cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

wtorek, 11 kwietnia 2017

Pieniądze albo kasa

 
O czym i jak pisać dla młodzieży? Sięgając po kolejne powieści i opowiadania adresowane do rówieśników mojego syna i nieco starszych nastolatków (tak do 16-17 lat) mam wrażenie, że polscy autorzy i wydawnictwa koncentrują się na literaturze obyczajowej, takiej godzinie wychowawczej w wersji książkowej. Te publikacje często przypominają rozmowy z telefonu zaufania, nawet w publikacjach fantastycznych niemal obowiązkowo występują wątki porzucenia, utraty rodzica, zabiegania o atencję czy akceptację ze strony środowiska rówieśniczego. Oczywiście, takie książki są potrzebne i na pewno w dużym stopniu spełniają swój cel, ale młodzież nie chce czytać tylko takich poważnych, nieco ponurych lektur. Oferta i rola literatury młodzieżowej nie powinna ograniczać się do dublowania i mnożenia problemów dorastania, jakich nastolatki i na żywo mają w nadmiarze. Wie o tym Paweł Beręsewicz, którego książki sprawiają, że w dojrzewającym dziecku nie gaśnie pasja czytelnicza. Choćby półki bibliotek i księgarń uginały się pod ciężarem problemów egzystencjalnych analizowanych na milion sposobów, wśród nastu pouczających książek dla nastolatków zawsze znajdzie się jedna wesoła perełka od Pawła Beręsewicza. Jak powieść "Pieniądze albo kasa" wydana w serii "Plus minus 16" (Literatura).

Mały z Łysym "robili w branży samochodowej", jak sami ogólnikowo stwierdzali, kiedy niezorientowani pytali ich o źródło utrzymania – źródło, dodajmy dość obfite. W szczegóły niechętnie się wdawali w nieznanym towarzystwie, ponieważ ich praca w niektórych środowiskach uchodziła za niezbyt godną szacunku. Otóż Mały z Łysym, jak by to powiedzieć... zmieniali samochodom właścicieli. Nie, niezupełnie kupowali.
ZnikaLYśmy je – zeznał przed sądem Łysy.
Zaczynali całkiem zwyczajnie: wybita szybka, klameczka od środka, czary-mary pod kierowniczką i odjazd.

Książka rozpoczyna się mocnym, kryminalnym akcentem: oto dwóch pomniejszych przestępców próbuje przeprowadzić interes życia, a główną rolę odgrywa w nim luksusowy (kradziony) samochód. Szereg wpadek prowadzi jedną z niedoszłych gwiazd handlu autami z drugiej ręki do konstatacji, że musi opisać swoją "karierę" w pamiętniku. Następnie poznajemy kolejne złote interesy Staszka, od wydłubywania monet z kałuży w drodze z przedszkola, przez wymianę niegrzechoczącej własnej skarbonki na grzechoczącą młodszego brata, handel starymi zabawkami na internetowych aukcjach, aż do akcji ze wspomnianym superautem.

O! Skarbonka! – powiedziałem. – Nareszcie będę miał gdzie deponować swoje oszczędności.
Lubiłem czasem zasunąć taki tekst. To robiło na dorosłych wrażenie.
Fiu, fiu! – zagwizdał dziadek. – Cóż za bogate słownictwo! A dużo masz tych oszczędności?
Dwie – powiedziałem zgodnie z prawdą. – Jedną mała brązową i jedną średnią srebrną, tylko że obie są wpadnięte za szafę. Tata uważa, ze dla dwóch nie warto przesuwać mebli. A według ciebie, dziadku, ile trzeba wrzucić za szafę, żeby warto ją było odsuwać?
Dziadek z powagą zmarszczył brwi i powiedział, że to zależy od różnych okoliczności, takich jak wartość wrzuconych oszczędności, wielkość szafy i to, czy w najbliższym czasie planuje się jeszcze coś wrzucać, bo jak tak, to warto poczekać na ten najbliższy czas, żeby się niepotrzebnie nie namachać dwa razy.
No tak – powiedziałem, bo jak dziadek coś tłumaczył, to od razu wszystko zaczynało być jasne.

Każdy rozdział oznaczany jest etapem edukacji bohatera (zerówka, piąta klasa, trzecia klasa gimnazjum itp.), saldem początkowym i końcowym. Sumy oscylują zazwyczaj między zerem a kilkoma złotymi, ale będą też większe i mniejsze niespodzianki. W każdym razie przeważnie pieniądze nie trzymają się Staśka Tondery, chyba że cudze (zwłaszcza brata). Ale nas, czytelników, ta lektura wzbogaca, zwłaszcza saldo śmiechu rośnie w zastraszającym tempie.
Opowieść obfituje w prześmieszne wpadki i trafne obserwacje z życia beztroskich nastolatków. Dzieje się dużo, a każdy szczegół może okazać się istotny dla rozwikłania tajemnicy danego rozdziału i całej książki, zanim autor odkryje wszystkie karty. Powieść napisana jest po mistrzowsku, bo czytelnik przez dłuższy czas nawet nie wie, że uczestniczy w jakiejś grze. Paweł Beręsewicz opracował bowiem dla nas jedną dużą i kilka drobniejszych zagadek, z którymi niełatwo sobie poradzić. My daliśmy się "wkręcić", ale dzięki temu zabawa była dużo lepsza niż gdy chwytając za książkę od razu się wie, jaki to typ opowieści i o co w niej chodzi. Przeczytajcie koniecznie "Pieniądze albo kasę", niezależnie ile macie lat i funduszy. To jedna z ulubionych książek moich i mojego syna.
Bożena Itoya

Paweł Beręsewicz, Pieniądze albo kasa, okładka Katarzyna Kołodziej, wydanie II, Literatura, Łódź 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz