cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

sobota, 22 października 2016

Wirusy w Przygotowalni


Niełatwo jest polubić choroby, zwłaszcza gdy jest się przedszkolakiem lub małym uczniem, bo i jedni, i drudzy mają w zwyczaju "łapać coś" (częściej lub rzadziej) od kolegów. Duże skupisko ludzi to taka zarażalnia, wie o tym Przygotowalnia – krakowskie wydawnictwo, którego nakładem ukazała się książeczka "Wirusy" autorstwa Ewy i Natalii Karpińskiej z ilustracjami Joanny Lenart. Publikacja ta jest jednym ze sposobów na oswojenie dziecka z tematem higieny i chorób, ale również z nietypowymi książkami.

Moją chorobę często myli się z ospą wietrzną, bo krostki w pierwszej fazie przypominają pęcherze ospy. Jeśli masz to szczęście, że lekarz prawidłowo rozpoznał twoją dolegliwość, możesz przestać się martwić, ponieważ bostonka nie jest szczególnie groźna dla zdrowia. Musisz tylko dużo pić, najlepiej przez słomkę, bo wysypka w buzi jest męcząca i bolesna. Jeżeli masz gorączkę, rodzice na pewno podadzą ci syrop truskawkowy lub pomarańczowy, który ma nie tylko wspaniałe właściwości, ale również świetnie smakuje!

"Wirusy" można uznać za ilustrowany przewodnik po chorobach wieku dziecięcego wywołanych przez wirusy. Nie jest to jedna z wielu publikacji popularnonaukowych, bo o wirusach opowiadają one same i książka częściowo ma charakter humorystyczny. Autorki przygotowały dla czytelników zabawę w zapamiętywanie i obserwację symptomów: pierwszemu służy zwięzły, przejrzysty tekst, a drugiemu proste ilustracje zdrowych dzieci uzupełnione przezroczystymi, foliowymi nakładkami z oznakami choroby (przeważnie wysypką). Mój syn z radością rozchorowywał biednych pacjentów, bo takie małe badanie lekarskie to frajda, podobnie jak wszystkie książki eksperymentujące z ilustracjami. A tu czytelnik może sam wprowadzać zmiany w rysunkach, równocześnie wywołując zmiany... chorobowe.
Opowieści o swoim pochodzeniu i charakterze snują w "Wirusach" postacie odpowiedzialne za różyczkę, odrę, ospę wietrzną, bostonkę, grypę żołądkową, świnkę i opryszczkę. Szczęśliwy, kto nie poznał żadnego z tych bohaterów! Oby udało się ograniczyć kontakt z wirusami do ich autobiograficznych wynurzeń oraz towarzyszącego im pożytecznego "wirusłownika". W razie nawiązanej mimowolnie bliższej znajomości, wirus, niestety nie tak pocieszny, jak na okładce, zostanie pewnie szybko rozpoznany.

Cześć! Zwą mnie Measles, pochodzę z rodziny paramyksowirusów i jestem bardziej złośliwy niż niejeden wirus komputerowy. Jednak elektronika nie interesuje mnie zupełnie, ponieważ jestem zbyt zajęty własnymi sprawami. To ja wywołuję odrę! Nie o dużą polską rzekę tu chodzi, lecz o chorobę, która dzięki szczepieniom odeszła w zapomnienie jak pierwszy wyrwany mleczak i inne nieprzyjemności. Na szczęście dla mnie odra coraz częściej powraca, bo nie wszyscy chcą się szczepić. Boją się igieł czy co?

Lektura "Wirusów" jest atrakcyjna również dla rodziców, chociaż niektórzy bohaterowie książki lubią dokazywać wczesną jesienią i czytanie o nich właśnie o tej porze roku grozi małą rodzicielską paranoją. Niekonwencjonalność publikacji przenika nawet do jej formalnego opisu. Informacje o książce przytoczone zostały na stronie tytułowej, jakiej nie widział chyba jeszcze żaden bibliograf. Twórcy "Wirusów" opisali siebie i swoje dzieło pełnymi zdaniami, rozpoczynając od uprzejmego przedstawienia całego kolegium, a kończąc na "zaś numer ISBN tej pozycji to (...)".

Książkę, którą trzymacie w rękach, napisały mama i córka – Ewa i Natalia Karpińskie. Kształt wirusom nadała ilustratorka Joanna Lenart, z kolei Katarzyna Dziuba i Karolina Węglarzy są odpowiedzialne za projekt graficzny książki, okładki i skład. Teksty dopracowała, skróciła i zredagowała Marta Woszczak, zaś Natalia Karpińska dopilnowała, żeby w książce nie było żadnych błędów ortograficznych, stylistycznych i interpunkcyjnych.

Taka forma prezentacji to sama słodycz dla wielbicieli języka polskiego, jakby deser przed właściwym posiłkiem czytelniczym, którego smak zależy od punktu widzenia. Na przykład stwierdzenie "10 dni wakacji! Nie musisz, a wręcz nie możesz chodzić do przedszkola lub szkoły i jedyne, co ci pozostaje, to oddawać się w domu ulubionym zajęciom" można uznać za radosne, ale tylko dla części (tej młodszej) rodziny.
Bożena Itoya

Ewa i Natalia Karpińskie, Wirusy, zilustrowała Joanna Lenart, Przygotowalnia, Kraków 2016.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza