przyczynę ucieczki, ale o powrót do rodzinnego miasta i dziadków, którzy w nim zostali. Dzieci nie drążą tematu rosyjskiej agresji na Ukrainę, sensu wojny, one tylko chcą wiedzieć, kiedy ta wojna się skończy i kiedy będą mogły wrócić do domu. A rodzice nie mogą odpowiedzieć inaczej niż "Teraz tu jest nasz dom".
Książka Barbary Gawryluk nie jest w pełni optymistyczna, ale tak trudnego tematu nie można przedstawić w jaśniejszych barwach. Trudno mi nawet uwierzyć, że autorka zdołała uformować tak pozytywny przekaz. Z "Teraz tu jest nasz dom" bije moc rodziny, wiara w solidarność ludzi oraz niezwykła siła człowieka. Romek, główny bohater i narrator, pokonuje bowiem niechęć i drwiny rówieśników, potrafi się "postawić", pomaga też młodszemu bratu w nawiązaniu kontaktu z kolegami. Autorka znakomicie pokazuje, że im jesteśmy młodsi, tym więcej w nas empatii i otwartości – dzieci z zerówki właściwie nie są uprzedzone do Mikołaja, to on się od nich separuje, a mała Natalia już na początku pobytu w ośrodku dla uchodźców uczy się biegle mówić po polsku (choć przed wyjazdem jako jedyna w domu nie znała nawet słowa po polsku) i szybko się aklimatyzuje. Jednak to właśnie najmłodszy członek rodziny wzbudza nie tylko największy podziw, ale i najsilniejsze wzruszenie, choćby pytając, czy może zabrać ze sobą chociaż ukochanego pluszaka lub czy w nowym mieszkaniu będzie pokój dla dziadków z Doniecka (wyznających zasadę "starych drzew się nie przesadza"). Rodzina Romka dostaje bowiem mieszkanie od fundacji Anny Dymnej. Jeśli wcześniej nie domyśliliśmy się, że historia opisana w książce "Teraz tu jest nasz dom" wydarzyła się naprawdę, to uświadomią nas słowa prezes fundacji "Mimo wszystko" zacytowane na okładce oraz posłowie autorki. Ciąg dalszy losów tej i innych rodzin poszkodowanych w wojnie na Ukrainie zależy między innymi od nas, naszej świadomości, zrozumienia, chęci, gestów. Przecież nie wszyscy musimy i możemy dawać komuś mieszkanie czy jego wyposażenie, ale każdego z nas stać na ofiarowanie poczucia bezpieczeństwa ludziom wygnanym z domu przez wojnę. Są to naprawdę istniejące osoby, mające różne osobowości i nastawienie, jak rodzice Romka marzący od lat o przeniesieniu się do Polski, jak on i jego rodzeństwo – nielubiący zmian, zagubieni w nowej rzeczywistości, ale starający się do niej przystosować, czy wreszcie jak nastoletnia kuzynka, buntująca się przeciwko wyjazdowi z Ukrainy i planująca jak najrychlejszy powrót, choćby wiązał się z ucieczką z nowego polskiego "teraz tu domu".
Bożena Itoya

Barbara Gawryluk, Teraz tu jest nasz dom, ilustracje Maciej Szymanowicz, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz