cudanakiju.pl

cudanakiju.pl

wtorek, 31 maja 2016

Aniołki kota Cagliostro w Warszawie


Czwarta książka o Aniołkach kota Cagliostro jest ciekawym akcentem w serii Jarosława Mikołajewskiego. Dotychczas autor wysyłał dwunastoletnie "detektywki" w różne rejony Włoch, tym razem miejscem akcji uczynił stolicę Polski. Dodatkowo we wcześniejszych tomach, mimo baśniowej atmosfery, śledztwo miało racjonalne korzenie i prowadziło do konkretnego winnego (bo niekoniecznie złoczyńcy). Ta sprawa jest bardziej metaforyczna, uniwersalna, dotyczy wręcz kondycji naszej cywilizacji.

Dziwne w całym tym marszu było to, że nikt nie zwracał na nich uwagi. Ludzie mijali grupkę dziewcząt z kotem na czele obojętnie, jakby to była wycieczka szkolna pod opieką nauczyciela przyrody. W wagonie metra – to samo. Każdy siedział z nosem wbitym w gazetę albo w telefon komórkowy, zaprogramowany na obwieszczenie, że kolejka dojechała na stację Świętokrzyska. Dopiero wtedy, wciąż z nosem w gazecie albo w komórce, pasażerowie wstawali z miejsc.

Pomimo przeniesienia historii w rzeczywiście istniejące punkty na mapie współczesnej Warszawy, zagadka nie jest osadzona w kulturze miasta w takim stopniu, jak miało to miejsce w "Uśmiechu Bambola", "Szklanych oczach" i "Zwycięskim koniu". Może po prostu nasza stolica nie jest tak charakterystyczna, jak tradycje Rzymu, Sieny czy Wenecji. Na szczęście jednak mamy swoje legendy, które wciąż inspirują pisarzy.

Nie tylko w Kopenhadze jest Syrenka! – znów z dumą zawołała Marta. – My też mamy swoją Syrenkę. Legenda mówi, że żyła w Wiśle i pięknie śpiewała.
O czym? – spytała Olga.
O wolności. Bo cieszyła się swoją wolnością, i to ona sprawiała jej największą radość. Robiła to, na co miała ochotę. Niestety, pewnemu chłopakowi przyszło do głowy, żeby ją złowić i uwięzić.

Miejskie lokalizacje zostały dobrze dobrane, do Centrum Nauki Kopernik i na Stare Miasto naprawdę pielgrzymują wycieczki krajowe i zagraniczne, a "Patelnia", czyli plac przed wejściem do stacji metra Centrum, bywa miejscem nie tylko prywatnych spotkań, ale również artystycznych (a nawet politycznych) akcji – tych zaplanowanych i spontanicznych, jak w "Syrenim śpiewie". Jako warszawiacy czuliśmy się podczas lektury niczym na jednym z naszych miejskich spacerów. Znakomity ilustrator (Marcin Bruchnalski) zadbał nawet o obecność mniej chlubnych, ale bardzo znamienitych elementów warszawskiego krajobrazu, jak gigantyczna reklama przy słynnej Rotundzie.
Opowieść, choć krótka, przekazuje dużo informacji o dwudziestowiecznej historii Warszawy. Bywa poważnie, ale przy lekturze można się też roześmiać, i to nie raz. Wesołymi akcentami "Syreniego śpiewu" są postacie warszawskich kocich cwaniaków oraz kocie ciocie, opiekunki i idolki bezpańskich mieszkańców piwnic.

Otóż te cztery warszawskie kocury, leniuchy i obiboki, zauważyły coś bardzo dziwnego. Jeszcze do niedawna, kiedy wylegiwały się rano na podwórku, prawie od świtu wychodziły do nich kocie ciocie, czyli starsze panie. Przynosiły im mięsko, rybki, łakocie. Niektóre na ich oczach otwierały puszki pewnej znanej firmy, której nazwy nie wymienię, żeby nie robić jej reklamy, i z takim uśmiechem, jakby same zabierały się do jedzenia, wykładały ich zawartość na talerzyki. I nagle – nic. Ani puszek, ani rybek.

Dobrze czyta się tę książkę, nieco poetycką, skłaniającą do refleksji i bliskości z ludźmi (i podwórzowymi kotami). Jednak nie możemy się doczekać powrotu do odleglejszych nam miejsc oraz zwyczajów, tym bardziej, że następne śledztwo Aniołków kota Cagliostro odbędzie się na Sycylii ("Kot w worku").
Bożena Itoya

Jarosław Mikołajewski, Syreni śpiew, ilustracje Marcin Bruchnalski, Media Rodzina, Poznań 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz